NAUKA OGÓLNA I.

(1 czerwca, sobota, wieczór)


Witajcie na naszym ostatnim misyjnym spotkaniu, Kochani moi współtowarzysze duchowej wędrówki w głąb nas samych i w głąb tajemnicy naszej Matki-Kościoła świętego. Nie wiem, jak Wam, ale mi osobiście szybko minął ten tydzień skupienia, wyciszenia, postu oraz intensywnej modlitwy w naszej parafialnej wspólnocie. Tydzień posiewu Bożego Słowa mocą Ducha samego Boga, jak ufam.

Dziękuję, że wytrwaliście w Waszych postanowieniach misyjnych, w modlitwie wzajemnej, w skupieniu i ciszy. Dziękuje, że nie ustaliście w drodze i dzień po dniu odważnie i w prawdzie wchodziliście coraz głębiej w siebie i w Tajemnicę Boga i Kościoła, naszej Matki.

Z serca dziękuję także za mistyczną opiekę duchową nade mną, sługą nieużytecznym. Bez tej opieki nie dałbym rady.

Cierpliwy zjada dojrzałe owoce, powiada tanzańskie przysłowie. Wierzę, że czas obfitych żniw w życiu osobistym każdej i każdego z Was nadchodzi. W jaki sposób i kiedy - tego nie wiemy.

Pytania, które lubimy zadawać Panu Bogu - 'Kiedy odpowiesz na moją prośbę, Boże?' oraz 'W jaki sposób to się stanie?' - to dwa boskie pytania, których nam nie wolno Bogu zadawać. Dotykają one Jego Wszechmocy, absolutnej wolności i swobody działania oraz Jego niezgłębionej tajemnicę Opatrzności. Nawet Jezus nie śmiał pytac Ojca o te sprawy ("Lecz o dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec." Mt 24:36)

Wierzę, że nasze misje święte, które staraliśmy się wszyscy, po ludzku patrząć, przeżywać sumiennie i gorliwie, przyniosą nam wielkie błogosławieństwo Boże w życiu każdej i każdego z nas, obecnych i nieobecnych (za których modliliśmy się przecież cały czas), a suma tych indywidualnych żniw przyniesie nam prawdziwą Wiosnę Ducha Bożego w naszej parafii, prawdziwą Pięćdziesiątnicę Kościoła na Grzegórzkach. Kiedy i jak - Opatrzność Boża zdecyduje. O to modlę się z pokorą do Miłosiernego Boga i nie przestanę się modlić.

Gdy Ksiądz Proboszcz kilka miesięcy temu podzielił się ze mną ideą poprowadzenia przeze mnie misji świętych w naszej parafii, w duchu posłuszeństwa i wdzięczności dla Matki-Kościoła za dar 50 lat życia, 50 lat Chrztu Świętego i 25 lat kapłaństwa, zgodziłem się, by odwdzięczyć się mojej parafii na krakowskich Grzegórzkach za tyle dobroci i miłości i serca doznanego w minionych latach, mimo moich osobistych obaw i rezerwacji, czy podołam temu zadaniu.

Po pierwsze, przecież nigdy nie prowadziłem misji świętych w Polsce. Nie miałem żadnego doświadczenia. Po drugie, pamiętałem aż za dobrze to, co spotkało samego Pana Jezusa w swoim rodzinnym mieście: "Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd. Przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: " Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko?" I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: "Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony". I niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa." (Mt 13:53-58)

Od tamtej rozmowy z Księdzem Proboszczem przez Skype, gdy zapadła decyzja, moja modlitwa w świetle tych obaw była bardzo prosta - 'Jezu, ufam Tobie! Tobie tylko i całkowicie ufam, a sobie nic'. Zawierzyłem tę sprawę Jemu i Jego Woli. Powtarzałem dzień i noc - 'Użyj mnie, jak Tobie się tylko podoba. Niech Moc Twego Ducha będzie ze wszystkimi parafianami i ze mną. Rób ze mną, co zechcesz. Natchnij, jak chcesz. Jestem Twój całkowicie. Prowadź, oświecaj, poddawaj myśli. Ty nas wymyśliłeś, Ty nas znasz na wylot. Ty wiesz, czego Twoje owce na Grzegórzkach potrzebują najbardziej'.

To była jedyna moja metoda przygotowania się do zadania. Reszta sama się potoczyła. Nie mnie oceniać wartość tych misji i ich owoce w naszej parafii i w Was. Zostawiam to dyskrecji Pana Jezusa. I Waszym odczuciom, na podstawie łaski Bożej działającej w Was mocą Ducha.

Wyznanie Świętego Pawła w Jego Pierwszym Liście do Koryntian pragnę uczynić swoim w ten szczególny wieczór, gdy po siedmiu dniach wspólnej wyprawy w głąb nas samych i w głąb naszej Matki- Kościoła, docieramy wreszcie do Wieczernika, gdzie spotykamy się z Jezusem Zmartwychwstałym i Miłosiernym w znaku Jego odnowionego i na nowo poświęconego obrazu w naszej świątyni, naszym grzegórzeckim Wieczerniku, naszej i Bożej Górze Horeb. Oto słowa Apostoła Narodów, które są epifanią mych uczuć w godzinę zakończenia naszej duchowej podróży misyjnej:

"Bracia, przyszedłszy do was, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej. A jednak głosimy mądrość między doskonałymi, ale nie mądrość tego świata ani władców tego świata, zresztą przemijających. Lecz głosimy tajemnicę mądrości Bożej, mądrość ukrytą, tę, którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej, tę, której nie pojął żaden z władców tego świata; gdyby ją bowiem pojęli, nie ukrzyżowaliby Pana chwały; lecz właśnie głosimy, jak zostało napisane, to, czego "ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują". Nam zaś objawił to Bóg przez Ducha. Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego. Kto zaś z ludzi zna to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku? Podobnie i tego, co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży. Otóż myśmy nie otrzymali ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania darów Bożych. A głosimy to nie uczonymi słowami ludzkiej mądrości, lecz pouczeni przez Ducha, przedkładając duchowe sprawy tym, którzy są z Ducha." (1 Kor 2:1-12)

Modliłem się i teraz też, na koniec naszych misji, modlę się o autentyczną Wiosnę Ducha w naszej parafii i w Was; o prawdziwą Pięćdziesiątnicę naszej parafii, mówiąc Panu Jezusowi - 'Ty się tym zajmij!' z zaufaniem, którego uczy piekna medytacja pokornego i świętego włoskiego kapłana, Sługi Bożego ojca Dolindo Ruotolo:

"Jezus mówi do duszy:
Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie? Zostawcie mnie troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę mówię wam, że każdy akt prawdziwego, głębokiego i całkowitego zawierzenia Mnie wywołuje pożądany przez was efekt i rozwiązuje trudne sytuacje. Zawierzenie Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, bym nadążał za wami; zawierzenie to jest zamiana niepokoju na modlitwę. Zawierzenie oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od udręki i oddanie się Mnie tak, bym jedynie Ja działał, mówiąc Mi: Ty się tym zajmij. Sprzeczne z zawierzeniem jest martwienie się, zamęt, wola rozmyślania o konsekwencjach zdarzenia. Podobne jest to do zamieszania spowodowanego przez dzieci domagające się, aby mama myślała o ich potrzebach gdy tymczasem one chcą się tym zająć same, utrudniając swymi pomysłami i kaprysami jej pracę. Zamknijcie oczy i pozwólcie Mi pracować, zamknijcie oczy i myślcie o obecnej chwili, odwracając myśli od przyszłości jak od pokusy. Oprzyjcie się na Mnie wierząc w moją dobroć, a poprzysięgam wam na moją miłość, że kiedy z takim nastawieniem mówicie: "Ty się tym zajmij", Ja w pełni to uczynię, pocieszę was, uwolnię i poprowadzę. A kiedy muszę was wprowadzić w życie różne od tego, jakie wy widzielibyście dla siebie, uczę was, noszę w moich ramionach, sprawiam, że jesteście jak dzieci uśpione w matczynych objęciach. To, co was niepokoi i powoduje ogromne cierpienie to wasze rozumowanie, wasze myślenie po swojemu, wasze myśli i wola, by za wszelką cenę samemu zaradzić temu, co was trapi. Czegóż nie dokonuję, gdy dusza, tak w potrzebach duchowych jak i materialnych, zwraca się do mnie mówiąc: "Ty się tym zajmij", zamyka oczy i uspokaja się! Dostajecie niewiele łask, kiedy męczycie się i dręczycie się, aby je otrzymać; otrzymujecie ich bardzo dużo, kiedy modlitwa jest pełnym zawierzeniem Mnie. W cierpieniu prosicie, żebym działał, ale tak jak wy pragniecie... Zwracacie się do Mnie, ale chcecie, bym to ja dostosował się do was. Nie bądźcie jak chorzy, którzy proszą lekarza o kurację, ale sami mu ją podpowiadają. Nie postępujcie tak, lecz módlcie się, jak was nauczyłem w modlitwie "Ojcze nasz": Święć się Imię Twoje, to znaczy bądź uwielbiony w tej mojej potrzebie; Przyjdź Królestwo Twoje, to znaczy niech wszystko przyczynia się do chwały Królestwa Twego w nas i w świecie; Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi, to znaczy Ty decyduj w tej potrzebie, uczyń to, co Tobie wydaje się lepsze dla naszego życia doczesnego i wiecznego. Jeżeli naprawdę powiecie Mi: "Bądź wola Twoja", co jest równoznaczne z powiedzeniem: "Ty się tym zajmij", Ja wkroczę z całą moją wszechmocą i rozwiąże najtrudniejsze sytuacje. Gdy zobaczysz, że twoja dolegliwość zwiększa się zamiast się zmniejszać, nie martw się, zamknij oczy i z ufnością powiedz Mi: "Bądź wola Twoja, Ty się tym zajmij!". Mówię ci, że zajmę się tym, że wdam się w tę sprawę jak lekarz, a nawet, jeśli będzie trzeba, uczynię cud. Widzisz, że sprawa ulega pogorszeniu? Nie trać ducha! Zamknij oczy i mów: Ty się tym zajmij!". Mówię ci, że zajmę się tym i że nie ma skuteczniejszego lekarstwa nad moją interwencją miłości. Zajmę się tym jedynie wtedy, kiedy zamkniesz oczy.

Nie możecie spać, wszystko chcecie oceniać, wszystkiego dociec, o wszystkim myśleć i w ten sposób zawierzacie siłom ludzkim albo - gorzej - ufacie tylko interwencji człowieka. A to właśnie stoi na przeszkodzie moim słowom i memu przybyciu. Och! Jakże pragnę tego waszego zawierzenia, by móc wam wyświadczyć dobrodziejstwa i jakże smucę się widząc was wzburzonymi.

Szatan właśnie do tego zmierza: aby was podburzyć, by ukryć was przed moim działaniem i rzucić na pastwę tylko ludzkich poczynań. Przeto ufajcie tylko Mnie, oprzyjcie się na mnie, zawierzcie Mnie we wszystkim. Czynię cuda proporcjonalnie do waszego zawierzenia Mnie, a nie proporcjonalnie do waszych trosk. Kiedy znajdujecie się w całkowitym ubóstwie, wylewam na was skarby moich łask. Jeżeli macie swoje zasoby, nawet niewielkie lub staracie się je posiąść, pozostajecie w naturalnym obszarze, a zatem podążacie za naturalnym biegiem rzeczy, któremu często przeszkadza szatan. Żaden człowiek rozumujący tylko według logiki ludzkiej nie czynił cudów. Lecz na sposób Boski działa ten, kto zawierza Bogu. Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczami duszy: Jezu, Ty się tym zajmij! Postępuj tak we wszystkich twoich potrzebach. Postępujcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie, nieustanne i ciche cuda. To wam poprzysięgam na moją miłość."


Tę piękną medytację pozostawiam Wam, Kochani, jako mój testament misyjny, prosząc Boga, by stała się źródłem nieustannego duchowego słońca w Waszym osobistym i wspólnotowym życiu. 'Dla Boga nie ma nic niemożliwego', On ma moc i pragnienie zająć się wszystkim w naszym życiu. Zaufajmy Mu totalnie. Tego zaufania Miłosiernej Opatrzności Bożej nauczyło mnie życie. I to boleśnie. Wspomnę tylko o dwóch wydarzeniach. Niech one dodadzą Wam ducha i otworzą na oścież drzwi Waszego zawierzenia Żywemu Bogu, mieszkającemu wśród nas, na naszych Grzegórzkach krakowskich. W lipcu 1996 roku przeżyłem swój Wielki Piątek zupełnego opuszczenia - Eloi, Eloi, lama sabakthani?... Otrzymałem tamtego dnia list od dobroczyńców informujący mnie, że uważają budowę kościoła w Kiabakari za zamkniętą, mimo że dopiero ściany świątyni były gotowe, gdzie tam dach i wykończenie. Przygnębił mnie bardzo ten list i poczułem się bezsilny. Ogarnęła mnie ciemność ogromnego smutku i poczucia zupełnego opuszczenia przez wszystkich. Skąd ja wezmę takie pieniądze na dokończenie budowy? Usiadłem ze łzami w oczach i ciężkim sercem pod figurą Matki Bożej Fatimskiej w moim pokoju i zacząłem odmwiać różaniec w desperacji. W połowie różańca coś mnie tknęło, by spojrzeć na figurę Maryi i wtedy me serce wypełnił pokój. Pojawiła się myśl, by odprawić różaniec Mszy świętych, a wszystko będzie dobrze. I tak się stało. Pełnego roku trzeba było, by było dobrze całkiem, ale budowa dobiegła końca i kościół został konsekrowany 3 lipca 1997 roku.

Drugie wydarzenie. Budowa kościoła dobiegła końca, kościól konsekrowany, ale pozostała góra długów do spłacenia. Maryja pomogła znaleźć ludzi lokalnie i poza Tanzanią, którzy po trochu pomogli popchać do przodu robotę. Mimo to ogromny dług pozostał. Po konsekracji kościoła poleciałem do Polski z ciężkim sercem, nie wiedząc, co robić, gdzie tu znaleźć pomoc na spłacenie długu. Piątego października 1997 roku poszedłem pomodlić się do Łagiewnik. Święto Świętej SIostry Faustyny, Msza na ołtarzu polowym, tłumy wiernych. Modliłem się o pomoc Pana Jezusa w spłaceniu tych długów. Po Mszy świętej siostry zaprosiły do refektarza na obiad. Przed obiadem - wtedy przynajmniej, nie wiem, czy teraz też - był zwyczaj, że siostry przechodziły wśród zaproszonych gości z obrazkami Bożego Miłosierdzia na małych tackach . Te obrazki miały wydrukowane na rewersie różne cytaty z Dzienniczka Świętej SIostry Faustyny. Wziąłem bezwiednie, machinalnie jeden z obrazków. Na awersie Pan Jezus Miłosierny razem z Siostrą Faustyną. Gdy odwróciłem obrazek i przeczytałem cytat, zrobiło mi się zimno i gorąco w jednej chwili. Nagła fala ulgi i nadziei. I wstyd, że tak strasznie małą wiarę mam i zaufanie do Bożej Opatrzności. Co było tam napisane? Nastepujące słowa:

"Twoim obowiązkiem jest zupełna ufność w dobroć Moją, a Moim obowiązkiem jest dać ci wszystko, czego potrzebujesz." (Dz. 548)

Jeszcze zanim wróciłem do Tanzanii, po miesiącu już znaleźli się sponsorzy, którzy wzięli na siebie te długi i mogłem je całkowicie spłacić.

Dla Jezusa Miłosiernego nie ma nic niemożliwego. Nie tylko, że wierzę w to bezgranicznie teraz, ja to wiem.

Czego Wam wszystkim życzę, Kochani, zwłaszcza wtedy, gdy Wielki Piątek zawita w Twoim życiu. Pomódlcie się na koronce wtedy, na różańcu, popatrzcie przez łzy na obraz Jezusa Miłosiernego, na obraz Maryi, odmówcie też z wiarą i ufnością, nawet jak serce krwawi, medytację ojca Dolindo jako żarliwą modlitwę, a Jezus się wszystkim zajmie i wszystko załatwi tak, jak On chce. I będzie dobrze.

W górę serca, Kochani! Jezus jest z nami. I zawsze będzie. Amen.

ks. Wojciech Kościelniak

do górydo góry

© Copyright 2005 by Ritt&Leo ® - kontakt: webmaster@grzegorzki.vbiz.pl