NAUKA OGÓLNA

(27 maja, poniedziałek)


Witajcie w drugim dniu naszej wędrówki. Widzę, że część z Was, z którymi wyruszyliśmy wczoraj, dotarła na miejsce. Bogu dzięki.

Jesteśmy dziś, w drugim dniu naszych misji, u stóp Góry Horeb, czy innymi słowy - Synaj. To niezwykle ważne miejsce w naszej wędrówce wiary. Do tego miejsca nieustannie musimy powracać, by weryfikować naszą wiarę i wierność Bogu, dzień po dniu. Posłuchajmy tekstu natchnionego:

"Gdy Mojżesz pasał owce swego teścia, Jetry, kapłana Madianitów, zaprowadził [pewnego razu] owce w głąb pustyni i przyszedł do góry Bożej Horeb. Wtedy ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu. [Mojżesz] widział, jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego. Wtedy Mojżesz powiedział do siebie: "Podejdę, żeby się przyjrzeć temu niezwykłemu zjawisku. Dlaczego krzew się nie spala?" Gdy zaś Pan ujrzał, że [Mojżesz] podchodził, żeby się przyjrzeć, zawołał Bóg do niego ze środka krzewu: "Mojżeszu, Mojżeszu!" On zaś odpowiedział: "Oto jestem". Rzekł mu [Bóg]: "Nie zbliżaj się tu! Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą". Powiedział jeszcze Pan: "Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba". Mojżesz zasłonił twarz, bał się bowiem zwrócić oczy na Boga. Pan mówił: "Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemięzców, znam więc jego uciemiężenie. Zstąpiłem, aby go wyrwać z ręki Egiptu i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi żyznej i przestronnej, do ziemi, która opływa w mleko i miód, na miejsce Kananejczyka, Chetyty, Amoryty, Peryzzyty, Chiwwity i Jebusyty. Teraz oto doszło wołanie Izraelitów do Mnie, bo też naocznie przekonałem się o cierpieniach, jakie im zadają Egipcjanie. Idź przeto teraz, oto posyłam cię do faraona, i wyprowadź mój lud, Izraelitów, z Egiptu". A Mojżesz odrzekł Bogu: "Kimże jestem, bym miał iść do faraona i wyprowadzić Izraelitów z Egiptu?" A On powiedział: "Ja będę z tobą. Znakiem zaś dla ciebie, że Ja cię posłałem, będzie to, że po wyprowadzeniu tego ludu z Egiptu oddacie cześć Bogu na tej górze". Mojżesz zaś rzekł Bogu: "Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć?" Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: "JESTEM, KTÓRY JESTEM". I dodał: "Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was". Mówił dalej Bóg do Mojżesza: "Tak powiesz Izraelitom: "JESTEM, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia. Idź, a gdy zbierzesz starszych Izraela, powiesz im: Objawił mi się Pan, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba i powiedział: Nawiedziłem6 was i ujrzałem, co wam uczyniono w Egipcie. Postanowiłem więc wywieść was z ucisku w Egipcie i zaprowadzić do ziem Kananejczyka, Chetyty, Amoryty, Peryzzyty, Chiwwity i Jebusyty, do ziemi opływającej w mleko i miód".

(Wyj 3:1-17)



Bóg w znaku płonącego krzaka, daje nam mnóstwo informacji o sobie. Odczytuję tę biblijną scenę jako pierwszą randkę Pana Boga z Narodem Wybranym, w osobie Mojżesza. Ukazuje się On nam jako roślina, drzewko, zakorzenione w ziemi. O tej ziemi, i jej znaczeniu dla naszego zbawienia, porozmawiamy jeszcze przy innej okazji. Niezwykła ta roślina, płonąca ogniem intensywnej obecności, czułości, troski, pragnienia bliskości człowieka, a nade wszystko intymności miłości niepojętej, zakochanej w człowieku. Bóg ma imię. On jest, był i będzie. Krzak płonie do dziś. I na wieki. Nie spala się na popiół. Bóg zakochał się w nas i pragnie nas. Ta miłość i stan Jego zakochania w nas jest ponadczasowy, nieskończony, wieczny. I gotów jest zrobić wszystko w imię tej miłości, która naprawdę jest. I zawsze będzie, bez względu, co my z tym wyznaniem miłości Boga zrobimy. Mimo, że Wcielenie miłości Boga, Jezus, został odrzucony, wydany w ręce ludzi i ukrzyżowany jak czytamy u Św. Jana: "Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. " (J 1:10-11)

Wobec tej tajemnicy odrzuconej przez nas samych Miłości Boga stajemy bezradni. Chcielibyśmy krzyczeć - przestań nas kochać, ukarz nas! To , co robisz, to szaleństwo! Nie wolno Ci już nas kochać po tym, co zrobiliśmy! Nie czujemy się komfortowo z tym skandalem miłości Boga, który kocha zdradzonym zranionym sercem i nie przestaje... Nie rozumiemy tego. Może tylko ktoś, kto był kiedyś zakochany / zakochana totalnie w innej osobie, a ta osoba zdradziła tę miłość, a mimo to nie potrafi przestać nadal kochać, zapomnieć nie potrafi, mimo że ta druga osoba sobie nic z tego nie robi. Może wtedy choć w maleńkim ułamku poczulibyśmy, jak to jest, bo zrozumieć się nie da...

Bóg kazał zdjąć Mojżeszowi obuwie z nóg. Możemy interpretować ten gest nie tylko jako oznakę szacunku dla świętości Boga i miejsca. Gest zdjęcia obuwia ma szersze znaczenie - to odpowiedź na zaproszenie do wejścia do domu jako przyjaciel, zwłaszcza w kulturze Wschodu i Afryki, a także u nas, gdy wchodzimy do czyjegoś domu czy mieszkania.

Zdejmuję buty i wchodzę do domu przyjaciela, by wejść w jego przestrzeń życiową, by się z nim spotkać, by zobaczyć jak żyje, co jest dla niego ważne, by porozmawiać przy herbacie, kawie i spożyć posiłek. Co więcej - dotykam swoimi bosymi stopami tego miejsca, niejako asymilujac się, utożsamiając się z nim. Drzewko ma korzenie w ziemi. Zdejmując obuwie na górze Synaj, Mojżesz usunął przeszkodę w dotknięciu tej ziemi, we własnej konsekracji ziemią, która nosi Bożą świętość i błogosławieństwo Jego obecności. Ziemi uświęconej Bożym zakochaniem, Bożą miłością. Bóg chce, by Mojżesz się przytulił do tej ziemi, gdzie Bóg zapuścił swe korzenie, gdzie dokonuje się Jego spotkanie z człowiekiem. Tu i teraz, na ziemi. To jest ziemia Jego obecności i miłości. Chce, by Mojżesz pobył z Nim chwilę, nacieszył się Nim, a Bóg Mojżeszem. Tak czynią ludzie w mej misji, gdy zdejmują obuwie przed wejściem do kościoła, by spotkać się z żywym Bogiem w liturgii Mszy świętej.

Jednocześnie ta święta ziemia pełna obecności Boga jest ziemią nie tylko spotkania, ale i powołania i posłania. Mojżesz jest wybrany przez Boga do specjalnego zadania, konsekrowany Jego obecnością i posłany z uświęconej ziemi do ziemi zniewolenia Narodu Wybranego.

Przypomina się scena Przemienienia Pańskiego i szybkiego zejścia z góry Tabor po wizji chwalebnego Jezusa. Tamta góra była też górą spotkania, chwały Bożej i posłania. Tam Jezus przemienił się i promieniował blaskiem chwały niebieskiej. Na górze Horeb to sam Bóg przemienił się w krzak spotkania, gorejący płomieniem skondensowanej Jego obecności i miłości. To Mojżesz zszedł z góry z przemienionym obliczem, promieniejącym spotkanie Żywego Boga i wybraniem, bardziej niż oblicze kobiety, której właśnie oświadczył się Jej ukochany.

Wróćmy w myślach teraz na Grzegórzki. Ta świątynia, nasz kościół parafialny, jest naszą grzegórzecką Górą Horeb. Tu mieszka ten sam Bóg, który spotkał się z Mojżeszem i wyznał swą miłość do Narodu Wybranego.

Dziwicie się teraz, że po wyjściu z Egiptu Mojżesza krew zalała, wracającego z kolejnej randki z Bogiem zakochanym w nas, gdy zobaczył to, co zobaczył na dole w obozie, ? I zrobił to, co zrobił?

Musimy koniecznie prosić o żywą wiarę, byśmy mogli tak samo przeżywać nasze spotkanie z Żywym Bogiem, ilekroć wchodzimy w Jego obecność tu i teraz w tym kościele. To ten sam Bóg. To ta sama gorejąca miłością konsekrująca wszystkich i wszystko Obecność.

Uwielbiam dotykać przedmiotów w konsekrowanym kościele, tak jak ten nasz. Uwielbiam wdychać powietrze w kościele, pełne zapachu kadzidła, bo jest konsekrowane, pełne obecności Boga, muskane nieustannie duchami czystymi serafinów i aniołów, uświęcane obecnością Maryi, Św. Jana, Św. Kazimierza i tylu naszych przyjaciół w niebie, przechadzających się w szczęściu w Obecności gorejącej Miłości, choć niewidocznych dla oczu naszego ciała. Wierzę, że samo tylko oddychanie tym powietrzem z żywą wiarą ma moc nas uzdrowić ze wszystkich chorób, jeśli tylko taka byłaby Wola Boga.

Uwielbiam obmywać me oczy, jak mówią w Tanzanii, gdy patrzy się na coś lub kogoś pięknego, patrzeniem na tabernakulum, krzyż, obrazy, kwiaty, światła zapalone. Uwielbiam dotykać ścian, ławek, drzwi, klamek, szat liturgicznych. Samo to dotknięcie ma moc mnie uzdrowić, jak tę kobietę cierpiącą tyle lat, która dotknęła szat Jezusa i została uzdrowiona. Jeśli tylko mam taką wiarę, jak ona.

To dom Boga, który Jest. Potrzebujemy jednak tego, co Japończycy określają terminem - mitate - czyli zdolności ujrzeć coś na nowo, na świeżo, w innym świetle, jakby po raz pierwszy szeroko otwartymi oczami początkującego zadziwionego i zachwyconego ucznia. Boga, płonącego nieśmiertelną miłością, szaleńczym zakochaniem, któremu na Imię Jezus, któremu na Imię Duch. Boga, który nas zna, bo nas wymyślił. Stąd ten krzak i korzenie, zakorzenienie Boga w nas, swych stworzeniach. Boga, Który pragnie podobnej intymności, czułości i zakorzenienia nas w Nim z naszej strony. Ja winna latorośl.

Gdybyś tylko mógł / mogła zebrać odciski palców z Serca Boga, założę się, że będą to tylko i wyłącznie Twoje odciski. Taka jest Jego miłość. Wierna bezwględnie i do końca. Taka jest prawda o naszym Bogu.

A jaka jest nasza miłość i uwielbienie Boga i co zrobiliśmy z połamanymi tablicami Mojżesza? Gdzie je złożyliśmy? Pomiędzy posażki naszych osobistych bożków, czy na ołtarzu naszego serca, na którym można wyszukać się tylko odcisków palców Jezusa?

Oddam tu głos Ojcu Świętemu Franciszkowi, który powiedział: "Adorować Boga oznacza, że jest On Panem naszego życia i historii. Adorować Boga to uczyć się z nim być, ogałacać się z naszych ukrytych bożków. Są to bożki, które często dobrze ukrywamy. Może to być ambicja, karierowiczostwo, smak sukcesu, stawianie siebie samego w centrum, skłonność do dominowania nad innymi, roszczenie by być wyłącznymi panami naszego życia, jakiś grzech do którego jestem przywiązany i wiele innych_jakiego w życiu mam ukrytego bożka?"

Powiedz mi, jakiego w życiu masz ukrytego bożka, z którym zdradzasz zakochanego w Tobie Boga?

Nie bój się Franciszkowej perspektywy pytania o bożka. Adoracja jest uwielbieniem Boga także, gdy uznajemy i widzimy, że to nie On jest Panem mego życia. Stąd ból adoracji, ból prawdy. Rzadko ćwiczymy trwanie w nim.

Z encykliki o miłości Ojca Świętego Benedykta XVI: "Bóg miłuje i ta Jego miłość może być określana bez wątpienia jako eros, która jednak jest równocześnie agape." Bóg nie jest zimnym bytem, Doskonałą w swej pełni i samowystarczalności monadą. Bóg jest pragnieniem, namiętnością, pożądaniem, głodem. Jest w Nim eros. Dla wielu to jak bluźnierstwo. Ale bluźnierstwem wobec objawienia jest obraz metafizyczny doskonałego Absolutu. Bóg, który się objawia jest żywy namiętnością do człowieka. Prorocy opisują ją w śmiałych obrazach seksualno-małżeńskich. Co ważne - ta harmonia erosa i agape nie jest tylko ekonomiczna, na zewnątrz. Bóg jest taki w głębi, we wzajemnych relacjach, jest taki w Duchu. Ile wzajemnej, gorącej jak ogień, namiętności jest w relacji między Ojcem a Synem. Miłość jest nie do pomyślenia bez tego napięcia erosa i agape. Katechizm i praktyka życia definiują miłość przez głód i pragnienie: "Miłość wywołuje pragnienie nieobecnego dobra_Kochać to chcieć dobra dla kogoś."
Powinno nas nie przestawać zadziwiać to, że właśnie płeć człowieka jest pierwszym miejscem obrazu i podobieństwa Boga w nas (nie dusza, nie rozumność) I encyklika: "tylko w zjednoczeniu mężczyzny i kobiety człowiek może stać się kompletny."
Czy to też dotyczy nas, czy żyjąc po swojemu , zwłaszcza my w celibacie i w samotności, jesteśmy poza tym prawem i idziemy jakąś inną drogą? Chyba tak wielu myśli.
Ideałem staje się pozbawiona erosa zimna obojętność. Czy to doskonałość czy kalectwo??? Idea by tylko dawać (która, niestety, wielu przyświeca) jest fałszywa - mówi Papież. Straszna jest dobroć człowieka, który tylko daje, tylko się poświęca, nic nie potrzebuje i nie pożąda i nie jest głodny. Chodząca agape. Lepsza od Boga podróbka miłości.

Ojciec Świety Benedykt XVI powiedział tak: "Metodologia naszego myślenia jest tak ustawiona, że w istocie On nie powinien istnieć. Nawet jeżeli zdaje się pukać do bram naszych myśli_" I mówił to nie na zlocie ateistów. W bazylice pełnej biskupów, kapłanów i wiernych! Myślenie, w którym jest łaska i Bóg. Ale jest On wtórny i drugi. To sens różnicy między tym, czy buduję czy jestem budowany. Czy ja to Dzieło Boga czy sami tworzymy życie, duchowość, wiarę? Głosimy Ewangelię tak, że Pelagiusz mógłby się uczyć od nas. Co musimy, co powinniśmy, do czego jesteśmy zobowiązani?

Bardzo ważne w tym drugim dniu naszej wędrówki duchowej jest ustalenie właściwej hierarchii wartości w naszym życiu.
Życiu każdej i każdego z nas. Weźmy po tej Mszy świętej lub po powrocie do domu kartkę papieru i długopis, pomódlmy się do Ducha Świętego o dar odważnego spojrzenia na siebie w prawdzie i tylko w prawdzie. I spiszmy priorytety naszego życia tak, jak sami w sumieniu siebie widzimy. Bez oszukiwania i lukrowania czy naginania rzeczywistości. Komu czy czemu tak naprawdę służysz i oddajesz cześć w swoim codziennym życiu?

Jeden kapłan przerazil się, gdy odkrył na rekolekcjach, spisując priorytety swego życia, że Bóg był w Jego życiu dopiero na początku drugiej dziesiątki.

Nikomu tej listy nie pokażesz. To dla Ciebie. Weź ją ze sobą jutro do kościoła i przed Jezusem w tabernakulum, w tym świętym konsekrowanym miejscu pomyśl, czy to jest listą, pod którą Jezus się podpisze? Jesli nie, to poproś Go o pomoc, byś mógł / mogła tak ustawić swoje priorytety, by odpowiadały Twojej godności dziecka Bożego.

Nawet jeśli Bóg jest u Ciebie aż na drugim miejscu, to nadal Twoje życie będzie uzależnione od jakiegoś bożka, który panoszy się na pierwszym miejscu. Niestety, taka jest prawda. I z tym faktem musisz coś zrobić. Nikt tego za Ciebie nie zrobi. To jest nasze zadanie domowe drugiego dnia naszych misji, naszej wspólnej wędrówki do Domu Ojca. Zidentyfikujmy nasze bożki, zetrzyjmy je na popiół i wyrzućmy do Oceanu Bożej Miłości i Miłosierdzia pojutrze, gdy przystapimy do konfesjonału w sakramencie Bożego Miłosierdzia i Pojednania.

Bądźmy odważni i szczerzy wobec samych siebie, przemyślmy dokładnie nasze życie i zobaczmy, gdzie poustawialiśmy ołtarzyki z naszymi prywatnymi bożkami. Bo nie godzi się wchodzić do tej światyni Boga jedynego, zakochanego w nas do szaleństwa krzyża, zdradzając Go jednocześnie z kimś czy czymś innym.

Powodzenia.

ks. Wojciech Kościelniak

do górydo góry

© Copyright 2005 by Ritt&Leo ® - kontakt: webmaster@grzegorzki.vbiz.pl