LIST NASZEGO RODAKA MISJONARZA Z KIABAKARI

zobacz zdjęcia


Kiabakari-Musoma, 18 września 2007 r.

Drogi Księże Proboszczu,

Korzystam z okazji rekolekcji kapłańskich, które rozpoczęliśmy przedwczoraj wieczorem (16/9/2007), by skreślić parę słów, które zamierzałem napisać od dawna, ale okoliczności i wydarzenia nie pozwoliły, by w skupieniu, wyciszeniu i w duchu refleksji usiąść i tego dokonać.

I – Gratulacje dla Księdza Proboszcza oraz Podziękowanie dla Księdza Proboszcza i Księży Współpracowników

Przede wszystkim, na wstępie do tego listu, pragnę serdecznie pogratulować Księdzu Proboszczowi podwójnego Jubileuszu Urodzin i Probostwa w naszej Parafii, który w tym roku obchodziliśmy – ja w cichości, w modlitwie i przy Ołtarzu Pańskim, polecając Osobę Księdza Proboszcza i wszystkie sprawy drogie Jego sercu Bożemu Miłosierdziu. Plurimos Annos, Kochany Księże Proboszczu!

Pragnę także podziękować Księdzu Proboszczowi i Księżom Współpracownikom za wsparcie moich Rodziców... Bardzo serdecznie dziękuję i w codziennej modlitwie polecam Drogich Kapłanów Miłosierdziu Bożemu a w każdą niedziele sprawuje Eucharystie w intencji Ich, Bliskich, Przyjaciół i Dobroczyńców, by w ten sposób przynajmniej okazać wdzięczność i wynagrodzić kapłańską troskę o Rodziców Kapłana-Rodaka na misjach. Bóg zapłać!

II – Refleksja o Śmierci i Pogrzebie Biskupa Justina Samby

Minął rok z okładem od nieoczekiwanej śmierci sp. Biskupa Justina Samby, Biskupa diecezji Musoma, znanego Nam wszystkim. Pamiętam jak dziś, wyraźnie i w najdrobniejszych szczegółach wydarzenia tamtego dnia, 23 sierpnia 2006 roku, kiedy rankiem dotarła wieść o odejściu naszego Biskupa do Pana; a także wszystko, co nastąpiło potem do dnia Jego pogrzebu, przygotowania gorączkowe i w duchu najwyższej odpowiedzialności, miłości, czci i wdzięczności dla Pasterza, z którym związana była moja dotychczasowa posługa misyjna w diecezji Musoma. Mimo roku, który upłynął od tamtego czasu, jego echa wciąż są żywe w moim umyśle i sercu.

Jego Eminencja Kardynał Polycarp Pengo z Dar es Salaam podczas kazania pogrzebowego wypowiedział prorocze słowa przestrogi, które się w całości spełniły i nadal spełniają. .... upomniał się także o sanktuarium w Kiabakari, mówiąc mocno, żebyśmy nie doprowadzili do jego śmierci, bo wtedy cała diecezja umrze razem z sanktuarium.

Jakkolwiek słodkie moim uszom i sercu były te słowa odnośnie Kiabakari (gdyż będąc w Musomie i raz na jakiś czas odwiedzając sanktuarium, by się pomodlić, widziałem, co się dzieje; powiedziałem też Biskupowi Sambie na początku ubiegłego roku, że Kiabakari umiera, a On zgodził się ze mną i że szuka kogoś lub zgromadzenia, które by przejęło pieczę nad Sanktuarium), nie spodziewałem się, że zostaną one wykorzystane przez będących obecnie u steru jako pretekst do natychmiastowego usunięcia mnie z katedry – właśnie argumentując, ze to dla dobra sanktuarium, jego dalszego rozwoju itd., cytując przy tym słowa Kardynała Pengo z kazania pogrzebowego.

III – Wiadomość o powrocie do Kiabakari

W dniu 27 września 2006 r. przyjechał do katedry Ksiądz Arcybiskup Anthony Mayala, Administrator Apostolski naszej diecezji, by oznajmić mi, że chciałby, bym wrócił do Kiabakari, by zając się rozwojem sanktuarium;... kiedy śp. Biskup Samba poprosił, bym zostawili Kiabakari dla dobra katedry, Jubileuszu 50-lecia parafii katedralnej, odnowy duchowej parafii, remontu kapitalnego katedry i rozwoju infrastruktury parafii katedralnej i podzielenia na nowe parafie – dlatego też, bez wahania, nie zastanawiając się ani przez chwilę, i to nie ze względu na propozycje powrotu do Kiabakari, ale ze względu na posłuszeństwo Biskupowi, odpowiedziałem, ze Wola Biskupa jest dla mnie Wola Bożą, wiec niech się stanie według Jego słowa.

IV – Przygotowanie parafii katedralnej do przekazania nowemu Proboszczowi

Co innego jest poddać się ochotnym sercem Woli Bożej, a co innego jest jej realizacja w praktyce. Od oficjalnej aplikaty przenoszącej mnie do Kiabakari, która nadeszła 10 października, do chwili przekazania parafii i odejścia do Kiabakari dano mi niecałe 4 tygodnie – na sporządzenie inwentarza, pokończenie prac, uporządkowanie kancelarii, wprowadzenie nowego proboszcza w katedrę i parafie, doprowadzenie do zamknięcia ksiąg finansowych, kont parafialnych, upoważnienie nowego proboszcza do korzystania z nich, skrytki pocztowej parafialnej itd. Na moje utrapienie, w tym samym czasie byłem odpowiedzialny za przygotowanie uroczystego otwarcia Jubileuszu 50-lecia istnienia diecezji Musoma (1957-2007).

10 października było uroczyste otwarcie Świętych Drzwi Jubileuszowych w katedrze, uroczysta Msza w katedrze z udziałem Prezbiterium diecezjalnego, Osób Konsekrowanych, zaproszonych Gości itd. Te plus minus 3 tygodnie od aplikaty do przekazania parafii były traumatycznym czasem, kiedy to ścigałem się z czasem, by zdążyć ze wszystkim, uporządkować mienie parafialne, magazyny, zinwentaryzować wszystko, wymalować pokoje proboszczowskie i część plebanii, pozamykać umowy o prace z pracownikami parafii, by nowy proboszcz miał wolna rękę przyjąć, kogo chce. Popłaciłem wszystkie długi zaciągnięte przy budowie Ogrodu Różańcowego, który został uroczyście poświęcony przez Księży Andrzeja Olszowskiego, Romana Zapale i Bogdana Mosura 12 sierpnia 2006. Miałem obiecaną pomoc w tym 2007 roku na zapłacenie długu w wysokości 10 tys. dolarów, ale ponieważ przeniesienie przyszło nagle, zostałem zmuszony do zaciągnięcia długu gdzieś indziej na spłacenie kosztów budowy Ogrodu Różańcowego, by parafia pozostała bez długu w dniu przekazania. Ostatnia pensje pracowników zapłaciłem także z własnej kieszeni, by nowy proboszcz miał w kasie parafialnej pieniądze na 2 miesiące naprzód. Sporządziłem na CD-Romie wszystkie dokumenty parafialne, ogłoszenia duszpasterskie ze wszystkich lat mojego proboszczowania, listy oficjalne, nabożeństwa itd., by nowy proboszcz miał to gotowe i by łatwiej Mu było wejść w parafie i kontynuować prace. Ponadto listy oficjalne i ogłoszenia duszpasterskie wydrukowałem i oprawiłem w tomy-roczniki. A także osobny folder z wizją duszpasterską, którą udało mi się zrealizować tylko w części (Biskup Samba powiedział, że pójdę do Musomy na 10 lat, w związku z tym sporządziłem wizję duszpasterską z planem na 10 lat, którą zaaprobował, i którą realizowałem konsekwentnie punkt po punkcie; niestety, z 10 lat dane mi były w sumie tylko 4 lata na jej realizację).

Zaznaczyłem wykonane zadania, wskazałem priorytety krótkoterminowe i długofalowe, by była kontynuacja realizacji wizji duszpasterskiej, a w ten sposób okazać szacunek dla śp. Biskupa Samby, który polecił te wizje realizować w latach 2002-2012.

To wszystko przekazałem nowemu proboszczowi w czasie oficjalnego przekazania parafii wobec przedstawicieli Biskupa i naszej grupy polskich misjonarzy oraz wobec Rady Świeckich parafii. To samo powtórzyłem wobec wszystkich parafian w dniu pożegnania z parafianami w niedzielę 6 listopada 2006 roku, kiedy to pożegnano ks. Romka Ciupakę, mojego kolegę rocznikowego i wikarego w czasie ostatniego roku na parafii, oraz mnie samego.

V – Powrót do Kiabakari

W poniedziałek 7 listopada 2006 roku przeniosłem się do Kiabakari i w tym samym dniu nastąpiło przekazanie mi parafii przez odchodzącego proboszcza, byłego wikariusza generalnego. Nie zamierzam zatrzymywać się długo nad stanem, w jakim otrzymałem parafie. Mogło być gorzej, jak to doświadczenie moich kolegów uczy. Nie chciałem, by przekazanie długo trwało, miałem wszystkiego dość, pragnąłem, by to się skończyło i mieć chwile odpoczynku, żeby ochłonąć, bo nawet, gdyby cos było nie tak, to nic się nie wskóra z naszymi lokalnymi kolegami i szkoda nerwów. Bogu dzięki, że przynajmniej w domu poprzednik się starał utrzymywać porządek, czystość i pilnować rzeczy. Nie mogę powiedzieć złego słowa. Gorzej w magazynkach, trochę rzeczy brakowało – pewnie z powodu częstych wyjazdów proboszcza, który jako wikariusz generalny miał mnóstwo pracy w diecezji; oraz budowy konwentu dla Sióstr i ośrodka zdrowia, (który doprowadzili do stanu surowego, powiedziałbym, salezjańscy wolontariusze misyjni rok wcześniej). Ruch był duży, wiec łatwo było wynieść to i owo.

Wróciłem do Kiabakari innego, niż je zostawiłem. Mam na myśli zwłaszcza stronę duchowa i duszpasterska. Być może to tendencja ogólna w Afryce i na świecie, ale uderzyło mi niechlujstwo w liturgii, brak szacunku dla miejsca świętego, mniejsza liczba spowiadających się, rozzuchwalenie chórów parafialnych, które przemieniły sanktuarium w estradę dla swoich pseudo-wyczynów wokalnych. Nieodpowiednie zachowanie niektórych wiernych w czasie Mszy świętej, niechęć do pracy społecznej na rzecz parafii i Kościoła, ogólne rozluźnienie dyscypliny kościelnej i parafialnej i brak pietyzmu w trosce o kościół i parafie. Przykro mi było, bo owoce wysiłku poprzednich 11 lat pracy w Kiabakari zostały nadszarpnięte trochę, czekała mnie wiec praca odbudowywania przynajmniej tego, co się zatrąciło.

VI – Okres próby i nocy ducha

Czas od przeniesienia do Kiabakari do mniej więcej okresu wielkanocnego tego roku to jeden z trudniejszych okresów mojego życia kapłańskiego. Z jednej strony musiałem zaangażować się mocno w odbudowe duchowo-duszpasterska parafii, z drugiej strony walczyłem z depresja, która mocno zakradła się w dusze i paraliżowała wszelkie wysiłki. Nagle przejście do Kiabakari, nieoczekiwane i niespodziewane (nie myślałem, ze kiedyś tu jeszcze wrócę, prawdę mówiąc), wytrąciło mnie z równowagi w tym sensie, ze miałem inne plany zadane mi przez Biskupa Sambę. W listopadzie ub. roku miałem rozpocząć kurs dla postulatorów spraw beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych w Rzymie. Kurs kończył się w marcu 2007 roku. Uczyłem się włoskiego, by móc w nim wziąć udział. Były poczynione już zaawansowane przygotowania do kursu. Zamiast pojechać na kurs, pojechałem do Kiabakari. Ponadto poczyniłem tez przygotowania do dokończenia budowy kościoła na jednym z osiedli w Musomie, by w 2007 roku otworzyć nowa parafie. Nadzieje moje na to, a tym bardziej parafian z tamtej części, zostały niejako zatrzymane. Wierzę jednak, ze tylko na czas, i ze budowa dojdzie do skutku, Pan Bóg wie najlepiej jak....

Tak zatem, był to trudny czas – byłem w nieustannym stresie i frustracji, depresji i stanie, który nazwać by można nocą ducha. Proszę mi Wierzyc, bardzo ciężko jest w takim stanie myśleć i funkcjonować normalnie. Nie wiem, jak to przeżyłem. Choć Kardynał Pengo, znając dobrze, jak to się dzieje w diecezjach po śmierci Biskupa, powiedział mi na samym początku, że kiedy nie będę już mógł wytrzymać w diecezji Musoma, kiedy życie i praca tu staną się niemożliwe, żebym nie wracał do Polski, tylko przyjechał do Niego do Dar es Salaam. Oparłem się pokusie, wierząc, ze Pan Bóg miał swój plan, przenosząc mnie nagle do Kiabakari, w tym konkretnym czasie. Zostałem w Kiabakari i zostanę, dokąd będzie trzeba, według Bożych zamierzeń.

Przez około sześć miesięcy, kiedy nie miałem pieniędzy na cokolwiek, prócz przetrwanie, normalna praca parafialna i jakie takie utrzymanie parafii i wyremontowanie najkonieczniejszych rzeczy plus remont samochodu, który otrzymałem jako wrak i założyłem 2 tys. dolarów na jego remont i nowe opony (gdzie jedna przednia była zszyta dratwa, jak but u szewca) – te pieniądze parafianie oddali już w ¾, robiąc zbiorki z okazji Bożego Narodzenia i Wielkanocy – walczyłem o wyjście z dołu psychicznego i duchowego.

Przyjechała w tym czasie trojka wolontariuszy z ramienia Fundacji z Poznania do dokończenia ośrodka zdrowia – Pani Doktor i starsze małżeństwo emerytów. Prezes Fundacji „wpakował” mi Ich na misje (do domu gościnnego), choć protestowałem, mówiąc, że życie kapłańskie i wolontariuszy, nawet jak jesteśmy Polakami jest niekompatybilne, i że koniecznie musza być samodzielni, mieszkając w wynajętym domu dla nich... Pani doktor została, by dopilnować zamówień sprzętu i nadzorować wykończenie budynków pod względem merytorycznym i zapotrzebowań fachowych; do niej dotrze za miesiac-dwa drugi polski lekarz, wtedy się przeniosą na dobre, jak Pan Doktor od początku mówiła, gdyż była za tym, by mieszkać osobno i nie być skrępowanymi życiem parafialnym i na plebanii. I dla Nich tak będzie lepiej, zwłaszcza, kiedy ośrodek zdrowia ruszy i dla parafii, bo w tej chwili dom gościnny jest zajęty przez Fundacje...

Pani doktor przyjechała w listopadzie, w sierpniu dopiero otrzymała pozwolenie na pobyt stały, do dziś nie ma pozwolenia na prace! Nie dziwie się Jej frustracji, kiedy pragnie pracować, a nie może – ze względów prawnych i z powodu tego, ze ośrodek nie jest gotowy! Nikt się tym w diecezji tak po prawdzie w tej chwili nie przejmuje, bo nie ma Biskupa, który by to popchnął. Na szczęście prace ruszyły i idą dobrze, czekamy na pozwolenie na prace i rejestracje ośrodka. Pani Doktor rozpoczęła wstępny nabór do pracy (lokalny personel).

VII – Natchnienie Boże w okresie próby

Te miesiące walki o przetrwanie ducha i wyjście z kryzysu wykorzystałem (to znaczy – bardziej bliższe prawdy jest to, ze wkrótce po powrocie do Kiabakari poczułem jakieś wewnętrzne wezwanie do tego) na pozbieranie porozrzucanych od lat materiałów w laptopie, w formie książkowej. Po pracy w parafii katedralnej, gdzie pracy nie brakowało od świtu do nocy i wyzwań duszpasterskich było od liku, znalazłem się w sytuacji, gdzie ten impet pracy i gorliwości nie spotkał się z odzewem w parafii, ze względu na inny tryb życia parafian, gdzie do południa większość ludzi jest w polu albo w pracy lub w szkole, nie tak, jak w Musomie, gdzie grupa ludzi w złotym wieku, na rencie lub emeryturze jest znaczna i praca duszpasterska jest do tego przykrojona.

Chciałem pracować w Kiabakari od świtu do nocy, nie było dla kogo, bo do kancelarii przychodziła jedna, dwie osoby w ciągu dnia, często nikt przez cały dzień. Zmieniłem szybko tryb pracy, dostosowałem do rytmu życia ludzi. Jeden pełny dzień na kancelarie (wtorek), kiedy za wszelka cenę staram się być w domu, by wierni przychodzący ze sprawami do mnie, czasem z dalekich wiosek, nie szli na darmo, ale by mnie mogli zastać i załatwić swoje sprawy. Ustaliłem kalendarz duszpasterski, z rozpiską wszystkich zajęć liturgicznych, spotkań, formacji, katechezy – w Kiabakari i na wioskach. Pan Bóg dal mi natchnienie do wykorzystania wolnego czasu w godzinach rannych do opracowania rożnych tekstów, które napisałem, przetłumaczyłem, zebrałem w przeciągu lat i ujęcia ich w całość jako publikacje i książki.

A zatem od Bożego Narodzenia ubiegłego roku do mniej więcej lipca opracowałem kilka książek, część jest jeszcze w trakcie pisania lub edycji (liturgicznych, o Miłosierdziu Bożym, o teologii pielgrzymowania, o teologii sanktuarium, o metodach walki duchowej z Szatanem, broszurka informacyjna o sanktuarium, rozważania Drogi Krzyżowej i Różańcowe, rekolekcje 40-dniowe w Małych Wspólnotach Chrześcijańskich, podręcznik lektora, pomoce dla prowadzących modlitwy w Małych Wspólnotach Chrześcijańskich, Nowennę do Miłosierdzia Bożego, Podręcznik Służby Bożej itp. – większość to kompilacja tłumaczonych przeze mnie na swahili prac innych autorów, część moja wlana twórczość). Jak zwykle, problem jest ze znalezieniem wydawców, chętnych do wyłożenia grosza na druk. Nie takie to proste, dlatego na razie mam to w komputerze i na CD-romie, może kiedyś Pan Bóg się zmiłuje i ześle dobrych ludzi, którzy pomogą. Bogu dziękuję za to natchnienie i proszę, by pozostałe publikacje, jeszcze nie dokończone oraz te, które nosze w sercu, ujrzały kiedyś światło dzienne dla pożytku Kościoła w Tanzanii.

VIII – Inicjatywy duszpasterskie w parafii

Najważniejsze zadanie jednak dla proboszcza to praca duszpasterska i troska o parafian. Dzięki doświadczeniu pracy w Musomie, gdzie nauczyłem się wielu dobrych rzeczy, pragnąłem je zaszczepić w Kiabakari. Przede wszystkim zainicjowałem Utoto Mtakatifu (Dziecięctwo Misyjne), przyjąłem na nowo ministrantów po przeszkoleniu według zasad w naszej Archidiecezji Krakowskiej, zainicjowałem grupę powołaniową dziewczynek, zreaktywowałem Ligę Kobiet Katolickich, która zmieniła się w międzyczasie w hybrydę grupy kobiet, pożyczających pieniądze z diecezji dla prywatnych projektów i później spłacających z procentem (a zatem odchodząca całkowicie od statutów Ligi Kobiet Katolickich w Tanzanii).

Poświęciłem dużo uwagi katechezie, bo zastałem sytuacje, że dzieci szkolne, młodzież i dorośli uczą się razem w tej samej klasie, bo tak taniej i potrzeba niewielu katechistów, ale jaki efekt pedagogiczny i duchowy z tego wynikał? Sadze, ze raczej niewielki. Wraz z katechistami opracowaliśmy nowy syllabus katechezy przedsakramentalnej (przygotowanie do Chrztu Świętego, Pierwszej Komunii i Bierzmowania), zreorganizowaliśmy tez cala katechezę w parafii, którą od nowego roku szkolnego zacznie się na nowych całkowicie zasadach w całej parafii.

Wprowadziłem na nowo piątkowe dni skupienia, które prowadzę osobiście. Każdy piątek jest dniem rekolekcji dla parafian i pielgrzymów, którzy zaczynają powoli wracać do sanktuarium, po okresie zniechęcania ich do tego. Przywróciłem Godzinę Świętą w czwartek przed Pierwszym Piątkiem Miesiąca, Pierwsze Piątki i Soboty, Adoracje Najśw. Sakramentu połączoną z sobotnia ranna Msza świętą oraz otworzyłem na nowo kaplice Matki Bożej Nieustającej Pomocy od rana do wieczora, by wierni mogli wstępować na prywatna adoracje Pana Jezusa w tabernakulum.

W październiku przeprowadzę szkolenie krótkie dla kandydatów na przewodniczących liturgii w Małych Wspólnotach Chrześcijańskich (osoby świeckie, które prowadza modlitwy i nabożeństwa we wspólnotach przy rożnych okazjach, prowadza pogrzeby ludzi, którzy nie mogą być pochowani przez kapłana lub katechistę z rożnych względów itd.), przygotowałem dla nich mini-podrecznik z zestawem najpotrzebniejszych nabożeństw i modlitw dla najczęściej zdarzających się okazji w Małych Wspólnotach Chrześcijańskich.

W listopadzie będziemy mieć seminarium dla liderów świeckich na wszystkich stopniach odpowiedzialności – od Małych Wspólnot Chrześcijańskich do szczebla parafii – dla nich tez kończę przygotowywać mini-podręcznik z najbardziej potrzebnymi informacjami i pomocami.

Zorganizowałem Komitet Finansowy w parafii, który pomógł mi opracować budżet parafii, czuwają nad dochodami i rozchodami, na koniec roku zobaczymy, jak nam poszło, jeśli chodzi i zdrowie finansowe parafii.

W grudniu, 16-tego planujemy Bierzmowanie (przygotowanie ponad 200 kandydatów trwa w tej chwili), tego samego dnia pragniemy, by Arcybiskup poświęcił ośrodek zdrowia, gotowy do pracy, oraz szkole. Wszystko, jeśli Pan Bóg pozwoli.

IX – Światło w ciemnościach rozwojowych parafii

Bogu dzięki, ze od tego roku Rząd Polski (Ministerstwo Spraw Zagranicznych) zaczął widzieć polskich misjonarzy i misjonarki jako reprezentantów Polski, przez których może iść pomoc rozwojowa dla krajów tzw. Trzeciego Świata.

Poradziłem Pan Doktor, by wystąpiła o pomoc z ramienia Fundacji do MSZ, a nuż się uda i przełamiemy w ten sposób impas. Przygotowała profesjonalny projekt na wiosnę, przy mojej lekkiej tylko pomocy, jeśli chodzi o sprawy budowlane, i poprzez Fundacje w Poznaniu posłała do MSZ w Warszawie. Cud Boski, ze MSZ przyznał w lipcu fundusze na dokończenie budowy i rozruch ośrodka zdrowia (wykończenie budynków, instalacja wodna i elektryczna, solar system, generator automatyczny, zbiornik na wódę 130 tys. litrów, ogrodzenie działki szpitalnej, wyposażenie w sprzęt i meble specjalistyczne, leki, laboratorium itd.). Cudownie.

Fundacja poprosiła mnie oficjalnie na piśmie (jak poprosiłem po wstępnym ze mną kontakcie w tej sprawie) o pomoc w realizacji etapu budowlanego projektu (budynki, instalacje, zbiornik na wódę, solar system, generator itd.). Tym się teraz zajmuje od 2 tygodni (pieniądze przyszły z dużym opóźnieniem z Poznania) równocześnie z budowa ośrodka edukacyjno-formacyjnego (przedszkole, szkoła gospodarstwa domowego wraz z miejscem na rozmaite kursy, szkolenia, warsztaty, seminaria itd. – jeden duży budynek-czworobok z podwórkiem na środku), na który fundusz przyznany mi został w lipcu tego roku przez MSZ poprzez Ambasadę RP w Tanzanii w ramach tzw. Małych Grantów.

Ponieważ ten system ma górny pułap finansowy, przyznany mi fundusz wystarczy niestety tylko na pokrycie 60% kosztów budowy budynku, w związku z czym łamię głowę, gdzie zdobyć resztę, bo nagle Arcybiskup-Administrator Apostolski naszej diecezji w lipcu oznajmił nam listem okólnym, ze zablokował wszelkie nowe projekty, nie podpisuje, mówiąc, żeby wszyscy czekali na nowego Biskupa, a to spowodowało, ze jestem w ten sposób niejako „uziemiony”, bo wszelkie organizacje kościelne pomagające misjom, wymagają listu autoryzującego Biskupa diecezji.

Kłopot teraz, bo termin dokończenia projektu (podobnie tak ośrodka zdrowia) to koniec tego roku, według wymogów MSZ. Oczywiście mogę zbudować w części, wykorzystując fundusze z MSZ w całości i dokumentując to, ale chciałbym mieć budowę szkoły za sobą, by w styczniu przylecieć do domu i trochę ochłonąć po tym wszystkim, a nie myśleć o niedokończonym projekcie.

Ufam Panu i zawierzyłem Mu te sprawy, niech Pan działa i pokazuje drogi...

X – Wizja człowieka zanurzonego w Oceanie Bożego Miłosierdzia w pełni swego człowieczeństwa

Wielka to dla mnie radość, że wreszcie, po tylu latach cierpliwego czekania, powstaje szkoła i ośrodek zdrowia przy parafii i sanktuarium. Od samego początku tworzenia misji i sanktuarium w Kiabakari moim marzeniem i nieustannym pragnieniem było umożliwienie współczesnemu człowiekowi, szukającego Miłosiernego Boga, spotkania się z Nim w pełnym wymiarze swego jestestwa i człowieczeństwa. Marzyłem zawsze, by człowiek zbliżając się do Wzgórza Bożego Miłosierdzia, zanurzył się, dotknął, został ogarnięty Oceanem Bożego Miłosierdzia w jego duszy, umyśle i ciele.

W 1997 roku umożliwiliśmy mu spotkanie z Miłosiernym Bogiem w wymiarze duchowym, konsekrując kościół pw. Bł. Pier Giorgio Frassati i Św. Gemmy Galgani. Dłużej przyszło czekać na pozostałe dwa elementy – szkole i ośrodek zdrowia.

Jeśli Bóg da, w tym lub w przyszłym roku, zacznie działać ośrodek edukacyjno-formacyjny pw. Św. Siostry Faustyny (to właśnie ta szkoła, z której budowa się zmagam aktualnie), gdzie intelekt i sfera psychiki ludzkiej zanurzona będzie w Oceanie Bożego Miłosierdzia; oraz ośrodek zdrowia pw. Bł. Pier Giorgio Frassati, gdzie ciało ludzkie dozna Bożego Miłosierdzia, które będzie je uzdrawiać i leczyć i wzmacniać.

Daj Boże, by tak się stało.

XI – Siostry Służebniczki Starowiejskie w Kiabakari?

Po powrocie do Kiabakari zastałem niedokończony konwent zbudowany dla Sióstr, które maja przyjść do pracy duszpasterskiej w parafii. Ponieważ Biskup Samba odszedł do Pana, zapewne i ten projekt odszedł razem z Nim, bo to On budował przez swojego kontraktora. Dowiedziałem się w lutym tego roku, ze poczynione zostały kroki w zaproszeniu Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek od Opatrzności Bożej (z siedziba w Brazylii, mające dwa domy w Kenii) do Kiabakari. Pod moja nieobecność w parafii (kiedy to towarzyszyłem Księdzu Heniowi Zątkowi i kolegom w pokazywaniu Im Tanzanii), Siostry przyjechały na zwiad. Ksiądz Edward Gorczaty, dyrektor Szkoły Języka w Musomie, poinformował mnie równocześnie, ze Siostry zapisały się na kurs języka swahili na sierpień (sierpień-grudzień). Miałem dylemat. Siostry przychodzą w grudniu do parafii, a ich dom niedokończony. Arcybiskup powiedział, ze wszystkie projekty czekają na nowego Biskupa. Dobrze, ale kiedy On będzie? I kiedy będzie, ile czasu Mu zajmie wejście w diecezji i zajęcie się drobnymi sprawami, jak niedokończony konwent Sióstr w Kiabakari? Masakra. Kolejny dylemat, który nie ma na razie jasnej odpowiedzi...

Podczas święceń kapłańskich w Shirati u księdza Konrada Caputy 12 lipca, dowiedziałem się od księdza Edwarda, ze Siostry się wycofały z kursu i z przyjścia do Kiabakari, bo stwierdziły, ze praca w szpitalu nie należy do ich charyzmatu. Pięknie. Rewelacja. Zaświtała mi myśl, żeby kuć żelazo, póki gorące. Podszedłem do Arcybiskupa i poprosiłem o pozwolenie w rozpoczęciu negocjacji z Siostrami Służebniczkami Starowiejskimi, które od roku były już w Shirati (z prowincji zambijskiej). Wiedziałem, że Siostry chciały per se przyjść do Kiabakari, by mieć drugi dom blisko Shirati i samo miejsce im odpowiadało, ale skoro już było inne zgromadzenie zamówione, więc wiedziały, ze z tego planu nici.

Zapytałem Matki Przełożonej w Shirati, czy gdyby taka była możliwość, czy dalej chciałyby przyjść do Kiabakari? Odpowiedziała, że z radością i ze oczywiście. W związku z tym, natychmiast po powrocie ze święceń napisałem oficjalny list zapraszający Siostry Służebniczki do podjęcia apostolatu w ramach zakreślonych w liście i według dossier profilu parafii załączonego do listu. Arcybiskup dołączył swój list rekomendujący, cały pakiet poleciał do Zambii do Lusaki. Dowiedziałem się, ze Matka Prowincjalna przyjęła list z zadowoleniem. Pewnie potrwa to jakiś czas, zanim odpowiedz oficjalna nadejdzie, ale nadzieja jest wielka, ze Siostry Służebniczki, z którymi jestem tak bardzo serdecznie związany od młodości, dotrą do Kiabakari. I w ten sposób moje marzenie od samego początku tworzenia parafii i sanktuarium, by mieć Siostry właśnie tu, w Kiabakari, spełni się, daj Bóg!

XII – Urlop w Polsce

Jak Ksiądz Proboszcz wie, planowałem przylecieć do domu w październiku tego roku, czyli w przyszłym miesiącu. Ze względu na realizację projektów szkoły i ośrodka zdrowia i koniecznością zamknięcia projektu i oddania MSZ-owi przed końcem tego roku wraz z raportem, nie jest to fizycznie możliwe. W związku z tym planuję wstępnie przylecieć pod koniec stycznia – w okolicach 16-20 stycznia, żeby po tym szczególnym roku przeżyć i wydarzeń jakoś ochłonąć i naładować baterie na nowo. Mam nadzieje, ze pogoda będzie dla mnie łaskawa i nie będzie siarczystych mrozów! Wszystko w rękach Pana Boga, Jemu zaufałem, Pan będzie działał... Cichym moim marzeniem jest być na odpuście ku czci Św. Kazimierza. Nosze Jego obrazek w brewiarzu od dnia, kiedy zacząłem brewiarz odmawiać, czas, by wraz ze wspólnotą parafialną uczcić Go w dniu Odpustu Parafialnego!

XIII – Prośba wzmocniona wiara w Świętych Obcowanie

Ze swej strony bardzo proszę o duchowe wsparcie i modlitwę szczególnie w Tygodniu Misyjnym. Zawsze czułem moc tej modlitwy płynącej z rodzinnej parafii, ciepło i życzliwość Kapłanów, Sióstr, Kola Misyjnego drogiego mojemu sercu i całej Wspólnoty Parafialnej na Grzegórzkach. Niech Wam Miłosierny Bóg te serdeczność wynagrodzi tak, jak tylko On potrafi.

Proszę, nie opuszczajcie mnie w potrzebie. Teraz, jak nigdy przedtem, Wasze wsparcie jest dla mnie bardzo ważne. Pamiętajcie o Kiabakari i o mnie. Pragnąłem być z Wami w Tygodniu Misyjnym, w tej chwili będzie to możliwe tylko w sposób duchowy... Niemniej jednak ufam, ze mimo to będzie z Kiabakari i ze mną i wtedy lub kiedy przylecę do domu, zechcecie wesprzeć to wspólne dzieło, które od tylu lat prowadzimy z Bożą pomocą razem. Już teraz za Waszą troskliwą życzliwość z serca dziękuję.

Ze swej strony codzienne proszę Boga za Was, a w każdą niedziele sprawuje Eucharystie w Waszej intencji, polecając Was Miłosierdziu Bożemu przez Maryje.

XIV - Zakończenie

Od przedwczoraj na rekolekcjach kapłańskich, Bogu dzięki, bo to zbawienny czas na wyciszenie, modlitwę i refleksje, a także na wypoczynek i oderwanie się od placów budów, stresu z tym związanego i z praca duszpasterska w parafii. To już drugie rekolekcje bez Biskupa diecezji. W tym roku prowadzi je Rektor Seminarium Ojców Benedyktynów z Peramiho, z południa Tanzanii, biblista. Jak na razie, bardzo ciekawe i interesujące, dające wiele pokarmu dla rozumu i serca. Bogu dzięki za to!

Kończąc, proszę o wybaczenie mi długości tego listu, ale pragnąłem dać w miarę szczegółowe świadectwo tego, co się wydarzyło w przeciągu minionego roku. Pozdrawiam najserdeczniej, zanurzając Drogiego Księdza Proboszcza, Księży Współpracowników, Siostry Służebniczki, Kolo Misyjne i cala Wspólnotę Parafialna u Św. Kazimierza w Oceanie Bożego Miłosierdzia w Sanktuarium w Kiabakari. Da Bóg, spotkamy się na początku przyszłego roku...

In Te, Domine, speravi, non confundar in aeternum!

Ks. Wojciech Adam Kościelniak

kiabakari kiabakari
kiabakari kiabakari
kiabakari kiabakari
kiabakari kiabakari
kiabakari kiabakari
kiabakari kiabakari
kiabakari kiabakari
kiabakari kiabakari
kiabakari kiabakari
kiabakari kiabakari

do górydo góry