NAUKA OGÓLNA (O TAJEMNICY KRZYŻA)

(31 maja, piątek)


Witajcie, Kochani, na naszym specjalnym liturgicznym spotkaniu, którego kulminacją będzie poświęcenie nowego krzyża misyjnego. O krzyżu właśnie chcę kilka słów powiedzieć.

Znana piosenkarka Celine Dion w swoim utworze 'Fade Away' śpiewa jedno zdanie, które odbiło się echem w moim sercu i wspomnieniach: 'Gdy dotknie cię ból, nigdy już nie pozostaniesz ten sam'. Pomyślałem wtedy, że chyba sam Duch Święty ją natchnął, że aż tak głebokie teologicznie słowa wyśpiewała. Myślę, że każdy z nas tu obecnych podpisze się z czystym sumieniem pod tym zdaniem_

Na Golgocie stały w Wielki Piątek trzy krzyże. Ciała Jezusa i dwóch łotrów już dawno zostały z nich zdjęte. Jezus został pogrzebany, zmartwychwstał, wniebowstąpił i żyje w swoim Kościele. Tamci dwaj czekają na zmartwychwstanie w Dniu Ostatecznym, choć jednego dusza jest już w niebie z Jezusem.

Co się stało z krzyżami po Wielkim Piątku, nic się nie dowiemy z Pisma Świętego. Dlaczego? Pewnie dlatego, że one dalej stoją na Kalwarii. Od Wielkiego Piątku do dziś już inni są na nich krzyżowani, cierpienie i ból nadal szerzą się w świecie i nas dotykają. Wszystkich bez wyjątku.

Kiedy wchodzimy do naszej świątyni, spójrzmy zawsze oczami wiary na prezbiterium. Ta część podniesiona wyżej niż reszta kościoła, jak Kalwaria. Zobaczmy oczami wiary te trzy krzyże pośrodku prezbiterium, zamiast ołtarza. Zobaczmy te krzyże i zrozumiejmy, że one na nas czekają. Nikt z nas od ukrzyżowania na jednym z nich się nie wymówi. Takie jest nasze przeznaczenie, taka jest nasza droga. Nie mamy wolności decyzji, czy chcę czy nie chcę byc ukrzyżowanym. Mam jedynie wolność decyzji, na którym z tych trzech krzyży chcę zawisnąć.

Sam Jezus w modlitwie arcykapłańskiej w Wieczerniku w Wielki Czwartek powiedział, że: "Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata." (J 17:24) O jakiej to chwale mówi Jezus? O chwale Krzyża: 'To powiedział Jezus, a podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: "Ojcze, nadeszła godzina. Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś.' (J 17:1) oraz: "I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy." (J 17:22)

Skoro tak sprawy się mają, zatem ukrzyżowanie w moim życiu jest nieuniknione. To owoc grzechu pierworodnego. Chrzest uwolnił mnie od potępienia, przywrócił godność ukochanego dziecka Bożego, ale wszystkie inne konsekwencje grzechu, o którym mowa w Księdze Rodzaju, są moimi do przejścia i przeżycia.

Ale mam wybór. Przede mną trzy krzyże. Mogę podjąć decyzję, który krzyż będzie moim. Wydawać by się mogło, że dla chrześcijanina ten wybór jest oczywisty. A jednak, mimo, że wszyscy jesteśmy ochrzczeni w jednym Kościele, to jednak życie pokazuje, że nasze wybory się różnią.

Wielu z nas wybiera krzyż złego łotra. Przychodzi czas. są ukrzyżowani chorobą, niepowodzeniem, nieszczęściem jakimś i klną na czym świat stoi. Ich rozumienie cierpienia nie różni się od postawy naszych pierwszych rodziców z raju - rozumieją cierpienie jako przekleństwo i ohydną część pakietu, któremu na imię - życie na ziemi. Wielu z nas tak podchodzi do cierpienia, chorób i niepowodzeń w naszym życiu. Odrzucamy Krzyż, odrzucamy niewinne cierpienie, wyzywamy Boga i obwiniamy go o to. A sami robimy, co możemy, by to cierpienie uniknąć za wszelką cenę.

To typowa postawa pogańska.

Inni z nas wybierają krzyż dobego łotra. Decydują się na pasywną akceptację cierpienia w ich życiu. Podobni są do Hioba, który przyjął cierpienie w posłuszeństwie Bogu, ale po cichu liczył, że Pan go od niego wyzwoli i ostatecznie wynagrodzi mu ten krzyż.

Czytamy w Księdze Hioba: 'I Pan przywrócił Hioba do dawnego stanu, gdyż modlił się on za swych przyjaciół. Pan oddał mu całą majętność w dwójnasób. Przyszli do niego wszyscy bracia, siostry i dawni znajomi, jedli z nim chleb w jego domu i ubolewali nad nim, i pocieszali go z powodu nieszczęścia, jakie na niego zesłał Pan. Każdy mu dał jeden srebrny pieniądz i jedną złotą obrączkę. A teraz Pan błogosławił Hiobowi, tak że miał czternaście tysięcy owiec, sześć tysięcy wielbłądów, tysiąc jarzm wołów i tysiąc oślic. Miał jeszcze siedmiu synów i trzy córki. Pierwszą nazwał Gołębicą, drugą Kasją, a trzecią Rogiem Antymonu. Nie było w całym kraju kobiet tak pięknych jak córki Hioba. Dał im też ojciec dziedzictwo między braćmi. I żył jeszcze Hiob sto czterdzieści lat, i widział swych potomków - w całości cztery pokolenia. Umarł Hiob stary i pełen lat." (Hi 42:10-16)

To jest dokładnie postawa wielu wielu z nas, biskupów, księży, sióstr zakonnych, pobożnych chrześcijan. Zgadzam się na cierpienie, mówię - bądź Wola Twoja, Panie! Ofiaruję to cierpienie za innych, w intencjach Kościoła, mówię sobie w sercu, że jako chrześcijanin to jakoś to zniosę, ale liczę, że Pan Bóg pobłogosławi mi tę cierpliwość i wynagrodzi sowicie. Wydaje się nam, że to chrześcijańska postawa. A okazuje się, że nie. To typowa postawa starotestamentalna!

Nasz krzyż to ten pośrodku. Krzyż Jezusa. Nasza kolej być na nim ukrzyżowanym. Bo Jezus chce i prosił w modlitwie, byśmy byli wszędzie tam, gdzie On był i jest. I ostatecznie zakosztować Jego chwały. Więc i na krzyżu też.

Przyjrzyjmy się, jak Jezus podszedł do cierpienia i krzyża w Jego życiu. W Jego rozumieniu, Krzyż stał się porażającą bronią masowej zagłady Złego i Jego armii. Jezus pokazał nam na krzyżu, co miał na myśli, gdy powiedział, że przyszedł, abyśmy mieli życie, i mieli to życie w pełni (zob. J 10:10).

W rekach Jezusa krzyż staje się wieżą obserwacyjną, z której dostrzega cierpienie całego świata i przyjmuje je za swoje. Wypowiada znamienne słowa - 'Pragnę!' Ale to nie Jego pragnienie, bo przecież odmawia skosztowania octu, gdy Mu podają do ust. Czuje pragnienie całego stworzenia, które wzdycha do Niego, by się spełniło, by stało się tym, jakim Bóg sam je wymyślił i zaplanował. Dlatego Jezus powiedział też w innym miejscu - 'Kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije!'

Z Jego otwartego boku wytryskuje źródło Bożego Miłosierdzia. Te dwa strumienie wody i krwi to dwa cuda Jego Miłosierdzia, które ujął w formie sakramentu Pojednania i Eucharystii. Każdy kapłan, który zakłada stułę, powinien pamiętać, że nie tylko upodabnia się do Jezusa Miłosiernego z dwoma promieniami Jego Miłosierdzia, ale że te dwa końce stuły przypominają mu o obowiązku nieustannego otwierania źródeł Bożego Miłosierdzia pośrodku wspólnoty wierzących, gdy zasiada do konfesjonału i sprawuje Eucharystię. Ten, któremu się nie chce spowiadać, sprawia, że kurek do Miłosierdzia Bożego dla wiernych w Sakramencie Pojednania jest zakręcony.

Jesus na Krzyżu w Wielki Piątek był bardzo pracowity. Przebaczył dobremu łotrowi i wybrał go sobie na kompana w drodze do domu Ojca, zainicjował swój Kościół, otworzył źródła Miłosierdzia w swym otwartym boku, przyjął za swoje wszystkie stany ducha i cierpienia ludzkości, łącznie z rozpaczą i samotnością - "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" Sporządził swój testament i przekazał Matce swej i Janowi. Przebaczył oprawcom i polecił ich Miłosierdziu Ojca.

Ostatecznie wyznaczył godzinę 15 jako Godzinę Miłosierdzia dla świata, gdy zdecydował, że nadszedł czas spełnienia wszystkiego i oznajmił to donośnym głosem - "Wykonało się!" To nieprawda, że go zabili, jak chcieli. On sam zdecydował, że czas Jego nadszedł, by Ojcu oddać swego ducha.

Pod koniec tej Mszy świętej staniemy na nowo pod krzyżem Jezusa, krzyżem, znakiem dopełnienia naszej intensywnej wędrówki w głąb nas samych i w głąb Matki naszej - Kościoła Świętego - przez tych kilka dni. Niech on nam zawsze przypomina o tej fundamentalnej prawdzie, że jest tylko jeden jedyny Krzyż, który przynosi nam zbawienie i otwiera bramy do nieba. To Krzyż naszego Pana. On powinien stać się również moim krzyżem.

Słowa Świętego Pawła, który dość się nadźwigał swojego krzyża w życiu, niech staną się i naszymi: "Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia." (1 Kor 1:18) oraz: "My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą." (1 Kor 1:23-24). A także: "Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata. Bo ani obrzezanie nic nie znaczy ani nieobrzezanie, tylko nowe stworzenie. Na wszystkich tych, którzy się tej zasady trzymać będą, i na Izraela Bożego [niech zstąpi] pokój i miłosierdzie!" (Gal 6:14-16)

NIech Duch naszego Pana pomoże nam zrozumieć, że nie ma prawdziwej miłości bez cierpienia, nie ma daru z życia bez bólu. Jezus, raz dotknięty cierpieniem, już nigdy nie był taki sam - zmartwychwstał! Nie miał czasu po swoim zmartwychwstaniu na zajmowanie się swoimi oprawcami, nie zemścił się, nie rzucił klątwy na nich. Poszedł do swoich, których do końca umiłował.

My także pójdźmy tą samą ścieżką za Panem. Dotknięci bólem i cierpieniem, nie będziemy już nigdy tacy sami. Potraktujmy nasze krzyże jako broń masowej zagłady Złego w naszym i społecznym życiu. A okresy cierpienia zobaczmy jako czas ogromnej łaski Boga i wielkiego Jego błogosławieństwa dla nas. Wydaje mi się, że czas, gdy wszystko nam idzie dobrze, gdy jesteśmy na górze przemienienia Pańskiego, gdy sprawy nasze mają się jak najlepiej - to krótkie czasy wytchnienia, nagroda od Pana (gdy powiedział uczniom - "Idźcie i odpocznijcie nieco") jak przerwa między kolejnymi rundami walki bokserów. Te czasy pomyślności to odpoczynek przed kolejnym epizodem cierpienia w naszym życiu, w którym wzrastamy, dojrzewamy i upodabniamy się coraz bardziej do naszego Pana.

Bądźmy za to wdzięczni.

"Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny." (2 Kor 12:9b-10)

Ave Crux, spes unica!

ks. Wojciech Kościelniak

do górydo góry

© Copyright 2005 by Ritt&Leo ® - kontakt: webmaster@grzegorzki.vbiz.pl