NAUKA OGÓLNA (dzień pamięci o zmarłych))

(28 maja, wtorek)


Witam Was, Kochani, serdecznie, w trzecim dniu naszej wspólnej duchowej podróży w głąb nas samych i w głąb Matki-Kościoła. Wczoraj Pan Bóg polecił nam zdjąć obuwie i zaprosił nas do Swego Domu. A dziś nasza Mama - Święty Kościół, z dumą prezentuje nam swe dzieci, do których my też się zaliczamy.

Zacznę od zacytowania dwóch fragmentów z Dzienniczka Świętej Siostry Faustyny:

"Wiedz o tym, że łaska wiecznego zbawienia niektórych dusz w ostatniej chwili zawisła od twojej modlitwy." (Dz. 1777).

"Dziś powiedział mi Pan: 'Wszystkim duszom, które uwielbiać będą to Moje miłosierdzie i szerzyć jego cześć, zachęcając inne dusze do ufności w Moje miłosierdzie, dusze te w godzinę śmierci, nie doznają przerażenia. Miłosierdzie moje osłoni je w tej ostatniej walce..."Córko Moja, zachęcaj dusze do odmawiania tej koronki, którą ci podałem. Przez odmawianie tej koronki, podoba Mi się dać wszystko o co mnie prosić będą. Zatwardziali grzesznicy, gdy ją odmawiać będą, napełnię dusze ich spokojem, a godzina śmierci ich będzie szczęśliwa. Napisz to dla dusz strapionych; gdy dusza ujrzy i pozna ciężkość swych grzechów, gdy się odsłoni przed jej oczyma duszy cała przepaść nędzy, w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza, ale z ufnością niech się rzuci w ramiona Mojego miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki. Dusze te mają pierwszeństwo do Mojego miłosierdzia. Powiedz, że żadna dusza, która wzywała miłosierdzia Mojego, nie zawiodła się, ani nie doznała zawstydzenia. Mam szczególne upodobanie w duszy, która zaufała dobroci Mojej. Napisz, gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem, a duszą konającą nie jako Sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel miłosierny.'" (Dz. 1540-1541)

'Te słowa, które Jezus powiedział do św. Siostry Faustyny, odnoszą się także do nas, bo i my możemy uratować kogoś na wieczność przez odmawianie z ufnością w jego intencji Koronki do Miłosierdzia Bożego' (z komentarza teologicznego do drugiego fragmentu).

No tak. Dla mnie te dwa fragmenty z Dzienniczka Świętej Siostry Faustyny wraz z powyższym krótkim komentarzem do nich pozostałyby piękną teorią, gdyby nie dwa wydarzenia w moim życiu sprzed lat.

Pierwsze wydarzenie - śmierć mego Dziadka, ojca mego Taty w lutym 1983 roku. Dziadek Józef był hospitalizowany w szpitalu im. Narutowicza. W niedzielę, pięć dni przed Jego śmiercią, powiedziano Mu, że będzie wypisany ze szpitala nazajutrz. W poniedziałek zaczęło Mu się pogarszać. W piątek rano przyjechali do mnie do seminarium Rodzice, byłem na pierwszym roku filozofii na ul, Manifestu Lipcowego, obecnie ul. Piłsudskiego. Dziadek ponoć majaczył i powtarzał - Wojtek, Wojtek! Gdy jechaliśmy do szpitala, siedziałem na tylnym siedzeniu i przyszły do mnie myśli o Koronce do Miłosierdzia Bożego za Dziadka. 'Mów Koronkę za Dziadka, mów Koronkę za Dziadka!' Odmówiłem w samchodzie chyba jeden raz Koronkę, a przy łożku Dziadka jeszcze raz albo może nawet da razy, nie pamiętam dokładnie. Po kilku godzinach mój Dziadek zmarł...

Drugie wydarzenie. Śmierć mojego najlepszego kolegi z klasy matematyczno-fizycznej w XI LO w Nowej Hucie w 1987 roku. Był kwiecień 1987 roku. Przygotowywałem się do diakonatu za kilka tygodni wtedy. Był Wielki Piątek. Wraz z kilkoma moimi kolegami mieliśmy asystę liturgicznę w Wielkim Tygodniu w kościele SS. Felicjanek na ulicy Smoleńsk. Po Mszy świętej mój brat przyszedł do zakrystii i powiedział, że Mama mojego kolegi, Roberta, prosi, bym natychmiast przyjechał na intensywną terapię do szpitala im. Żeromskiego w Nowej Hucie, bo Robert miał wypadek i jest w stanie krytycznym. Poprosiłem przełożónego o pozwolenie i pojechaliśmy, tak jak byłem w sutannie. Wpuścili mnie na intensywną terapię. Mój kolega był przymocowany od obrotowego łóżka, podłączony do różnych maszyn. Spadł z czwartego piętra z balkonu. I te same myśli, jak przy moim Dziadku. 'Mów Koronkę do Miłosierdzia Bożego, mów Koronkę'. Odmówiłem koronkę kilka razy. I przyjeżdżałem potem codziennie do szpitala, by odmawiać przy nim koronkę. W dniu moich urodzin, 22 kwietnia 1987 roku, zmarł.

Jeździłem potem na Jego grób przez miesiąc codziennie na przechadzce seminaryjnej (czas wolny) na Grębałów i odmawiałem koronkę za Niego. Po miesiącu, gdy przyjechałem po raz kolejny, i stanąłem w bramie cmentarnej, zapomniałem, gdzie jest Jego grób. Nie potrafiłem sobie przypomnieć! I do dziś nie wiem, gdzie jest Jego grób. Odczytałem to jako znak, że dość koronki, On jest już w niebie, i powinienem się teraz do Niego modlić. Gdy przyjechałem po raz pierwszy do Kiabakari, dowiedziałem się ze zdumieniem, że kaplica w Kiabakari jest pod wezwaniem św. Roberta Bellarmina. Szok. To On też maczał palce w planie Bożym wysłania mnie tam, najwyraźniej. Teraz figura św. Roberta Bellarmina stoi w pokoju dziennym w moim domu w Kiabakari a plebania została nazwana imieniem św. Roberta Bellarmina. Wierzę głęboko, że mój kolega jest zawsze ze mną, nawet tam w Kiabakari.

Niech mi nikt nie mówi o ślepym przypadku. Nie ma takiej opcji w życiu chrześcijanina.

Ojciec Święty Paweł VI wyraził tę prawdę w następujący sposób w wyznaniu wiary: "Wierzymy we wspólnotę wszystkich wiernych chrześcijan, a mianowicie tych, którzy pielgrzymują na ziemi, zmarłych, którzy jeszcze oczyszczają się, oraz tych, którzy cieszą się już szczęściem nieba, i że wszyscy łączą się w jeden Kościół; wierzymy również, że w tej wspólnocie mamy zwróconą ku sobie miłość miłosiernego Boga i Jego świętych, którzy zawsze są gotowi na słuchanie naszych próśb."

Tajemnica Obcowania Świętych jest bardzo ważna, i powinna być przeżywana przez nas z wiarą mocną i żywą. To tajemnica świętej komunii dzieci Bożych w naszym Kościele-Matce, dumnej i szczęśliwej z powodu swych dzieci w niebie, czułej i zatroskanej o nas pielgrzymujących na ziemi, a szczególnie zatroskanej o cierpiące dzieci w Czyśćcu. Dobrze wiemy, że istnieje łączność między nami na ziemi a naszymi siostrami i braćmi w niebie - nasza cześć i modlitwa do Świętych i za ich wstawiennictwem do Boga samego. Oni są tam, gdzie my zmierzamy. Budujemy im ołtarze, dbamy o pamięć o nich, przechowujemy z czcią ich obrazy i figury. A Oni pomagają nam w różny sposób, czynią cuda, wypraszają łaski. Liturgia Kościoła - naszej Matki zaświadcza o tym, gdy obchodzimy Ich rozmaite uroczystości, święta i wspomnienia. Gdyby nie było tej komunikacji, tego dialogu, tej jedności w miłości, to kult świetych i ich relikwii - na przykład Świetej Siostry Faustyny i Błog. Jana Pawła II - byłby nam niepotrzebny. Po co nam Święci, skoro żyją sobie gdzieś tam w niebie i mają nas gdzieś?

Istnieje również łączność między nami a duszami czyśćcowymi - pomagamy sobie nawzajem, choć inaczej niż w przypadku naszej łączności ze Świętymi w niebie. Jak ważne jest żywe, pełne wiary nabożeństwo do dusz czyśćcowych! I jak często w naszych czasach jest on lekceważone. Wielka jest moc wstawiennicza i opiekuńcza naszych zmarłych.

Może to, co teraz powiem, zabrzmi śmieszne czy zabobonnie. Ale nie jest mi wcale do śmiechu, i nie traktuję tego fenomenu lekkodusznie.

Pamiętam, gdy odprawiałem z kolegami rocznikowymi rekolekcje przed diakonatem, mniej więcej w połowie rekolekcji miałem znamienny sen, który potem opowiedziałem mojej Mamie. Przyszli do mnie we śnie zmarli z mojej rodziny, i od strony Mamy i od strony Taty. Przyszedł przede wszystkim Ojciec mojej Mamy, porucznik Adam Jakubiec, zamordowany w Katyniu w kwietniu 1940 roku, którego imię z czcią noszę jako drugie imię chrzcielne, po Wojciechu. Śniło mi się, że mieszkamy jeszcze na osiedlu Górali. I mój Dziadek Adam przyszedł i zapukał do drzwi i ja otworzyłem, a On tak spokojnie stał z przestrzeloną czaszką w swych dłoniach. Nie bałem się, poczułem dziwny spokój. Moja Mama mi potem powiedziała, że nasi Zmarli przyszli, by mnie umocnić, żebym się nie lękał, tylko przystąpił do diakonatu. To była noc ze środy na czwartek, w połowie rekolekcji. I potem już nie miałem żadnych wątpliwości.

Gdy potrzebuję, by wstać wcześnie lub po nocnym czuwaniu, i boję się, że mogę zaspać, wtedy proszę z wiarą dusze zmarłych o pomoc i o obudzenie o właściwej godzinie. Pragnę zaświadczyć tu, publicznie, przed Wami, że jeszcze mi się nigdy nie zdarzyło, gdy tylko prosiłem z wiarą, na serio, z pełną powagą, by mnie dusze zmarłych zawiodły - zawsze jakieś 5 minut przed czasem wstawania, we śnie słyszę głosy - czasem szepty, czasem natarczywe głosy - Wojtek, Wojtek! I budzę się... Wielka wdzięczność dla nich. Pewnie dopiero w niebie dowiem się i spotkam twarzą w twarz z nimi i będę mógł podziękować za opiekę.

Myślę, że gdybyśmy mieli czas, moglibyśmy całe te misje spędzić na Waszych osobistych świadectwach, podobnych do moich, a które świadczą, jak cudowna i potrzebna jest w naszym życiu tajemnica Obcowania Świętych. Nie lekceważmy jej. Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni w naszej Matce Kościele, byśmy sobie pomagali - Święci w niebie, dusze czyśćcowe i my, tu w drodze do domu Ojca...

Nasza Matka-Kościół doskonale to czuje. Dlatego modlitwa Kościoła za zmarłych jest nieustanna. W każdej Mszy świętej wspominamy ich i modlimy się za nich. Oni sami sobie nie mogą pomóc, ale my możemy. Tyle okazji mamy w ciągu roku kościelnego, roku liturgicznego, do uzyskania odpustu zupełnego za nich, czy odpustów cząstkowych. Czy to taka ciężka praca w modlitwie porannej i wieczornej dodać modlitwę za zmarłych - choćby krótkie - Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie...? Czy to taka ciężka praca dodać ten akt strzelisty za zmarłych na końcu każdego dziesiątka różańca świętego? Troska o groby, sprzątanie, nawiedzanie, kwaty, znicze - to piękny zwyczaj, który musimy pielęgnować. Ale nade wszystko Msza święta zamawiana w intencji zmarłych, zwłaszcza naszych Bliskich oraz żarliwa modlitwa z żywą wiarą za tych, którzy o pomoc błagają, choć ich głosów pełnych tęsknoty i cierpienia nie słyszymy, i może dobrze, bo życie nasze byłoby wtedy nie do zniesienia?

Czcigodny obyczaj wypominków jest godny pielęgnowania i podtrzymywania. Trzeba uczyć młode pokolenia, by pamiętały o Kościele cierpiącym w Czyśćcu. Trzeba uczyć młode pokolenia tej czułości i ducha miłosierdzia i samemu dbać o ten piękny zwyczaj - wyraz naszej wiary w moc Eucharystii - zamawiania Mszy świętych za naszych bliskich zmarłych. Dobrze, że nasi seniorzy w parafii pamiętają o tym, natomiast nie jestem pewien jak to jest wśród młodszych członków naszej wspólnoty.

Dusze czyśćcowe są w takiej sytuacji, w której być może większość z nas się kiedyś znajdzie. Im bardziej pomagamy im, tym bardziej oni z ogromną nieskończoną wdzięcznością będą za nami orędować w niebie, gdy ich za naszymi modlitwami, Mszami świętymi, wypominkami, różańcami, odpustami zupełnymi i cząstkowymi - uwolnimy z Ćzyśćca.

Bo przecież jaką miarą mierzymy, taką i nam kiedyś odmierzą... Warto o tym pamiętać.

Przy okazji czci oddawanej Świętym w niebie, przy okazji modlitwy za zmarłych, pamiętajmy również o modlitwie za nas samych o łaskę dobrej śmierci w stanie łaski uświęcającej i o łaskę czasu odpowiedniego do przygotowania się na śmierć. Przykazanie miłości bliźniego wchodzi tutaj w grę - dbam o innych, o ich zbawienie, a sam zapominam o swoim i o przygotowaniu się na przejście z tymczasowej siedziby do wiecznej.

Mówią mi często chorzy na AIDS u mnie na misji, których odwiedzam z posługą sakramentalną, jak bardzo dziękują Bogu za łaskę tej choroby, która im pozwala przemyśleć życie, żałować za grzechy, ofiarować swe cierpienia jako zadośćuczynienie za ich grzechy i spokojnie, z ufnością czekać na przyjście Pana w momencie ich śmierci. Bo żyli przed chorobą różnie, używali życia, lekceważyli wiarę, Kościół, przyrzeczenia chrzcielne, żyli jak chcieli. I mówią często, że gdyby nie ta choroba, to pewnie umarliby bez księdza, bez łaski uświęcającej. Szokujące historie. Szokująca interwencja Bożego Miłosierdzia, która jawić się może jako okrucieństwo Boga.

Kiedy byłem klerykiem, chodziłem z kolegą do chorych. Opiekowaliśmy się jedną panią na Kopernika, której odjęto obie nogi. Nie widziałem nigdy tak wesołej osoby, wdzięcznej za wszystko Bogu. Kiedyś popatrzyła na mnie i powiedziała tak - proszę księdza, dziękuję Bogu, że mi zabrał te nogi, bo mnie prowadziły do grzechu (była wcześniej w najstarszym zawodzie świata, jak to powiadają). A tak, to ofiarowałam Panu Bogu te nogi, żeby dał moim dzieciom i mogły wrócić do Boga. I tak się stało. Nawróciły się... Wstrząsające świadectwo!

Warto pamiętać o Pierwszych Piątkach miesiąca i obietnicach Najświętszego Serca Pana Jezusa dla tych, którzy je odprawiają z żywą wiarą. Warto pamietać o Pierwszych Sobotach miesiąca i obietnicach Niepokalanego Serca Maryi, dla tych, którzy je zachowują z wiarą.

Niektórzy powiedzą - ee tam, anachronizmy i nabożeństwa, które straciły swoją aktualność, swoje miejsce w 'nowoczesnej' wierze. Dobrze, to opowiem Wam o jednym autentycznym zdarzeniu.

Chodziłem na katechezę z moim kolegą Pawłem z równoległej klasy w szkole podstawowej nr 81 w Nowej Hucie. Gdy byliśmy w siódmej klasie, doszła do nas tragiczna wiadomość, że Paweł nie żyje. Zginął krótko po wypadku samochodowym w drodze do szpitala. Przyczepa ciężarówki się odpięła na zakręcie w okolicach Huty im. Lenina i uderzyła w nadjeżdżający samochód, w którym podróżował Paweł ze swoimi rodzicami i bratem. Ojciec, który kierował, zginął na miejscu, Paweł w drodze do szpitala, Mamie i bratu Pawła nic się praktycznie nie stało, siedzieli z tyłu.

Po pogrzebie Mama Pawła spotkała naszego katechetę, ks. Antoniego Dużyka, który nas uczył do Pierwszej Komunii i pilnował, żebyśmy chodzili na Pierwsze Piątki. Skoczyła Mu do oczu i zarzuciła, że uczył nas kłamstwa, bo jej Paweł, który odprawił dziewięć pierwszych piątków miesiąca, zmarł w grzechu, bo Ona wiedziała, że nie był długo do spowiedzi przed śmiercią.

Ksiądz Antoni odpowiedział Jej tak - 'Wie Pani co? W tamtą niedzielę, gdy mieliście wypadek, coś mnie tknęło, by po obiedzie pojechać odwiedzić mojego kolegę księdza. Wsiadłem w auto i pojechałem. Na wysokości kombinatu trafiłem na wypadek, Wasz wypadek. Jeszcze byliście w samochodzie. Pani była w szoku i mnie nie mogła rozpoznać. Udzieliłem sakramentu namaszczenia chorych Pawłowi i Jego ojcu, odpustu zupełnego w godzinę smierci i gdy nadjechała karetka, pojechałem. Pan Jezus nie jest kłamcą. Dotrzymuje słowa. Posłał mnie, bym przygotował Pawła i Pani Męża na spotkanie z Nim w godzinę ich śmierci...'

Niech zachętą do ofiarowania wszystkiego, co tylko w naszej mocy, za zmarłych będą słowa Jezusa skierowane do św. Gertrudy pod koniec jej życia, gdy lękała się o swoje zbawienie: "Te wszystkie dusze, które uratowałaś, wkrótce spotkają się z Tobą, by zaprowadzić Cię do Raju."

Naprawdę warto. Przekonacie się sami po tamtej stronie rzeczywistości.

Gdzie, jak ufam, wszyscy się tam znajdziemy.
Amen.

ks. Wojciech Kościelniak

do górydo góry

© Copyright 2005 by Ritt&Leo ® - kontakt: webmaster@grzegorzki.vbiz.pl