NAUKA OGÓLNA I.

(1 czerwca, sobota, rano)


To przedostatnia nauka przed zakończeniem naszej wędrówki duchowej. Skupimy się dziś na tekście z Ewangelii Świętego Jana, rozdział drugi. To relacja z wesela w Kanie Galilejskiej. Chciałbym, byśmy spojrzeli na ten tekst natchniony pod innym kątem. Chciałbym, by to nasze uważne spojrzenie pomogło nam dostrzec kilka ważnych spraw - zobaczyć Ducha w Maryi i w Kościele, zobaczyć relację Maryi z Jezusem, nauczyć się modlitwy w szkole Matki Boga, zobaczyć geniusz kobiecości Kościoła i zrozumieć na nowo wspólnotę wierzących, czyli nas, uczniów Jezusa na Grzegórzkach krakowskich.

Pochylmy się zatem nad Ewangelią Świetego Jana:

"Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: "Nie mają już wina". Jezus Jej odpowiedział: "Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?" Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie" Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: "Napełnijcie stągwie wodą!" I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: "Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu!" Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał pana młodego i powiedział do niego: "Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory". Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. (J 2:1-11)

Od Maryi jako Matki do Kościoła jako Matki. To wyrażenie już słyszeliście. W niedzielnej homilii na rozpoczęcie naszej duchowej podróży. Nad tą drogą ujawnia się cień jeszcze INNEJ KOBIETY. Wyraźny i życiodajny pojawia się w Kanie. Cień, który pojawia się w Nazarecie w chwili Zwiastowania: "Moc Najwyższego ocieni cię." (Łk 1:35) Cień, który jest ukryciem i jednocześnie objawieniem istoty Boga. Adhortacja Verbum Domini przypomniała nam naukę św. Ireneusza z Lyonu o relacjach w samym Bogu, tajemnicy Trójcy, gdzie Syn i Duch są "dwiema rękami Ojca".

Zaskakujące są słowa Maryi: "Nie mają już wina". Jezus nie kwapi się uczynić żadnego znaku. Jak by nie podkreślać symbolicznego znaczenia i powagi tej potrzeby, to mimo wszystko w porównaniu z potrzebami i dramatami człowieka, jest ona błaha. Ten nieoczekiwany wyskok przed szereg, inicjatywa Maryi, jest szokująca. Jezus jej uświadomi, że przyśpieszy Jego godzinę. Zatem i śmierć. Maryja staje się Matką przyśpieszającą śmierć własnego Syna. Szokująca konkluzja! Wszystko to brzmi w odpowiedzi Jezusa: "Czyż to moja lub Twoja sprawa, kobieto?" To niemal jakby strzelić focha i odburknąć Matce - 'OPAMIĘTAJ SIĘ. Nie rozumiesz co mówisz, co chcesz przyśpieszyć, po co się wtrącasz?'

Co Jezus zobaczył, co Go jednak złamało? Jako chłopiec, a potem mężczyzna, potrafił przecież nie liczyć się z wrażliwością Matki. Wyjaśnieniem takiego dziwnego zachowania Maryi i takiej a nie innej reakcji Jezusa jest uznanie cienia, drugiej ręki Ojca. Jezus widzi Ducha. Widzi jego dłoń w natchnieniu Maryi.

Tropem tej drugiej dłoni Ojca jest też słowo do Maryi: Niewiasto, czyli po prostu - KOBIETO. Nie mówi do Niej - Matko. Kobieto! W semickich jezykach ruah jest formą żeńską, z pokrewnym rahamim oznaczającym wnętrzności Boga i rahem (w l. poj.) jako dosłownie - łono matczyne i macica. "Kościół stoi wobec podwójnego zadania: z jednej strony powinien stać się pełniej męski i żeński, z drugiej zaś ocalić wartości kobiece." Warto przypomnieć tutaj radykalne stwierdzenie błog. Jana Pawła II: "Nasze czasy oczekują na objawienie się owego geniuszu kobiety." (s.111 Mulieris Dignitatem) A Ojciec Święty Franciszek ciągle woła o potrzebę czułości i macierzyńskości Kościoła.

Nas jednak będzie interesować kwestia, jak my sami z darem wiary, Chrztu i Bierzmowania, darem małżeństwa, kapłaństwa, życia konsekrowanego i życia w samotności możemy zrodzić się na nowo? Jak może się dokonać to zanurzenie najpierw nas, a potem naszego powołania w Duchu? Bycie w Wieczerniku. Jak zacząć dzięki temu widzieć Królestwo Boże, które rodzi się tak blisko nas? Jezus obiecuje to widzenie Nikodemowi i każdemu, kto uwierzy, że można narodzić się z Ducha. Jak z nową nadzieją spojrzeć na nadchodzące lata naszego życia, które Bóg nam wyznaczył. Z radością po tych dniach misji powrócić do siebie, swego życia: "Jesteśmy Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie, abyśmy spełnili dobre czyny, które Bóg dla nas przewidział."

Mieć poczucie, że nie ma misji ważniejszej jak odkryć dla siebie i bliźniego dostęp do żywego Boga. Bo On stał się widzialny i istnieje wiele możliwości widzenia Boga. Niczego lepszego nie możemy zrobić dla siebie i innych jak to.

Przypowieść Pana Jezusa o powołaniu wielokrotnym, powołaniu w ostatniej godzinie ma być taką perspektywą nadziei i oczekiwania. To co najważniejsze jest przecież jeszcze przed nami. Nowe narodzenie i ochrzczenie w Duchu. Ta ostatnia godzina nie jest epatowaniem jakimś lękiem przed przemijaniem. Jan Paweł wykorzystuje tę Ewangelię Mateusza rozdział 20 wersety od 1 i nastepne, by opisać pełnię Kościoła w powołaniu świeckich. Nasze dobiegające końca misje święte są tym niezwykłym momentem naszego nowego powołania i nadzieją istnienia tej pełni dla nas i w nas.

I jeszcze prawda z Księgi Apokalipsy. W wizji z 12 rozdziału KOBIETY obleczonej w słońce i jej walki ze smokiem znajdujemy ważny obraz zwycięstwa: "Za kobietą wąż wypuścił ze swej gardzieli wodę jak rzekę, aby kobietę poniosła rzeka. Ale ziemia pomogła kobiecie. Otworzyła swą paszczę i wchłonęła rzekę, którą smok wyrzucił ze swej gardzieli." 12,15-16 Ta wielka moc ziemi. Taka jest logika słów: człowiek homo, pokora humilitas pochodzą od tego samego słowa humus ziemia, grunt. To, co pochłania fałszywą rzekę kłamstwa z gardzieli smoka, fałszywej wody, która chce nas unieść w kreowaniu siebie, w samostanowieniu, w tworzeniu własnej prawdy. Tę rzekę pochłania ziemia. Wszystko, co nas upokarza, także nasza słabość, realne życie danych nam wspólnot, to dziecko, które mamy dźwigać, tę kobietę-Kościół, moją najbliższą wspólnotę, którą mamy kochać choć nie wydaje nam się szczególnie piękna. To jest ziemia naszego życia. I czas, który już upłynął i który Bóg nam jeszcze da. Nasze misje święte, ta nasza duchowa wędrówka, to powrót do ziemi swojego życia, tu i teraz, na krakowskich Grzegórzkach, z nowa radością i odwagą. Tu właśnie, w tej naszej rzeczywistości, Bóg nas kocha, przychodzi do nas i nas zbawia. Na tej ziemi, tak dobrze nam znanej, On działa i pragnie nas. To nasza ziemia święta, w którą zapuścił korzenie sam Bóg. On ją konsekrował i ją sobie upodobał. Mamy szansę i możliwości odpowiedzieć na Jego pragnienie zamieszkania wśród nas i w nas, naszym pragnieniem i powrotem do Niego w Kościele, w naszej parafii, w grupach i ruchach apostolskich, gdzie połączymy razem na nowo nasze talenty i pasje, w naszych blokach i w sąsiedztwie.

Wzywam na zakończenie naszych misji Maryję, Matkę Kościoła, mistrzynię w szkole miłości do Jezusa.

Ojciec Święty Franciszek nauczył nas ostatnio modlitwy pięciu palców.

1. Kciuk jest palcem, który jest najbliżej ciebie. Zacznij więc modlitwę modląc się za tych, którzy są ci najbliżsi. Są to osoby, które najłatwiej sobie przypomnieć. Modlić się za tych, których kochamy to słodki obowiązek.

2. Sąsiedni palec jest palcem wskazującym. Pomódl się za tych, którzy wychowują, kształcą i leczą. Oni potrzebują wsparcia i mądrości by prowadzić innych we właściwym kierunku. Niech stale będą obecni w twoich modlitwach.

3. Palec środkowy jest najwyższy z palców. Przypomina nam o naszych przywódcach, liderach, rządzących, tych, którzy mają władzę. Oni potrzebują Bożego kierownictwa.

4. Kolejny palec to palec serdeczny. Zaskakujące, ale jest naszym najsłabszym palcem. Przypomina nam on by modlić się za słabych, chorych, strapionych i obciążonych problemami. Oni potrzebują twojej modlitwy.

5. W końcu nasz mały palec, najmniejszy ze wszystkich. Powinien on przypominać ci o modlitwie za siebie samego. Kiedy zakończysz modlić się za cztery grupy wymienione wcześniej, twoje własne potrzeby ujrzysz we właściwej perspektywie i będziesz gotów by pomodlić się za siebie samego w sposób bardziej prawdziwy i skuteczny. Amen.

Ta modlitwa Ojca Świętego podobna jest do małego katechizmu 'pięciu palców' o Maryi, który kiedyś sobie ułożyłem, by uczyć moich parafian w Kiabakari, kim jest nasza Mama w niebie, jakie cechy Jej charakteru opisane w Piśmie Świętym powinniśmy naśladować w naszym życiu, by upodobnić się do Niej. A gdy będziemy podobni do Niej, to i do Jezusa. Patrząc na nasze dłonie, widzimy pięć palców, które przypominają nam i uczą nas o pięciu zasadniczych filarach duchowości Matki Najświętszej, a zatem naszej duchowości w szkole miłości Pana Jezusa, gdzie Ona jest najlepszą nauczycielką i wychowawczynią:

1. Kciuk - POSŁUSZEŃSTWO - 'Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!' (Łk 1:38)

2. Palec wskazujący - WIARA - 'Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana' (Łk 1:45) - tuląc ciało martwego Syna pod krzyżem nadal wierzyła Bogu, i temu, co Jej objawił przez Archanioła Gabriela - 'Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca' (Łk 1:31-33); kto z nas wierzyłby nadal w takiej sytuacji???

3. Środkowy - POKORA - 'Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie' (Łk 2:48b) - stawia Św. Józefa przed siebie.

4. Palec serdeczny - WRAŻLIWOŚĆ NA PROBLEMY INNYCH - 'Nie mają już wina' (J 2:3)

5. Mały palec - CAŁKOWITE ZAWIERZENIE OPATRZNOŚCI BOŻEJ - 'Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie' (J 2:5)

Ponadto, w Kanie Galilejskiej Matka Jezusa i nasza Matka dała nam przykład prawdziwej modlitwy chrześcijańskiej. Przyszła do Jezusa z problemem, poinformowała Go o problemie, nie poucząła Go, jak powinien Jej pomóc. Zostawiła problem Jezusowi. 'Ty się tym zajmij'. Totalne zaufanie do Niego. A jednocześnie pokazała, jak należy postapić po przedstawieniu Jezusowi problemu. Poleciła sługom uczynić wszystko, cokolwiek powie im Jezus. Nawet jakby to wydawało się głupie. Jakkolwiek Jezus zareaguje, cokolwiek postanowi, jakąkolwiek drogę podejmie - my mamy być czujni i mieć szeroko otwarte oczy. Bo jedno jest pewne. Że nie ma żadnej modlitwy w naszym życiu, która pozostaje bez Bożej odpowiedzi. Ale czas i metoda odpowiedzi jest w rękach Jezusa. To nie my narzucamy Bogu, co ma robić. Tylko On w swej Opatrzności, znając nas i potrzeby całej wspólnoty, w której żyjemy reaguje i odpowiada zgodnie z tą wiedzą i naszym ostatecznym dobrem. Bóg nie jest bankomatem, gdzie wkłada się kartę, wstukuje pin, wybiera, co potrzeba, i to musi wyskoczyć z maszyny. Takie myślenie to zniewaga dla Ojca w niebie, to myślenie rozkapryszonego bachora, któremu się wydaje, że jest pępkiem świata i mu się wszystko należy i wszystko ma być tak, jak on chce.

Nie, postawa dziecka Bożej, dziecka Maryi jest zupełnie inna. Totalne zaufanie do Opatrzności Bożej, do Mądrości Boga, który najlepiej wie, co tak naprawdę nam potrzeba i jak odpowiedzieć na nasze modlitwy.

I pytanie do nas - czy tak się modlimy do Boga? Czy przychodzimy do Niego i mówimy Mu po prostu, że mamy pewien problem, i zostawiamy Bogu wolną rękę, jak i kiedy zareagować na naszą sprawę? Tak modliła się Maryja, mistrzyni życia duchowego, pełna łaski, niepokalana. Tak mamy modlić się i my. Z pokorą, wiarą i absolutnym zaufaniem do Pana Boga, który nas wymyślił, odkupił, napełnił Duchem swoim i nas prowadzi w swoim Kościele.

Wzywam i Świetego Józefa w ostatnim dniu naszych misji, którego z naszymi dziećmi odwiedziliśmy w Jego pracowni w Nazaret w poniedziałek, by prowadził nas do Jezusa i uczył tego wszystkiego, o czym mówiliśmy przez minione dni. Bo On, jak słusznie stwierdził Ojciec Święty Franciszek: " jest opiekunem, bo umie słuchać Boga, pozwala się prowadzić Jego wolą_jest bardziej troskliwy, potrafi realistycznie odczytywać wydarzenia_jest czujny i potrafi podjąć najmądrzejsze decyzje." Świety Józefie, módl się za nami!

Dziękuję Wam wszystkim, Kochani, za cierpliwość w słuchaniu i odwagę podróżowania w głąb Was samych i w głąb naszej Mamy - Kościoła Świętego - podczas naszych misji świętych.

Jeden z moich ulubionych Psalmów - Psalm 42:8 - powiada:

"Głębia przyzywa głębię
hukiem Twych potoków."


Ta Wasza głębia ducha, w którą tak odważnie i na serio weszliście i poznaliście lepiej, woła do głębi Miłosiernego Serca Jezusa, tęskni za głębią szaleńczej Miłości Boga do nas, pragnie domu, w którym się odnajdzie. To intymny i mistyczny, niezwykle płodny dialog dwóch zakochanych w sobie, głodnych wspólnoty serc. Wierzę, że ten dialog dokonywał się w Twojej osobistej pielgrzymce w głąb siebie i w głąb tajemnicy Boga i Jego Kościoła przez tych kilka minionych dni naszych misji. Wierzę, że ten dialog będzie się pogłębiał i dojrzewał coraz bardziej, o co się dla Ciebie, Siostro i Bracie, modlę, i czego Ci z serca pełnego nadziei, życzę.

Panu Bogu Miłosiernemu zawierzam tę moją biedną posługę słowa. Niech On sprawi plon obfity Słowa w głębi Twego chrześcijańskiego życia i autentycznego świadectwa wiary w Kościele, który jest naszym domem, i w świecie. Niech w nas wszystkich spełni się doskonale Jego Święta Wola.
Amen.

ks. Wojciech Kościelniak

do górydo góry

© Copyright 2005 by Ritt&Leo ® - kontakt: webmaster@grzegorzki.vbiz.pl