SŁOWA NASZEGO RODAKA MISJONARZA Z KIABAKARI

Kazanie misyjne

Parafia pw. św. Kazimierza, Grzegórzki, Kraków
10 lutego 2008 r.

Goti moja halimlei mwana!

Moi Kochani Rodacy,

Odkąd tylko przybyłem do Polski, słyszę, ze niektórzy mówią, iż rok przestępny nie jest dobry, bo nie może być dobry. Osobiście mam wszelkie powody, by uważać ten rok za szczególnie błogosławiony!

• Rok Złotego Jubileuszu ślubu moich rodziców – 1958-2008

• Jubileusz 20-lecia mojego kapłaństwa – 22 maja 2008

• 18 lat pracy misyjnej - wchodzę niejako w dojrzały wiek misyjny.

• Wchodzimy w nowe pięćdziesięciolecie pracy fideidonistow – 21.04.1957 – Pius XII – Fidei Donum.

• 20-lecie adhortacji apostolskiej Jana Pawła II – „Christifideles Laici” (Katolicy Świeccy).

Dla mnie rok 2008 to dobry rok, błogosławiony rok.

Moi Kochani,

Jak dobrze wiecie, wyjechałem od Was, z tej naszej parafii, na misje w 1990 roku do diecezji Musoma, w płn.-zach. Tanzanii. Cale moje życie misyjne jest związane zasadniczo z jednym tylko miejscem – z wioska Kiabakari i z nabożeństwem do Miłosierdzia Bożego - z krótkim epizodem 4-letnim od 2002 do 2006 roku, kiedy to byłem proboszczem katedry w Musomie, odpowiedzialnym za remont kapitalny katedry, organizacje złotego jubileuszu parafii katedralnej, reorganizacje duszpastersko-administracyjna parafii i rozbudowę infrastruktury parafii katedralnej. Ostatni raz, kiedy przyjechałem do domu, byłem jeszcze w Musomie.
W październiku 2006 roku, po nagłej śmierci bpa diecezji Justina Samby, odesłano mnie z powrotem do Kiabakari, motywując to troska o dalszy parafii i sanktuarium diecezjalnego Bożego Miłosierdzia. Napisałem na ten temat obszernie w liście do Księdza Proboszcza na jesieni zeszłego roku; wiem, ze wielu z Was zapoznało się z jego treścią dzięki zamieszczeniu jego obszernych fragmentów na stronie internetowej naszej parafii.

Moi Drodzy,
Od samego początku tworzenia misji i sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Kiabakari, od 1991 roku, moim marzeniem i nieustannym pragnieniem było umożliwienie współczesnemu człowiekowi, szukającemu Miłosiernego Boga, spotkania się z Nim w pełnym wymiarze swego jestestwa i człowieczeństwa. Marzyłem zawsze, by człowiek zbliżając się do Wzgórza Bożego Miłosierdzia w Kiabakari, zanurzył się, dotknął, został ogarnięty Oceanem Bożego Miłosierdzia w trzech wymiarach jego osoby – w świecie duchowym, cielesnym i umysłowym.

Najpierw zabraliśmy się za tworzenie misji w Kiabakari i sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Po siedmiu niemal latach starań, w 1997 roku umożliwiliśmy dziecku Bożemu spotkanie z Miłosiernym Bogiem w wymiarze duchowym, konsekrując kościół pw. Bl. Pier Giorgio Frassati i Św. Gemmy Galgani.

Znacznie dłużej przyszło mi czekać na pozostałe dwa elementy tej wizji Bożego Miłosierdzia w Kiabakari – ośrodek zdrowia i szkołę.

Ośrodek zdrowia pw. Blog Pier Giorgio Frassati, którego idea nurtowała mnie od samego początku, a możliwość realizacji tego marzenia zaczęła się materializować pod koniec lat 90., zaczęliśmy budować w 2000 roku, we współpracy z Fundacja Pomocy Humanitarnej Redemptoris Missio z Poznania. Budowa w bolach i cierpieniach, przy braku grosza i możliwości ukończenia tak dużego projektu, ciągła się przez siedem lat.
Kiedy byłem w Musomie, w 2004 roku przyjechało dwóch świeckich wolontariuszy z Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego z Krakowa, którzy przez 4 miesiące przy dużym nakładzie finansowym Wolontariatu (w sumie 150 tyś PLN) podciągnęli budowę do stanu surowego zamkniętego.
Po moim powrocie do Kiabakari w listopadzie 2006 roku, kontynuując współpracę z Fundacja z Poznania, wystąpiliśmy wspólnie do MSZ RP w ramach tzw. polskiej pomocy rozwojowej. Bogu dzięki, udało się nam wygrać konkurs i uzyskać środki finansowe na dokończenie budowy w skali ok. 80% potrzeb. Resztę pokryłem z innych środków m.in. ze sprzedaży samochodu, którym się posługiwałem (pozostało auto parafialne – Toyota Hilux, wysłużona z 1993, którą po powrocie do Kiabakari zastałem w opłakanym stanie – opony były poszyte dratwą, jak stare buty; wyremontowałem za ciężkie pieniądze i dalej jeździ, choć niedługo wyzionie ducha). Pieniądze z MSZ wpłynęły do nas pod koniec sierpnia ub. Roku. A zatem miałem tylko 4 miesiące na dokończenie budowy ośrodka, wyposażenie go i rozruch.

To był wielkie wyzwanie zważywszy na to, ze Kiabakari jest na końcu Tanzanii, uczciwość pracowników pozostawia wiele do życzenia; musiałem sam wszystkiego pilnować, za wszystkim jeździć, kupować, przywozić, pilnować, siedzieć na głowie ludziom, dzień i noc, żeby zdążyć. Od strony merytorycznej projektu, Pani dr Gabriela Majkut z Fundacji, kierownik projektu i lekarz odpowiedzialny z ośrodek – dokonała wyboru i zakupu leków i całego sprzętu medycznego i laboratoryjnego do ośrodka. I kierowała całością wykonania projektu.

W listopadzie ub. roku dojechał drugi lekarz – Pan dr Jakub Kowalczyk, wysłany tez przez Fundacje z Poznania. Mam zatem dwójkę młodych, oddanych, doskonale wykształconych polskich lekarzy, wolontariuszy, którzy za 500 pln miesięcznie wypłacanych im przez Fundacje, poświecili swoje zdolności, czas i karierę medyczna dla misji, przynajmniej na czas roku, dwóch lat.

30 grudnia 2007 roku ośrodek zdrowia, po 4 miesiącach szaleńczej pracy i walki z czasem i przeciwnościami techniczno-personalnej został oficjalnie otwarty przez Pana Wojciecha Bożka, ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej w Tanzanii.

Czekałem na te chwile 17 lat. Czekało na to 70 tys. ludzi zamieszkujących okolice objęte opieką moją, bo na odcinku 75 kilometrów nie ma ani jednego ośrodka zdrowia. Bogu niech będą dzięki, i wszystkim, którzy współpracowali w doprowadzeniu tego dzieła do pomyślnego finale!

W Tanzanii mamy takie piękne przysłowie po swahili: goti moja halimlei mwana! Jego znaczenie – nie można wychować dziecka na jednym kolanie.

Jeden rodzic nie wychowa tak, jak pełna rodzina. Wielkich dziel nie da się dokonać tez w pojedynkę. Bogu dzięki za tylu ludzi dobrej woli, dzięki Wam za Wasze modlitwy i nieustanne, cierpliwe wspieranie mnie przez tych prawie już 18 lat. Możemy w retrospekcji powiedzieć, ze wspólnie zrobiliśmy kawał dobrej roboty…

Wielka była moja radość 30 grudnia, choć naznaczona smutkiem, ze jednocześnie nie udało mi się skończyć budowy centrum edukacyjno-formacyjne pw. św. Siostry Faustyny (to instytucja, z której budowa się zmagam aktualnie), gdzie intelekt i sfera psychiki ludzkiej zanurzona będzie w Oceanie Bożego Miłosierdzia. I to będzie Stanowic ten trzeci brakujący element w wizji Bożego Miłosierdzia w Kiabakari. Przykro mi było, ale projekt jest duży, nie wystarczyło pomocy z ambasady RP w Tanzanii, spadek 15% wartości dolara w stosunku do szylinga tanzańskiego, wzrost 15% cen materiałów budowlanych od czasu, kiedy składaliśmy wniosek o pomoc do ambasady, to wszystko sprawiło, że nagle zrobiła się ogromna dziura budżetowa, która nie byłem w stanie zapełnić.
Projekt utknął.
Jeśli Bóg da, ludzie pomogą i warunki będą ku temu sprzyjać, być może w tym roku pod koniec skończymy budowę tego obiektu.

Będzie się składać z przedszkola, szkoły przysposobienia zawodowego, centrum konferencyjno-szkoleniowego, z preferencją dla młodzieży żeńskiej i kobiet z ubogich rodzin.

Projekt jest zrealizowany w około 50% na dzień dzisiejszy, potrzeba sporego wysiłku jednak finansowego, ok. 200 tyś PLN, oraz współpracy wielu ludzi dobrej woli, by obiekt ukończyć i przygotować do wyposażenia w kompletny sprzęt.

Ambasada RP w Tanzanii wstępnie obiecała wsparcie wniosku o fundusze na wyposażenie szkoły i przedszkola, jeśli uda mi się do lipca skończyć szkole, wtedy popchną wniosek do MSZ do Warszawy.
Wniosek o fundusze na zakup wyposażenia centrum wraz z kosztorysem złożyłem w ambasadzie w Tanzanii jadąc tu na urlop, jego realizacja zależeć będzie jednak od szybkiego ukończenia budowy obiektu.

I to jest sprawa, która spędza mi sen z powiek, jest treścią mojej modlitwy i kwestowania także. Bo przecież goti moja halimlei mwana!

Możecie się zapytać, po co takie centrum właśnie tam, w Kiabakari, na końcu świata?

Moi Kochani, Region Mara, w którym powstaje nasza szkoła, jest jednym z najbiedniejszych i najmniej rozwiniętych obszarów Afryki Wschodniej.

Ze spisu powszechnego w Tanzanii z 2002 roku wynika, ze tylko ok. 50% dzieci uczęszcza tu do szkół podstawowych, ale jedynie 5 % z nich kontynuuje potem edukacje w szkołach średnich.

Powodem jest znikoma liczba szkół średnich, wysokie czesne w szkołach oraz fakt, iż wiejskie szkoły podstawowe nie są w stanie przygotować swoich uczniów do walki o miejsca podczas egzaminów do szkół średnich. Miejscowa ludność nie zna języka angielskiego, podczas gdy jest on językiem wykładowym w szkołach średnich. Na obszarze, objętym moja opieka, ok. 600 km kwadratowych, istnieje ponad 20 szkół podstawowych, ale nie ma ani jednego przedszkola ani szkoły zawodowej, nie licząc samozwańczych nauczycieli, uczących dzieci prywatnie pod drzewem na podwórku swego domu. Wiejskie dzieci trafiają do szkół podstawowych prosto z pól i pastwisk, przez pierwsze lata edukacji często jedynie biernie uczestniczą w lekcjach, nie mogąc dostosować się do panującego w nich reżimu. Klasy są przepełnione, liczą do 100 uczniów, brak inicjatywy ze strony uczniów i brak jakichkolwiek postępów w nauce są w takich warunkach częstokroć przez nauczycieli przeoczane.

Celem działania naszego przedszkola, które będzie wzorowo prowadzone przez nasze Siostry Służebniczki Starowiejskie (zgodziły się przyjść do Kiabakari, po 17 latach proszenia i modlenia się o to), będzie wpojenie najmłodszym mieszkańcom wiosek potrzeby ustawicznego kształcenia się, oswojenie ich z językiem angielskim, zapoznanie ich z pierwszym materiałem lekcyjnym oraz przygotowanie do szkółnych obowiązków, tak aby w przyszłości mogły mięć szanse konkurować z dziećmi z miast i bogatych rodzin, startując do egzaminów wstępnych do szkół średnich.

Ośrodek przysposobienia zawodowego, który będzie istniał obok przedszkola, skierowany jest głownie do kobiet, które stanowią w Tanzanii lekceważoną nadal grupę społeczna, pozbawiona równego dostępu do edukacji. Tymczasem powszechnie wiadomo, iż edukacja dziewcząt, zwłaszcza w krajach tropikalnych, drastycznie zmniejsza umieralność ich potomstwa oraz umożliwia im samodzielność finansowa. Nacisk położony zostanie na uczenie ich umiejętności, które nie tylko pomogą im w życiu codziennym, ale także ułatwia znalezienie pracy i pozwolą na niezależność i samodecydowanie. Obok kursów gotowania i wiedzy o zdrowym odżywianiu organizowane więc będą zajęcia z języka angielskiego, a po otwarciu pracowni również kursy komputerowe, jeśli uda się nam znaleźć sponsora na wyposażenie pracowni komputerowej.

Na stale będziemy współpracować z personelem centrum zdrowia w Kiabakari, wraz z nimi planujemy organizowanie w szkole spotkań tematycznych poświeconych zasadom codziennej higieny i prewencji najczęściej występujących w rejonie chorób.

Przewiduje także włączenie wolontariuszy z Polski do pracy w centrum. W tym celu tez przyjechałem do Polski m.in.
Bo przeciez goti moja halimlei mwana!

Moi Kochani,
Misje w Kiabakari i sanktuarium Bożego Miłosierdzia zbudowaliśmy w bolach i trudach przez wiele lat, dzięki pomocy duchowej i materialnej Waszej oraz wielu dobrych ludzi w Polsce i za granica, ale zawsze będąc tam, na miejscu, sam jak przysłowiowy palec, a Wy tu, na miejscu w Polsce.

Drugi element - Ośrodek zdrowia w Kiabakari - nie byłem jednak w stanie w ten sam sposób doprowadzić do końca – jest to dla mnie znak czasu – udało się to zrobić ostatecznie po latach, ale tylko dzięki pomocy duchowej i materialnej fundacji Redemptoris Missio, wolontariuszy salezjańskich z Krakowa i MSZ RP, na miejscu w Kiabakari, w Tanzanii. Jakże by mogło być inaczej! Goti moja halimlei mwana!

Podobnie stworzenie centrum Św. Siostry Faustyny, a potem szkoły podstawowej w parafii i dziecięco-młodzieżowego ośrodka kulturalno-sportowego przy parafii – nie dam rady sam, to niewykonalne. Pamiętajmy: Goti moja halimlei mwana!

20 lat temu, Poprzednik Benedykta XVI – nasz papież Jan Paweł II, wydał adhortacje apostolska o powołaniu i misji świeckich w Kościele i w świecie. Parafrazując zatem słowa Ojca Świętego Benedykta XVI skierowane do kapłanów polskich w archikatedrze warszawskiej w 2006 roku, mając na względzie naukę Jana Pawła II we wspomnianej adhortacji a także biorąc pod uwagę zauważalny spadek powołań misyjnych wśród kapłanów i osób konsekrowanych w obecnym okresie, pragnę odnieść je do Was i zaapelować do Was, moi Rodacy – „Młodzi, dorośli, małżeństwa, renciści i emeryci, nie bójcie się opuścić wasz bezpieczny i znany świat, by służyć tam, gdzie brak kapłanów i gdzie wasza wielkoduszność przyniesie wielokrotne owoce”.

Minęło 50 lat odzewu kapłanów diecezjalnych takich, jak ja, wyjeżdżających na misje. Tak chciał Papież Pius XII w 1957, kiedy to wezwał biskupów świata do wysyłania swoich księży na misje jako dar wiary dla terenów misyjnych. Stad nazwa Fidei Donum – dar wiary. I pojechali. W zeszłym roku minęła 50-ta rocznica. Wierzę, ze następnych 50 lat będzie stać pod znakiem misjonarzy Fidei Donum z wolontariatu świeckiego.

Wolontariat świecki - widziany jako nowy i poszerzony o udział katolików świeckich dar Fidei Donum Kościoła Polskiego i Krakowskiego – to niewykorzystany ogromny potencjał, śpiący lew, którego musimy mieć odwagę obudzić – biorąc przykład i czerpiąc wzory z Fundacji Redemptoris Missio, wolontariatu włoskiego, irlandzkiego, amerykańskiego, hiszpańskiego – rozpoczynając od poświecenia wakacji dla misji – płacąc za swoje przeloty, utrzymanie, czyniąc dobro na misjach, przyczyniając się do budowy, wykończenia obiektów, poświecenia zdolności i talentów dla misji.

Niekoniecznie musisz poświęcić cale Zycie, pracę, karierę i zdrowie dla misji – wystarczy, jeśli każdy z nas najpierw poświeci modlitwę, ofiarę, cierpienie, chorobę, niedogodności życiowe w intencjach misji i misjonarzy, zaangażuje się w prace Kola Misyjnego w Parafii, animacje misyjna, obejmie patronatem misyjnym konkretna misjonarkę lub misjonarza.

Jest miejsce w tej działalności na zapleczu misji dla wszystkich – od małych dzieci po osoby starsze, bo jak mówi Pismo: „Wydadzą owoc nawet i w starości, pełni soków i zawsze żywotni, aby świadczyć, że Pan jest sprawiedliwy” (Ps 92, 15-16).

Moi Drodzy,
Każdy z nas tu w Ojczyźnie ma prawo i obowiązek w sumieniu wspierać misjonarzy i misje także materialnie i finansowo.

Zwłaszcza my, księża diecezjalni, pracujący na misjach, zależymy w wielkim stopniu od Was, Rodacy, i od Waszej opieki nad nami.
Słowa Pana Jezusa: „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 4-5) odnieśmy do sytuacji krakowskich misjonarzy w Tanzanii – bez Was, my misjonarze, nic nie możemy uczynić, musimy trwać w Was i dzięki Wam przynosić owoc obfity.

Zapewne są wśród Was i tacy, którzy na wzór bogatego młodzieńca, staną przed Panem Jezusem i powiedzą: „wszystko to uczyniłem dla misji” i ciągle będą odczuwać niedosyt, zapytają Jezusa, co im brakuje do doskonałości. Jezus może powiedzieć Wam – abyś zostawiła lub zostawił wszystko za sobą i poszła lub poszedł za Nim na misje.

Możesz zostawić wszystko na zawsze.
Możesz zostawić na określony czas.

Jak Gabrysia i Kuba w Kiabakari, którzy przyjechali jako lekarze na rok-dwa.

Możesz zostawić Polskę na miesiąc, dwa, jak Ci lekarze, którzy planują przyjechać do ośrodka leczyć oczy, żeby, choroby takie czy inne, specjaliści jednym słowem.
Przyjeżdża, ofiaruje swój czas, profesjonalizm, robi to za darmo, opłaca sobie sam podroż i utrzymanie, wraca do Polski wiedząc, jak dobrze postąpił, z satysfakcja, jakiej żadne pieniądze nie dadzą na tym świecie.

A jeśli to niewykonalne w Twojej sytuacji, a ciągle pragniesz zrobić coś więcej dla Chrystusa na misjach, jeśli masz takie możliwości finansowe – bądź sponsorem konkretnych dzieł misyjnych.
Wielu z nas ma w tej chwili takie możliwości finansowe, gdyby tylko chcieli.

Dla innych być może ta propozycja jest w sam raz dla Ciebie – uprawiaj turystykę misyjną!

Poświęć wakacje dla misji!

Chodzę po ulicach w Krakowie i widzę oferty biur podroży – wielekroć ceny wakacji tu i tam sa o wiele wyższe niż cena biletu do Tanzanii! V Przygotuj się przez rok, dwa, trzy – odmów sobie tego, co zbywa.

Zgromadź dar.

Nie jedz z pustymi rekami.

Rozejrzyj sie, pomódl, popytaj, co potrzeba, skup swoje siły i możliwości na jakimś konkretnym misyjnym celu, Pan na pewno wskaże Ci cel lub miejsce.

Jeśli możesz, jedź na miesiąc w czasie wakacji, popracuj dla Chrystusa w Jego misyjnej winnicy. V Nawet nie wiesz, jak bardzo Pan Bóg Cie obdarzy i ubogaci. Wydawać Ci się będzie, ze to Ty jedziesz obdarzać innych, że to Ty masz, a oni nie. Że to Ty jedziesz dawać, uczyć, budować, ubogacać, ewangelizować.

Prawda jest taka, ze ostatecznie to Ty otrzymasz więcej niż jesteś w stanie ofiarować.
Ta misja Cie zmieni, wstrząśnie, otworzy oczy, opadną łuski, zobaczysz siebie i świat w innym świetle, zobaczysz, że Ci, którzy nie maja nic albo niewiele materialnie, ubogaca Cię swoim człowieczeństwem, miłością, radością, a nade wszystko naucza Cię, że nie wszystko, co błyszczy, to prawdziwe złoto, na tym świecie.
Zdystansujesz się do walki o pieniądz i bogactwo, o dorobienie się za wszelka cenę.
Zrozumiesz, że nie zawsze to, co uważasz za priorytety w swoim świecie, sa takimi samymi priorytetami dla innych!

Jest taki piękny passus w Ewangelii Św. Mateusza, który pragnę zacytować w kontekście dzisiejszego rozważania misyjnego i odnieść go do Was, Kochani:

Gdy Jezus wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: «Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?». Odpowiedzieli mu: «Bo nas nikt nie najął». Rzekł im: «Idźcie i wy do winnicy»” (Mt 20, 6-7).

Ja także, wychodzę dziś do Was, moi rodacy, jako jeden z Was, który wczesnym rankiem poszedł do winnicy pańskiej w Tanzanii i mówię Wam, stojącym na rynku misyjnym bezczynnie, bo nikt Was nie najął: “Idźcie i Wy do misyjnej winnicy Pana”.
Idźcie przez modlitwę za misje, przez Wasze duchowe ofiary i cierpienia, przez hojne wsparcie materialne misji, a także, jeżeli to tylko wykonalne, zważywszy na wszelkie okoliczności Waszego życia, możliwości i obowiązków – idźcie przez ofiarowanie finansowej pomocy w realizacji konkretnych dziel na misjach,; idźcie przez ofiarowanie Waszych talentów, czasu, zdolności, majętności – dla misji krakowskich w Tanzanii – w czasie wakacji albo na dłużej!

Zapraszam was wszystkich, Kochani, do wspólnej pracy w winnicy Pańskiej w Kiabakari, w Tanzanii.

Dla każdego z Was znajdzie sie miejsce i praca. No bo przecież, jak dobrze wiemy, goti moja halimlei mwana!

Zacznijmy dziś od serdecznego gestu wsparcia dla naszych misji w Kiabakari. Serdecznie dziękuje Księdzu Proboszczowi, który wiedząc, w jakiej jestem sytuacji obecnie finansowej, zdecydował, by odejść od normalnej praktyki składania ofiar na misje do puszek po Mszy i zarządził, by dziś pomoc dla mnie i dla moich misji była składana bezpośrednio na tace. Bardzo dziękuje za ten wielkoduszny gest, Księże Proboszczu.

Moi Kochani, za Wasze życzliwe i hojne ofiary złożone na tace na tej Mszy świętej, lub bezpośrednio do mnie po Mszy świętej lub na moje konto misyjne, serdecznie dziękuje w imieniu wszystkich, którym ta pomoc przyniesie ulgę i wytchnienie, oraz w swoim własnym.

Tych z Was, którzy są zainteresowani bliższą współpracą z moimi misjami lub misjami krakowskimi w ogólności, zachęcam do kontaktu ze mną.

Po Mszy świętej będą do wzięcia foldery-ulotki, które opracował i wydrukował za własne pieniądze ks. Roman Zapała, dobrze nam znany kapłan, który do niedawna tu, u nas pracował, a teraz w Skawinie.
Oprócz informacji i zdjęć, znajdziecie adres e-mailowy, adres strony internetowej ze zdjęciami obrazującymi chronologicznie cale moje życie, a zwłaszcza prace misyjna (ostatnie zdjęcia sa z 18 stycznia z ośrodka zdrowia).

Potrzebuję Was, jak zawsze i tak bardzo, jak nigdy, bo wyzwania są wielkie, ja sam nie podołam im, nie do tego zresztą byłem przygotowywany w seminarium, potrzebuję Waszej fachowej pomocy i profesjonalizmu w ośrodku zdrowia i szkole, bo

goti moja halimlei mwana
!

Więcej informacji o mojej pracy misyjnej i wyzwaniach, w których realizacje możesz się włączyć, znajdziesz na stronie internetowej, która będzie uruchomiona pod koniec tego miesiąca – www.kiabakari.org

GALERIA ZDJĘĆ Z MISJI W KIABAKARI

do górydo góry