NAUKA DLA CHORYCH I CIERPIĄCYCH

(31 maja, piątek)


Witajcie bardzo serdecznie na naszym misyjnym spotkaniu, celebracji Eucharystii i Sakramentu Namaszczenia Chorych, jednym słowem liturgii, która jest wyraźnym znakiem czułości macierzyńskiej Kościoła do nas, a szczególnie do cierpiącej części naszej wspólnoty parafialnej. Wielkie dzięki dla wszystkich, którzy pomogli zorganizować to ważne spotkanie z Jezusem Miłosiernym. I dla Was wszystkich, Kochani, którzy zechcieliście na nie przyjść.

Zacznę tę refleksję od dwóch fragmentów Pisma Świętego. Pierwszy z Ewangelii Świętego Jana. Drugi z Psalmu 90.

"Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. Ten przyszedł do Niego nocą i powiedział Mu: "Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z Nim". W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego". Nikodem powiedział do Niego: "Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?" Jezus odpowiedział: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha". W odpowiedzi rzekł do Niego Nikodem: "Jakżeż to się może stać?" Odpowiadając na to rzekł mu Jezus: "Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz?" (J 3:1-10)

O takim powtórnym duchowym narodzeniu mówi Psalm 90:

"Wszystkie dni nasze płyną pod Twoim gniewem; kończymy nasze lata jak westchnienie. Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt; a większość z nich to trud i marność: bo szybko mijają, my zaś odlatujemy. Któż potrafi zważyć ogrom Twojego gniewu i kto może doświadczyć mocy Twego oburzenia? Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca.

Powróć, o Panie, dokądże jeszcze...?
I bądź litościwy dla sług Twoich!
Nasyć nas z rana swoją łaskawością,
abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć.
Daj radość według [miary] dni, w których nas przygniotłeś,
i lat, w których zaznaliśmy niedoli.
Niech sługom Twoim ukaże się Twe dzieło,
a chwała Twoja nad ich synami!
A dobroć Pana Boga naszego niech będzie nad nami!
I wspieraj pracę rąk naszych,
wspieraj dzieło rąk naszych!" (Ps 90)


Jaka nauka płynie z tych dwóch tekstów natchnionych?

Prosta i rewelacyjna jednocześnie nauka. A mianowicie - to, co najważniejsze w naszym życiu jest jeszcze przed nami!

I nie jest to w prostej matematyce upływającego czasu śmierć, lecz przeciwnie - ŻYCIE. Niezwykłe nowe narodzenie. To tak ważne, by głosić tę perspektywę życia NAM i ludziom, którzy są przekonani, że życie w tym, co najważniejsze i najcenniejsze, mają już za sobą. Ten przytyk Jezusa do Nikodema jako nauczyciela też jest do nas, Jego przyjaciół. Jesteś nauczycielem, a tego nie wiesz, to cię dziwi, nie wiesz o czym teraz mówię. To co w takim razie głosisz czego nauczasz, jak żyjesz z dnia na dzień, jeżeli nie mocą tej Dobrej Nowiny. O czym innym warto mówić???

W Roku Wielkiego Jubileuszu 2000 zorganizowaliśmy w diecezji Musoma w Tanzanii, gdzie pracuję, obchody Jubileuszu Życia Konsekrowanego. Drugiego dnia obchodów, w jednej z miejskich parafii w mieście wojewódzkim Musoma nad Jeziorem Wiktorii, odbyła się specjalna adoracja Najświętszego Sakramentu połączona z procesją darów każdego uczestnika, czy to był kapłan zakonny, czy siostra, czy brat. Każda osoba poświęciła sporo czasu, by przygotować się do aktu ofiarowania siebie i daru, który w jakiś sposób obrazowałby sens życia i powołania tej osoby.

Odprawiałem to nabożeństwo jako wikariusz biskupi ds zakonnych. Siedząc z boku na przygotowanym miejscu dla celebransa obserwowałem procesję z darami. Gdy nadeszła kolej siostry Marion, leciwej amerykańskiej zakonnicy-misjonarki, ona podeszła do ołtarza i ledwo trzymając się na nogach, wyciągnęła ręce w stronę monstrancji na ołtarzu, trzymając w nich jeden zwykły zeschły liść. I powiedziała - 'Panie Jezu, ja jestem jak ten zeschły liść. Jestem stara, schorowana, nic już nie mogę zrobić. Spraw, abym jak ten liść, który opadnie na ziemię i użyźni ją, podobnie i ja w mej starości mogła użyźnić glebę Twego Kościoła, tę młodzież zakonną, ludzi wśród których żyję i w ten sposób jeszcze Tobie służyć owocnie do końca mych dni'.

Ta kochana siostra zrozumiała doskonale, że to, co najlepsze, jest jeszcze przed Nią. I że nasze życie ma głęboki sens, wartość i powołanie właściwe dla każdego wieku i każdego jego etapu. Po prostu, dla chrześcijanina nie ma emerytury w głoszeniu Ewangelii, w byciu budowanym i ciosanym jak kamień węgielny, wybrany przez Pana, w czynieniu dobra.

'Jedyną rzeczą, która rani bardziej niż ból i cierpienie, jest życie spędzone na unikaniu cierpienia.' (Iain S. Thomas)

Kilka lat temu pewien ksiądz w Tanzanii zainicjował nowy ruch apostolski w Kościele - Stowarzyszenie Emerytów i Seniorów. Jeździł po diecezjach i zachęcał starszych członków wspólnot parafialnych do organizowania się i wykorzystywania ogromnego potencjału talentów, mądrości życiowej i doświadczenia dla dobra wspólnot, w których żyją. Zwrócił nam uwagę, że ogromna grupa ludzi w Kościele, jaką stanowią seniorzy, pozostaje na marginesie aktywnej działalności apostolskiej Kościoła, a ich doświadczenie życiowe idzie często na marne, a przecież mogłoby być pieknie wykorzystane dla dobra Kościoła i dla własnej satysfakcji seniorów. Nie chodzi tu tylko o modlitwę chorych i ofiarowanie cierpień w intencjach Kościoła, nie chodzi tu o seniorów chodzących na Msze święte w dni powszednie, pomagających tu i tam. Chodzi raczej o zorganizowane i przemyślane włączenie seniorów i chorych w aktywną służbę apostolską w Kościele, w edukację i wychowanie młodszych pokoleń. Mam nadzieję, że czas naszych misji i tej wspólnej wędrówki duchowej, da nam łaskę rozeznania tej kwestii i zajęcia się nią w sposób konkretny i właściwy tu i teraz, na naszych Grzegórzkach.

Powstają różne kluby seniora, żeby uprzyjemnić czas jesieni życia naszym parafianom, mieszkańcom naszych osiedli. To piękne inicjatywy, ale musimy uważać, żeby nie tworzyć swego rodzaju getta, gdzie zamyka się naszych seniorów i pozostawia samym sobie, wśród ich rówieśników tylko.

Czy nie powinniśmy odczytać na nowo i zrozumieć tajemnicy Kościoła jako Matki, dla której każde dziecko jest ważne i każde ma swoje miejsce i zadania? Na każdym etapie jego życia. Czy nie powinniśmy wspólnie spojrzec na naszą parafię i dostrzec seniorów i chorych i aktywnie włączyć ich w duszpasterstwo i życie naszej parafii? Przypowieść Jezusa o stojących bezczynnie na rynku, i o tych powołanych na godzinę przed zakończeniem dniówki - musi nam dać do myślenia. I pobudzić do akcji.

Współczesna kultura zatruwa nam mózgi do tego stopnia i ukazuje nam seniorów jako zbędny balast w rodzinach i społeczeństwie, jako ludzi, którzy są tak naprawdę niepotrzebni, że my często dajemy się oszukać tą medialną propagandą i przez to nasi bliscy cierpią. Zamiast czuć się integralną częścią naszych rodzin, bardzo ważną i potrzebną, jak te studnie wody żywej i mądrości życiowej, cierpią w zamian odrzucenie.

Przypomina mi się tutaj anegdota, zasłyszana u jednego z moich kolegów, księzy tanzańskich. W pewnej rodzinie na wsi, rodzice trzymali babcię w małym domku, takiej komórce, i tam jej podawali w miseczce drewnianej jedzenie. Pewnego dnia ci ludzie zauważyli, że ich synek siedzi sobie z kawałkiem drewnianego kloca i coś tam usiłuje z niego wystrugać. Gdy go zapytali, co robi, odpowiedział, że przygotowuje dla nich miskę, żeby podawać im w niej jedzenie, jak będą starzy, jak babcia...

Powołanie przychodzi do nas etapami. To, co najlepsze, jest jeszcze przed nami! Uwierzmy w to. Nasze życie stanie się jedną wielką tego antycypacją, ale nie bezczynną, wręcz przeciwnie - aktywną i wykorzystującą każdy moment dla ewangelizacji i czynienia dobra.

Nasze życie chrześcijańskie ze swej natury jest niesamowicie dynamiczne i otwarte na nadzieję i łaskę Boga, który nieustannie do nas przychodzi i zawsze nas potrzebuje. Dlatego każdy z nas powinien znaleźć swoje miejsce w Kościele na każdym etapie swego życia, połączyć swoje siły z podobnymi nam duchowo ludźmi i być aktywnym w Kościele i społeczeństwie, bo dla chrześcijanina, jak wspomniałem, nie ma emerytury czy dyspenzy od czynienia dobra i głoszenia Ewangelii aż do końca naszych dni na ziemi. Kościół bez chorych i cierpiących do niczego nie dojdzie. Kościół bez osób przeżywających jesień życia aktywnie i sensownie w centrum dowodzenia Kościoła, w centrum akcji, będzie okaleczoną karykaturą samego siebie.

Anegdota, przeczytana gdzieś:

"Czy wiesz, co mnie może uzdrowić?"
"Oczywiście, że wiem," odpowiedział "Znam panaceum na wszystkie choroby. Słona woda."
"Słona woda?" zapytałem.
"Tak," odrzekł, "w różnej postaci; pot, łzy albo morska woda." (Isak Dinesen
)


Zawsze do przodu, nigdy bezczynnie, w każdym momencie naszego życia. Pot i łzy dla Królestwa Bożego. A ta morska woda to nic innego jak Ocean Bożego Miłosierdzia, w którym jesteśmy zawsze bezpieczni i konsekrowani na nowo.

Wstańcie, chodźmy! Chrystus nas woła, tak jak zawołał stojących bezczynnie na rynku wieczorem. Dla każdej i każdego z nas jest przygotowana grządka, której nikt inny za Ciebie nie obrobi.

ks. Wojciech Kościelniak


do górydo góry

© Copyright 2005 by Ritt&Leo ® - kontakt: webmaster@grzegorzki.vbiz.pl