KAZANIA PASYJNE NA WIELKI POST 2008 ROKU

”NADZIEJA LUDZI WOBEC MĘKI JEZUSA CHRYSTUSA”

głoszone w naszym kościele przez ks. dr Mirosława Czaplę


I. NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU – 10 lutego 2008 r.

Nadzieja ludzi wobec męki Jezusa Chrystusa

Judasz – nadzieja utracona

SPE SALVI facti sumus- w nadziei już jesteśmy zbawieni (Rz 8, 24), mówi św. Paweł Rzymianom, a także nam (…) Ewangelia nie jest tylko przekazem treści, które mogą być poznane, ale jest przesłaniem, które tworzy fakty i zmienia życie. Mroczne wrota czasu, przyszłości, zostały otwarte na oścież. Kto ma nadzieję, żyje inaczej; zostało mu dane nowe życie”(Benedykt XVI. Spe salvi nr 1-2).

W: Bracia i Siostry!

Razem z Ojcem Świętym Benedyktem XVI pragniemy wnikać w tajemnicę nadziei idąc Krzyżową Drogą. To brzmi zaskakująco…. Przecież finałem niesienia Krzyża miała być okrutna śmierć…Chcemy spojrzeć na krzyż jako miejsce spełnienia się nadziei zbawienia. W Chrystusie pragniemy uwielbić Boga wiernego, który obiecał naszym praojcom w utracony raju, odkupienie i ostateczne zwycięstwo.

Aby pokazać jasno jakie są postawy nadziei i jej braku spójrzmy na bohaterów Ewangelii, na osoby najbliższe Jezusowi i ich zachowania w ostatnich godzinach Jego życia.

Dziś spójrzmy na Judasza, człowieka, który, po ludzku, utracił nadzieję…

1. Rys historyczny postaci

„Imię Judasza, dosyć powszechne w ówczesnej Palestynie, występuje w tradycji chrześcijańskiej zazwyczaj z przydomkiem "Iskariota". Miał bowiem pochodzić z miasta o nazwie Karioth (…) Było to miasto położone na południu Palestyny. Jeśli to prawda, to oznacza, że Judasz był jedynym apostołem wśród dwunastu, który nie pochodził z Galilei. Od samego początku byłby on zatem „człowiekiem z zewnątrz“, kimś, któremu musielibyśmy przypisać ogromną determinację, bowiem nie każdy porzucał swoje rodzinne strony, by w oddalonej o wiele kilometrów okolicy podążać za wędrownym prorokiem o imieniu Jezus.

Jeśli więc Judasz opuścił swoje rodzinne strony, to, co nim kierowało?

Religijna fascynacja, chęć doświadczenia niezwykłej przygody? Niektórzy badacze są zdania, że Judasz kierował się politycznymi przesłankami. Judasz mógł widzieć w Jezusie politycznego przywódcę, który uwolniłby Żydów z niewoli Imperium Rzymskiego. Judasz mógł być członkiem żydowskiej sekty o silnych ambicjach politycznych. Zdrada Judasza mogła, więc być motywowana politycznie: rozczarowany, dziwnym przesłaniem Jezusa Judasz wydaje Nazarejczyka Radzie Kapłanów”(por. Wikipedia).

Znana jest legenda o narodzinach Judasza. Według starożytnych podań Judaszowi jeszcze przed narodzinami prorokowano uczestnictwo w haniebnym czynie. Jego matka, Cyborea miała wizje, w której zostało jej objawione, że jej syn stanie się nieszczęściem dla całego narodu izraelskiego. Historię opowiedziała mężowi, Szymonowi Rubensowi. Rodzice postanowili, że pozbędą się dziecka. Włożyli je do kosza i wrzucili do morza. Kosz dopłynął do wybrzeży wyspy Skarioth i Judasz został wychowany przez bezdzietną królową, która nikomu nie ujawniła, że Judasz nie był jej prawdziwym dzieckiem. Po pewnym czasie królowa zaszła w ciąże. Urodziła dziecko, które wychowywało się z Judaszem. Jednakże matka spostrzegła, że jej przyrodnie dziecko okrutnie znęca się nad pierworodnym i w złości postanowiła ujawnić tajemnicę. Judasz zabił przyrodniego brata i udał się do Jerozolimy, gdzie podjął służbę u... Poncjusza Piłata. Legenda twierdzi, że Piłat był zadowolony z Judasza. Pewnego dnia Piłatowi zachciało się zjeść jabłko z drzewa z obcego ogrodu. Judasz gorliwie wypełnił zachciankę swojego pana i zerwał jabłko. Natknął się na właściciela, którego po krótkiej kłótni zabił. Jak się okazało tym ogrodnikiem był ojciec Judasza. Cyborea odkryła kim jest sługa Piłata, wyjawiła swojemu synowi kim jest i kogo zabił. Skruszonego Judasza matka wysłała do proroka, który głosił opamiętanie i Królestwo Boże. W tych dniach ów prorok, Jezus z Nazaretu, przebywał właśnie w okolicy Jerozolimy. Zlitował się nad Judaszem i przyjął do grona swoich uczniów(źródła: por. Wikipedia) Tyle legenda…

2. Wobec Zbawiciela

Był uczniem Jezusa. Jednym z Dwunastu. Powierzyli mu kasę apostołów, pieniądze na utrzymanie tej grupy uczniów Jezusa. Darzyli go więc zaufaniem. Wykazywał się talentem organizacyjnym i umiejętnościami łatwego kontaktu z ludźmi….Spędził wiele godzin na słuchaniu Zbawiciela… mimo obowiązków troski o zaopatrzenie apostołów… Na pewno wielokrotnie z Jezusem osobiście rozmawiał, zadawał pytania. Było też pewnie tak, że przyglądał się z daleka jak Jezus nauczał, jak się modlił, jak odpoczywał. Widział ludzi, ich wsłuchanie w Zbawiciela, ich zaufanie do Chrystusa, ich przemianę…Czego zatem zabrakło w osobistych relacjach z Jezusem? Dlaczego Judasz sprzedał swego Mistrza?

3. Dlaczego nadzieja utracona?

Po ludzku, wydaje się, że bardzo się Jezusem rozczarował. Jezus nie spełnił jego nadziei, jego oczekiwań, jego pomysłów na lepszą przyszłość Żydów. Być może liczył na szybki awans społeczny Jezusa i Jego Apostołów. Wtedy mógłby liczyć na najwyższe zaszczyty. To jednak dosyć przyziemne tłumaczenie. Na co więc liczył? To pytanie pozostanie otwarte… Jedno jest pewne: Judasz utracił nadzieję, jest człowiekiem, który pokładał całkowicie ziemskie nadzieje w Jezusie, który wiązał je tylko z zewnętrzną wolnością, z wyzwoleniem do rzymskich okupantów. Tymczasem Chrystus przyszedł wyzwolić nas od ciemnej strony naszego życia, którą nazywamy grzechem.

Jeśli Judasz utracił nadzieję, czy jest w piekle?

Nie znamy losu Judasza. Jezus powiedział o Judaszu następujące słowa: Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził (Mt 26, 24). Ale to nie znaczy, że Judasz jest w piekle. Jezus nigdy nie powiedział tego o Judaszu. Kościół też nigdy nie wypowiedział się oficjalnie o potępieniu Judasza. W ciągu dwudziestu wieków swej historii Kościół wyniósł na ołtarze mnóstwo świętych, natomiast nigdy uroczyście nie stwierdził, że ktoś jest potępiony. A to dlatego, że aby pójść do piekła, trzeba tego chcieć. Trzeba chcieć obrażać Boga i nie chcieć otworzyć się na Jego przebaczenie. Żaden człowiek na świecie, nawet papież, nie jest w stanie stwierdzić, czy grzesznik naprawdę chciał obrazić Boga i odrzucić Go na zawsze. Tylko Bóg może to osądzić. Jednakże ważne jest, żeby zdać sobie sprawę z wagi grzechu Judasza. On nie tylko zdradził swojego Mistrza. W Ewangelii czytamy, że po aresztowaniu Jezusa „wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli” (Mt 26, 56). To jeszcze nie wszystko. Szymon Piotr wręcz wyparł się swojego Mistrza trzy razy. Podczas Ostatniej Wieczerzy Piotr powiedział Jezusowi: „Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię”(Mt 26, 33), to znaczy: nie zaprę się Ciebie, nigdy nie będę się Ciebie wstydził. Posłuchajmy, co uczyni Piotr pomimo swojej obietnicy, parę godzin po aresztowaniu Jezusa:

Piotr zaś siedział zewnątrz na dziedzińcu. Podeszła do niego jedna służąca i rzekła: „I ty byłeś z Galilejczykiem Jezusem”. Lecz on zaprzeczył temu wobec wszystkich i rzekł: „Nie wiem, co mówisz”. A gdy wyszedł ku bramie, zauważyła go inna i rzekła do tych, co tam byli: „Ten był z Jezusem Nazarejczykiem”. I znowu zaprzeczył pod przysięgą: „Nie znam tego Człowieka”. Po chwili ci, którzy tam stali, podeszli i rzekli do Piotra: „Na pewno i ty jesteś jednym z nich, bo i twoja mowa cię zdradza”. Wtedy począł się zaklinać i przysięgać: „Nie znam tego Człowieka”. A natychmiast zapiał kogut. Wspomniał Piotr na słowa Jezusa, który mu powiedział: „Zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz”. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał (Mt 26, 69-75)”

„Piotr także zdradził Jezusa. Jednak to właśnie on został później pierwszym papieżem, a Kościół ogłosił go świętym. Z pewnością zdrada Judasza jest gorsza od zdrady Piotra. W gruncie rzeczy Piotr zdradza Jezusa przede wszystkim ze strachu, ponieważ boi się, że zostanie aresztowany. Judasz natomiast zdradza Jezusa za trzydzieści srebrników, za które wówczas można było kupić niewolnika: Wtedy jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: „Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam”. A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać (Mt 26, 14-16). Następnie Judasz przychodzi do Ogrodu Oliwnego, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami (Mt 26, 47), żeby zaaresztować Jezusa i wydać Go w ręce najwyższych kapłanów. A zatem motywem działania Piotra jest strach, Judasza zaś — pieniądze. W przeciwieństwie do Judasza Piotr został świętym, ponieważ „gorzko zapłakał” i żałował tego, co zrobił. Po zmartwychwstaniu Jezusa głosił Jego Ewangelię i oddał za nią życie.

A co zrobił Judasz?

Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: „Zgrzeszyłem, wydając krew niewinną”. Lecz oni odparli: „Co nas to obchodzi? To twoja sprawa”. Rzuciwszy srebrniki w stronę przybytku, oddalił się. A potem poszedł i powiesił się (Mt 27, 3-5).

Judasz też żałował za swój uczynek. Oddał arcykapłanom trzydzieści srebrników. Uznał, że wydał „krew niewinną”. Wydaje się, że zaistniały wszystkie potrzebne okoliczności, aby także Judasz mógł otrzymać przebaczenie tak jak Piotr. A jednak to Piotr jest święty, a nie Judasz.
Dlaczego?
Dlatego, że Piotr wierzy w miłosierdzie Jezusa, a Judasz odbiera sobie życie, bo nie wierzy, że Jezus może mu przebaczyć. Judasz nie wierzy w nieskończone miłosierdzie Boga.
Jest to grzech Judasza, który uważa, że nie istnieje przebaczenie za popełniony czyn. Od początku Kościół głosi, że największym grzechem, który nie może być przebaczony, jest tak zwana rozpacz albo wątpienie w miłosierdzie Boże, która ma miejsce wtedy, gdy uważamy, że nasza zdolność czynienia zła jest większa niż Boże przebaczenie”(Źródła: Wikipedia). Jest to tzw. grzech przeciw Duchowi Świętemu. Jest to utrata nadziei zbawienia. Katechizm KK: „Dzięki cnocie nadziei pragniemy i oczekujemy od Boga, z trwałą ufnością życia wiecznego i łask, by na nie zasłużyć”(nr 1843).

Z ufnością powrócić do Boga, który przebacza.

Amen.

do górydo góry

II. NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU – 17 lutego 2008 r.

Nadzieja ludzi wobec męki Jezusa Chrystusa

Piłat – nadzieja zniszczona

1. Rys historyczny postaci

W 26 roku został przez cesarza Tyberiusza mianowany prefektem Judei (tytuł prokuratora to anachronizm; urząd prokuratora Judei pojawił się dopiero w 44 roku) jako następca Waleriusza Gratusa. Piłat objął ten urząd jako protegowany Sejana. Kilkakrotnie popadł w konflikt ze swoimi poddanymi - sporne okazały się: wniesienie sztandarów z wizerunkiem cesarza do twierdzy Antonii na początku rządów, umieszczenie tarcz w pałacu Heroda i budowa akweduktu jerozolimskiego z funduszu świątynnego. W 36 roku stłumił powstanie Samarytan. Krótko potem został pozbawiony stanowiska przez Lucjusza Witeliusza. Dalsze losy nie są znane. Wiadomo jedynie, że zmarł najprawdopodobniej śmiercią naturalną. Był żonaty; jego żona nazywała się prawdopodobnie Prokula. Główne źródła do losów historycznego Piłata to: Starożytności żydowskie i Wojna żydowska Józefa Flawiusza, teksty Filona z Aleksandrii, Nowy Testament oraz Roczniki Tacyta. Piłat darzył naród żydowski niechęcią, np. wystawiając rzymskie proporce wojenne:

Gdy jego żołnierze przybyli do Jerozolimy, nakazał im przynieść proporce będące symbolem Cezara. Proporce zostały przyniesione pod osłoną nocy, lecz ich obecność została niebawem odkryta. Wielu Żydów przybyło do Cezarei namówić Prokuratora do zniesienia tych symboli. Przez pięć dni Piłat nie chciał ich wysłuchać, lecz już szóstego zasiadł w fotelu sędziego. Gdy Żydzi zebrali się, kazał otoczyć ich kordonem żołnierzy i zagroził śmiercią jeśli nie przestaną go dręczyć swoimi postulatami. Ci rzucili się na ziemię i odsłonili swoje karki mówiąc, że wolą zginąć niż dopuścić do pogwałcenia swoich praw. Piłat, nie chcąc zabijać tak wielu, ustąpił i zdjął proporce. – Józef Flawiusz, "Wojna żydowska" 2.169-174; "Starożytność żydowska" 18.55-59.

Filon z Aleksandrii pisał, że Piłat umieścił kilka pozłacanych tarcz w pałacu Heroda ku czci Cezara. Nie widniał na nich żaden niedozwolony symbol, a jedynie inskrypcja, kto i dla kogo wystawił tarcze. Żydzi jednak domagali się usunięcia tarcz. Gdy Piłat odmówił, zwrócili się do Tyberiusza. Dopiero jego rozkaz zmusił Piłata do zdjęcia symboli. (Filon, "Legatio ad Caium", 38). Dla wyznawców judaizmu umieszczanie symboli cesarskich w miejscach dla nich świętych było bałwochwalstwem. Poncjusz Piłat naruszył również skarb Świątyni do budowy akweduktu:

Innym razem użył świętego skarbu świątynnego, zwanego Korbanem, aby doprowadzić wodę do Jerozolimy przez akwedukt. Oburzony tłum złorzeczył Piłatowi; lecz ten posłał żołnierzy przebranych za cywilów w motłoch. Na dany sygnał, bunt żydowski został stłumiony kijami. – Józef Flawiusz, "Wojna żydowska" 2.175-177; "Starożytność żydowska" 18.60-62.

W następnych dziesięcioleciach, po zaprzestaniu prześladowań wyznawców Chrystusa, przyjęto credo Euzebiusza podczas posiedzenia w Nicei w roku 325. W tym wyznaniu wiary chrześcijańskiej wyraźnie brzmią słowa, że Jezus został "ukrzyżowany (...) pod Poncjuszem Piłatem". Chrześcijańscy obywatele Rzymu byli przygotowani krytykować działania Rzymian w rejonach Judei. Jakkolwiek głównym powodem zawarcia tego stwierdzenia było oznajmienie o tym, że Jezus istniał na prawdę (Źródło: por. wikipedia).

2. Wobec Zbawiciela

Był innej narodowości niż Jezus, innej kultury i wiary. Był człowiekiem innego wykształcenia, zapewne innych zainteresowań, innych zasad życia, gdyż władza i sprawowanie urzędu w imię cesarza rzymskiego było jego podstawowym zadaniem w Palestynie. Być może Piłat niewiele słyszał o Chrystusie, poza szpiegowskimi raportami o nastrojach żydów, gdzie wskazywano na proroka z Nazaretu, który jednak nie jest groźny, bo w żaden sposób nie nawołuje do walki. Lecz nadszedł ten smutny piątek przed żydowskimi świętami Paschy, gdy nieoczekiwanie miało dojść do zaskakującego spotkania z Jezusem twarzą twarz. Z Jezusem – co dziwne - jako oskarżonym przez religijnych przywódców żydowskich z rady zwanej Sanhedrynem. Spotkali się więc Piłat z Jezusem tylko raz. Ale to spotkanie było bardzo ważne w ich życiu – w przypadku Jezusa z woli Piłata zapadł wtedy wyrok śmierci, w przypadku Piłata był to zapewne najpodlejszy wyrok, jaki kiedykolwiek wydał. Uczynił to bowiem wbrew sobie tchórzliwie ulegając woli przywódców żydowskich. Sanhedryn chciał zniszczyć Jezusa władzą religijną. Kiedy arcykapłani żydowscy poczuli się niepewni w wydaniu wyroku śmierci na Jezusa zwrócili się do Piłata.

Dlaczego chcieli wydania wyroku politycznego?

Z dwóch powodów; po pierwsze, choć sami religijni przywódcy żydowscy mieli prawo religijne pozwalające kamienować oskarżonego, oni chcieli jednak być pewni, że Jezus zginie. Dlatego chcieli śmierci krzyżowej. Zdarzało się bowiem, że osoba kamienowana, zabrana po kamienowaniu przez bliskich do domu okazywała się na tyle silna, że przeżyła i powoli wracała do zdrowia. Arcykapłani chcieli mieć stuprocentową pewność, że Jezus umrze. Po drugie, chcieli przerzucić odpowiedzialność za śmierć Jezusa Chrystusa na władzę rzymskiego okupanta. Przecież w Jerozolimie przebywało wówczas dziesiątki tysięcy pobożnych pielgrzymów, rozpoczynały się święta. Ludzie uważali Chrystusa za Wielkiego Proroka i jeżeli się dowiedzą, że zamordowali Go kapłani, mogli powstać przeciwko nim. Mogło dojść do poważnych zamieszek. Dlatego arcykapłani cudzymi tj. Piłata rękami planowali zabić Jezusa (por. Ks. E. Staniek. Kazania pasyjne. Kraków 1992 s. 81).

3. Dlaczego nadzieja zniszczona?

Piłat to człowiek, którego nadzieję zniszczono. Na co nadzieję? Na sprawiedliwość, na sens jego władzy, na uczciwość w podejmowanych osądach wobec podległego mu żydowskiego ludu. Nagle Piłatowi przyszło się zmierzyć z prawdą i niewinnością Chrystusa wobec kłamstw i nacisków politycznych arcykapłanów żydowskich. Prześledźmy zatem jak wyglądało spotkanie Piłata z Jezusem wedle Ewangelistów.

Piłat rzekł do Jezusa:
Czy Ty jesteś Królem Żydowskim? (za Mt 27:11, Mk 15:2, Łk 23:3, J 18:33)

Jezus: Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.

Piłat: Cóż to jest prawda?(J 18:37-38) Jezus nie odpowiedział.

Piłat: Nie chcesz mówić ze mną? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzą Ciebie ukrzyżować?

Jezus rzekł: Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry. Dlatego większy grzech ma ten, który Mnie wydał tobie.

Piłat z powagą oświadczył Żydom: Ja nie znajduję w Nim (w Jezusie) żadnej winy (Łk 23,4, Łk 23,14, Łk 23,22, J 18,38, J 19,6)

Uległ jednak zaciekłości i wrzawie tłumu. Kazał Jezusa ubiczować, a potem oświadczył: Oto Człowiek! (J 19,5). Żydzi w swych wrzaskach domagają się śmierci Jezusa. Wtedy Piłat postanawia uwolnić jednego z dwóch złoczyńcę Barabasza, albo proroka – w jego przekonaniu niewinnego – Jezusa z Nazaretu. To był ten moment, gdy jeszcze miał nadzieję, że uratuje tego niewinnego Człowieka. Uwolnił Barabasza. Lecz żądny śmierci Jezusa arcykapłani żydowscy podburzali tłum dalej. Dlatego Żydzi krzyczeli domagają się śmierci Chrystusa.

Wtedy ostentacyjnie kazał sobie podać wazę z wodą, zanurzył w niej ręce na znak obmycia z winy za skazanie na krzyż Jezusa z Nazaretu. I wydał go na śmierć najhaniebniejszą.

„Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: "Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski" (łac. Iesus Nazarenus Rex Iudaeorum). Ten napis czytało wielu Żydów, ponieważ miejsce, gdzie ukrzyżowano Jezusa, było blisko miasta. A było napisane w języku hebrajskim, łacińskim i greckim. Arcykapłani żydowscy mówili do Piłata: "Nie pisz: Król Żydowski, ale że On powiedział: Jestem Królem Żydowskim". Odparł Piłat: "Com napisał, napisałem" (J 19,19).

Nadzieja na wierność prawdzie, na służbę prawdzie, na sprawiedliwość została wtedy w Piłacie zniszczona. Bał się Żydowskich donosów do cezara, że nie zabił kogoś, kto rzekomo podburzał lud do niepłacenia podatków rzymskiemu okupantowi. Piłat bał się utraty stanowiska, utraty wpływów, znaczenia…Pozwolił więc zniszczyć w sobie nadzieję na to, że może być uczciwym człowiekiem, że może służyć prawdzie, że jego publiczna troska o ludzi jest wierna osądowi jego sumienia. Piłat okazał się niewolnikiem swojego lęku o utratę wygodnego życia.

Co to dla nas znaczy?

Dla nas, chrześcijan, czyli tych, którzy inaczej niż Piłat, wiedzą, że Chrystus niewinnie ukrzyżowany zwyciężył śmierć i zmartwychwstał? Że Chrystus jest Bogiem… Czy gotowi jesteśmy być ludźmi, którzy prawdę, uczciwość, wierność sumieniu wybierają ponad wrzask opinii publicznej? A dotyczy to godnego przeżywania narzeczeństwa, odpowiedzialnego małżeństwa, odpowiedzialnego rodzicielstwa i wychowania dzieci do odpowiedzialnej wolności… Tyle wolności, ile prawdy…

B XVI napisał w encyklice Spe salvi: „Wolność ludzka domaga się zharmonizowania różnych wolności (…) Powiedzmy to teraz w sposób bardzo prosty: człowiek potrzebuje Boga, w przeciwnym razie nie ma nadziei”(s. 38).

Z: Kiedy mamy wypowiadać jakieś poważne sądy o ludziach, patrzmy na Krzyż. Niech wierność prawdzie i wolność Chrystusa zwycięża obawę i lęk przed ludzką opinią.

Żyjmy jak Chrystus, nie jak Piłat.

Amen.

do górydo góry

III. NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU – 24 lutego 2008 r.

Nadzieja ludzi wobec męki Jezusa Chrystusa

Św. Piotr – nadzieja przywrócona



SPE SALVI facti sumus - w nadziei już jesteśmy zbawieni (Rz 8, 24), mówi św. Paweł Rzymianom, a także nam (…). Mroczne wrota czasu, przyszłości, zostały otwarte na oścież. Kto ma nadzieję, żyje inaczej; zostało mu dane nowe życie”(Benedykt XVI. Spe salvi nr 1-2).

W: Bracia i Siostry!

Pragniemy patrzeć na ludzi bliskich Chrystusowi, w godzinie próby. Wielki Piątek to czas potężnego zmagania się nadziei z kompletnym bezsensem. Po spojrzeniu na Judasza, który nadzieję utracił, po przyglądnięciu się Piłatowi, który zgodził się, by Żydzi zniszczyli w nim nadzieję, przyszedł czas popatrzeć na przewodnika wspólnoty apostolskiej, św. Piotra. On jest tym, który bardzo boleśnie przeżył Wielki Piątek i Śmierć Zbawiciela.

1. Rys historyczny postaci

Św. Piotr, Apostoł był synem rybaka Jony z Betsaidy Galilejskiej. Pierwotnie nosił imię Szymon. Zamieszkał w Kafarnaum razem ze swoją żona i rodziną. Trudnił się rybołówstwem pracując ze swoim ojcem i bratem, Andrzejem. Jezioro Galilejskie było miejscem jego pracy, stało się też miejscem przełomowego wydarzenia, jakim było spotkanie z przechodzącym Jezusem z Nazaretu. To właśnie On powołał Szymona i jego brata Andrzeja do grona swoich uczniów. Odtąd wędrowali za Nim, słuchali Jego nauk, oglądali cuda, które czynił. Chrystus z licznej gromady swych słuchaczy wybrał Dwunastu, pośród nich Szymona, któremu nadal imię Piotr, czyli skała. Chrystus nie tylko wybrał Piotra do grona najbliższych uczniów, ale postawił go na ich czele.

Z ewangelijnych przekazów wiemy, że Piotr znajdował się przy Chrystusie w znaczących chwilach życia Jezusa. Był obecny podczas przemienienia Jezusa na górze Tabor; był obecny pod Cezareą Filipowi, gdy Jezus pytał, za kogo uważają, Go ludzie. Piotr wyznał wtedy, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Boga (Mt 16,16). Piotr kroczył po wodzie ku Jezusowi; był przy Nim w Ogrójcu; podczas aresztowania Mistrza bronił Go, atakując sługę arcykapłana i odcinając mu ucho (J 18,10). Szedł z daleka za Jezusem, gdy Prorok z Nazaretu został pojmany. Wyparł się Jezusa, a potem okazał skruchę.

Po zmartwychwstaniu Chrystus ukazał się Piotrowi, przekazując mu władzę pasterską (J 21,15-17). Po Zesłaniu Ducha Świętego wygłosił mowę misyjną do Żydów, stając na czele uczniów i wyznawców Chrystusa. Ewangelizację prowadził poza Jerozolimą - w Samarii, Liddzie, Jaffie, Cezarei Nadmorskiej. Wędrował do Antiochii, następnie do Azji Mniejszej, a potem do Rzymu. Tutaj założył gminę chrześcijańską i zostaje jej pierwszym biskupem. Po śmierci Heroda (+44) wrócił do Jerozolimy. Doszło do konfliktu z Pawłem z Tarsu, ponieważ Piotr domagał się stosowania prawa żydowskiego wobec nowoochrzczonych; Paweł uważał to za zbyteczne. W roku 48/49 przewodniczył Soborowi Jerozolimskiemu, po czym wraca do Rzymu.

Ewangelie ukazują jego szczególną pozycję w gronie apostołów. Pisma Nowego Testamentu wymieniają go 150 razy. Podczas prześladowania chrześcijan przez Nerona w latach 64-67 św. Piotr został aresztowany i ukrzyżowany głową w dół. Przyjmuje się, że Piotr zginął w Rzymie na Wzgórzu Watykańskim. Później, w 320 roku w tym miejscu postawiono kościół, w którym złożono jego ciało. Dziś w tym miejscu stoi Bazylika św. Piotra. Piotr jest autorem dwóch Listów, włączonych do kanonu Nowego Testamentu. (źródło: Wikipedia).

2. Wobec Zbawiciela

Był jednym z pierwszych uczniów Jezusa. Kiedy zobaczył Chrystusa nad jeziorem galilejskim - jak przekazują ewangeliści - natychmiast zostawił sieci, ojca, łódź i poszedł za Nim. Uczynił to „natychmiast”. Czy wynikało to tylko z jego sangwinicznego temperamentu? Wszystko wskazuje na to, że nie, ponieważ tak jak on zachowało się wielu innych łącznie z jego bratem. Chrystus nie powiedział ani słowa, ale znali Go przecież z różnych relacji wędrowców, kupców, a może samych Rzymian, którzy także pojawiali się nad wodą dla zakupu świeżych ryb. Nade wszystko mówili o Nim uczniowie Jana Chrzciciela, który nad Jordanem chrzcił i zapowiadał przyjście „większego od siebie”. Rybacy galilejscy nie ograniczali zatem swojego świata do nocnych połowów, dziennej pracy w zagrodzie i przy wypasie bydła. Byli ludźmi wiary, codziennie zanosili do Boga modlitwy uwielbienia i dziękczynienia, a w soboty gromadzili się w domach modlitwy, by słuchać proroctw o Mesjaszu. Piotr był oczarowany Jezusem, Jego mądrością, skromnością, ubóstwem. Zadziwiło Piotra spojrzenia Jezusa, w którym nie było wyniosłości, ale szacunek, zafascynował Piotra styl życia Chrystusa, który nie pobierał pieniędzy za głoszenie nauki o miłości i życiu, który nie przyjmował podarunków za uzdrawianie chorych, za czynione Bożą mocą cudowne znaki. Zachwyciła Piotra postawa sługi, którą odkrył w Jezusie.

Na czym ta postawa polegała?

Jezus patrzył na ludzi z bliską, patrzył im z radością w oczy, brał na ręce dzieci, tulił zapłakanych. Nie miał w sobie nic z polityka, który głosi wielkie obietnice, zapowiada niebywałą poprawę bytu, ogłasza, że rozda chleb i pieniądze potrzebującym, że naprawi źle działające instytucje. A po dojściu do władzy mści się na swoich poprzednikach, pozoruje pozytywne postawy, ciągle mami ludzi odkładaną w czasie realizacją obietnic. W każdym czasie i w każdym kraju takich politycznych efekciarzy można przecież spotkać. Dla Piotra zaś Jezus jest tym, kto ma jedne usta, jedne oczy, jedno serce…. Nauka Jezusa jest prosta, przystępna, oparta na obrazach wziętych z życia pasterzy i rolników. Kiedy Piotr będzie słuchał Jezusowego nauczania o wysokim i rozłożystym gorczycznym drzewie, które niegdyś było maleńkim ziarenkiem, będzie wiedział, że nawet najmniejszy miły Bogu czyn buduje Królestwo Boże. Kiedy Piotr słyszy o Samarytaninie, który opatrzył poranionego przez zbójców Żyda, będzie wiedział, że tak ma wyglądać miłość nieprzyjaciół. Gdy usłyszy Piotr od Jezusa, iż prawdziwy trwały dom trzeba budować na skale a nie na piachu, jako gospodarz i rybak rozpozna rzeczywistość duchową, że szczęście można osiągnąć tylko wtedy, gdy zakorzeni się swoje czyny w przykazaniach Boga. Jezus był szczery wobec Piotra aż po niezrozumienie, czy nawet sprzeciw. Gdy kiedyś powiedział, że Syn Człowieczy musi iść do Jerozolimy, aby tam być oskarżonym przez kapłanów, cierpieć i zostać zabitym, Piotr w gorączkowym sprzeciwie wyrzucił Jezusowi tak niepoważne prorokowanie. Wtedy Pan zganił Piotra ostrymi słowami wobec Apostołów: „Idź precz szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale co ludzkie”( Mt 16,21). Za tę troskę Jezus cenił Piotra. Trzeba było jednak oczyścić charakter Apostola z poczucia własnej siły, z przekonania o potędze osobistej odwagi, która była jedynie spontaniczną śmiałością, która nie była dojrzała.

3. Dlaczego nadzieja przywrócona?

Jezusowi bardzo zależało na Piotrze. Zapewne, dlatego poddał go wielkiemu oczyszczeniu, gdy przepowiedział Piotrowi trzykrotną zdradę. Czy nie była to próba największej jakości, gdy pierwszy w gronie apostolskim zostaje wystawiony na pokusę zdrady. Zapytamy: Dlaczego tak bardzo Jezus wystawił Piotra na pokuszenie? Aby oczyścić Piotra z pychy i poczucia własnej siły. Kiedy zapiał kogut, Piotr zrozumiał, że mimo wielkich deklaracji wierności, mimo fizycznej walki, gdy odciął ucho słudze setnika, on jest wewnętrznie słaby. Lęk przed przyznaniem się do Jezusa, lęk przed męczeństwem dla Jezusa, okazały się w Piotrze silniejsze. Apostoł zapłakał. Ujawniła się jego skrucha. Pękła pycha i zarozumialstwo. Dotychczasowy Piotr – silny galilejski rybak okazał się przestraszonym chłopcem. Mężczyzna objawił się jako zalęknione dziecko. Ale po zmartwychwstaniu Pana, będzie taki poranek nad jeziorem galilejskim, gdy Piotr znużony nieudanym nocnym połowem usłyszy słowo Jezusa, by zarzucić sieci na nowo. Choć już dzień, choć już słońce i ryby kryją się senne w głębinach Piotr uczepi się tego słowa. Zaufa mu. Przestanie by niewolnikiem lęku, że się skompromituje wobec innych rybaków, bo przecież nikt nie łowi za dnia. Piotr zaufa i będzie wolny, by kochać. Piotr będzie dojrzały w swej wolności, gdy uwierzy, że działa mocą zaufania Jezusowi, który umarł i zmartwychwstał, a nie jedynie życiowego doświadczenia. Zarzuci sieci. To będzie chwila narodzin nowego Piotra. Bo oto sieci okazały się pełne, trzeba było wzywać kolegów z sąsiedniej łodzi, by je wydobyć. Zrozumiał Piotr, że tylko mocą zaufania, mocą nadziei złożonej w Chrystusie może przemieniać siebie i świat. Piotr jest człowiekiem nadziei odbudowanej. Wkrótce Chrystus trzykroć zapytał Piotra czy Go miłuje. Tak jak trzykrotnie się Jezusa zaparł, tak trzykrotnie teraz wypowiada dojrzałe słowo „miłuję”, by potwierdzić, że jest nowym człowiekiem. Takiemu Piotrowi, który okazał się skałą, która zapłakała, Chrystus powierzy prowadzenie Kościoła. Odda mu w depozyt nadzieję Kościoła, którą trzeba strzec mocą pokory.

Bracia i Siostry

Ojciec Święty Benedykt XVI w swej encyklice o nadziei chrześcijańskiej powiedział: „To nie nauka odkupuje człowieka. Człowiek zostaje odkupiony przez miłość. Odnosi się to już do sfery czysto światowej. Kiedy ktoś doświadcza w swoim życiu wielkiej miłości, jest to moment „odkupienia”, który nadaje nowy sens jego życiu. Szybko jednak zda sobie również sprawę z tego, że miłość, która została mu dana, sama nie rozwiązuje problemu jego życia. Jest to trudna miłość. Może zostać zniszczona przez śmierć. Istota ludzka potrzebuje miłości bezwarunkowej. Potrzebuje tej pewności, dzięki której może powiedzieć: „Ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co jest wysoko, ani co głęboko, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Jezusie Chrystusie, Panu naszym”(Rz 8, 38-39)(Spe salvi 26, s. 43).

Zmartwychwstały Jezus odbudował w Piotrze Apostole nadzieję. Odtąd Piotr mógł kochać dojrzale, bo całą swą nadzieję złożył w Chrystusie. Dlatego, jak mówi legenda, gdy uciekał z Rzymu spotkał Chrystusa i zadał Mu pytanie „Quo vadis, Domine?”, Dokąd idziesz, Panie?. Chrystus mu odpowiedział: Idę do Rzymu, aby ponownie Mnie ukrzyżowano”. Piotr zawrócił; tym razem z nadzieją na zmartwychwstanie, on pozwolił się przybić do Krzyża, by zaświadczyć wierność Chrystusowi.

Uczmy się tej ufności od Piotra.

Amen.

do górydo góry

IV. NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU – 2 marca 2008 r.

Nadzieja ludzi wobec męki Jezusa Chrystusa

Szymon z Cyreny – nadzieja wzbudzona

SPE SALVI facti sumus- w nadziei już jesteśmy zbawieni (Rz 8, 24), mówi św. Paweł Rzymianom, a także nam (…). Mroczne wrota czasu, przyszłości, zostały otwarte na oścież. Kto ma nadzieję, żyje inaczej; zostało mu dane nowe życie”(Benedykt XVI. Spe salvi nr 1-2).

W: Bracia i Siostry!

Pragniemy patrzeć na ludzi bliskich Chrystusowi, w godzinie próby. Judasz był człowiekiem, który nadzieję utracił. Piłat pozwolił, by w nim nadzieję zniszczono. Św. Piotr był tym, w który przez swą skruchę i zawierzenie słowu Jezusa nadzieję odzyskał na nowo.. Dzisiaj czas na kolejnego bohatera Męki Pańskiej, Szymona z Cyreny.

1. Rys historyczny postaci

Był imigrantem żydowskim. Pochodził z afrykańskiego miasta Cyreny, gdzie znajdowała się kolonia żydowska (dzisiaj jest to miejscowość w północnej Libii). Najprawdopodobniej był Żydem, gdyż nosił żydowskie imię, lecz nie jest to do końca pewne, ponieważ swoim synom nadał imiona pogańskie; Rufus i Aleksander. Wszystko wskazuje na to, że jak wielu leciwych Żydów wrócił z emigracji do Ojczyzny, aby tutaj spędzić ostatnie lata swego życia. W Jerozolimie Żydzi z Cyreny mieli swoją synagogę (ks. T. Olszański CM. W światłach Męki Pańskiej. Kraków 1989 s. 266).

Ewangelia opisuje bardzo krótko postać Szymona:

I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego (Mk 15,21).

Synowie Szymona z Cyreny byli powszechnie znanymi wyznawcami Jezusa. Można więc sądzić, że Szymon przeżył przełom w swoim życiu, gdy na krzyżowej drodze spotkał Chrystusa.

2. Wobec Zbawiciela

Było to tylko jedno spotkanie Jezusa i Szymona. Właściwie nie wiadomo, dlaczego akurat ten a nie inny Żyd został zapędzony przez rzymskich żołnierzy do pomocy Skazańcowi z Nazaretu. Gapiów żądnych sensacji było, jak zwykle, wielu. Trudno powiedzieć dlaczego Szymon z Cyreny znalazł się w tamtym miejscu; czy przemykał chyłkiem mimo pochodu nie włączając się w to dramatyczne widowisko czy też stał wmieszany w tłum i został z niego wyciągnięty, bo wyróżniał się okazałą bryłą ciała? Ewangeliści mówią zgodnie. Szymon nie był ochotnikiem, żołnierze przymusili go do pomocy Jezusowi. Mimo niechęci, mimo oporu serca musiał Szymon ulec rozkazowi eskorty i podjął się poniżającego czynu niesienia belki śmierci. Gdyby się wzbraniał, Rzymianie natychmiast ukaraliby go ciężką chłostą. Cyrenejczyk przejął od Jezusa krzyż i niósł go odtąd sam odciążając ledwie żywego Zbawiciela. Wiedział, że teraz został w swej godności zbrukany, stracił dobre imię wśród Żydów jako ten, który został przymuszony do wstydliwej pomocy. Mimo wszystko, „Szymon Cyrenejczyk, przymuszony do niesienia Chrystusowego krzyża nie szukał sposobności, aby jak najszybciej wymigać się od tego trudnego zadania. Nie uciekł przy pierwszej nadarzającej się okazji. Doszedł z Jezusem aż na Golgotę”(ks. A. Stopka. Kazanie pasyjne 2007 Gość Niedzielny).

Czy Szymon wiedział, komu pomaga?

Czy orientował się, kim jest ten nieszczęśnik przygnieciony drewnianym ciężarem?

Na pewno będąc w tych dniach w Jerozolimie przed świętem Paschy słuchał co mówią ludzie o Jezusie z Nazaretu, którego parę dni temu chcieli obwołać królem. Śpiewali Mu: „Hosanna, królowi Dawidowemu”, słali płaszcze i palmy, prowadzili na oślątku… Czy jednak Szymon domyślał się, że ten Nieszczęśnik z trudem posuwający się do przodu jest wychwalanym przed kilku dniami wielkim Prorokiem? Nie wiemy, co Szymon wiedział o Chrystusie przed spotkaniem z Nim na krzyżowej drodze. Możemy się jednak domyślać, co się działo w sercu i umyśle Szymona, gdy przebywał w obecności Zbawcy. Zdawał sobie sprawę, że to trzydziesto- lub czterdziestokilowe drzewo krzyża jest ogromnym ciężarem, a jego dźwiganie musiało Chrystusa bardzo męczyć. Ten ciężar na pewno przerastał siły człowieka, wyczerpanego bezsenną nocą, nieustannym maltretowaniem, procesem, biczowaniem, upływem krwi, głodem, łaknieniem… Widział Szymon, że życie uchodziło z Jezusa krok po kroku. Jego pomoc tylko odciążyła Chrystusa, ale nie przemieniła Jego losu. Dotarło do Szymona, że z wyrachowania przymusili go żołnierze do tej haniebnej pomocy, bo bali się, iż Jezus padnie martwy w drodze. Nie życzyli tego sobie ani żołnierze, ani żydowscy duchowni. Ci ostatni koniecznie chcieli zobaczyć i ukazać ludowi Chrystusa ukrzyżowanego. Nikt więc nie kierował się miłosierdziem wobec Jezusa; Rzymianom chodziło o usprawnienie wędrówki Skazańca, a Żydom o to, by w pełni wywrzeć zaplanowaną zemstę (por. T. Olszański. Dz. Cyt. s. 265). I oto dzieje się coś niezwykłego. Szymon zaczyna widzieć w pokrwawionym Skazańcu wielkość niewinnego i dojrzałego człowieka. Zapewne nie pasuje Szymonowi łamanie schematu w zachowaniu tego Człowieka. Nie przeklina swych oprawców, nie złorzeczy na przemian błagając o litość. On milczy, może jedynie wydobywa się z Jego piersi żałosny psalm… Nie ma w Nim nienawiści czy żądzy odwetu. Tajemnica cierpiącego i milczącego Jezusa poruszyła jego serce.

Niemiecka mistyczka bł. Anna Katarzyna Emmerich, żyjąca w pierwszej połowie XIX wieku w swoim dziele Życie Jezusa przedstawiła tę przemianę Szymona:

Żołnierze przychwycili [Szymona] natychmiast i przyprowadzili, by pomógł nieść krzyż Galilejczykowi. Szymon bronił się i wymawiał wszelkimi sposobami, ale zmuszono go do tego przemocą. Synowie jego, widząc ojca w takich opałach, zaczęli płakać i krzyczeć, dopiero kilka kobiet, znajomych Cyrenejczyka, wzięło ich w opiekę. Szymon przystępował do Jezusa z wielkim wstrętem i odrazą; bo też Jezus tak nędznie wyglądał, taki był sponiewierany, w sukniach pokrwawionych, powalanych błotem. Płacząc, spojrzał Pan na Niego wzrokiem, pełnym miłosierdzia, zabrał się więc Szymon do pomocy Chrystusowi. Siepacze posunęli w tył drugie ramię krzyża i spuścili je na pętlicę, podobnie jak pierwsze. Podniósłszy Jezusa, włożyli drzewce krzyża na Niego i na Szymona tak, że jedno ramię poprzeczne zwisało Jezusowi na piersi, a drugie Szymonowi na plecy. W ten sposób, idąc za Jezusem, miał Szymon, do dźwigania połowę ciężaru i Jezusowi było wiele lżej. Koronę cierniową włożono Jezusowi znowu inaczej, po czym rozpoczął się dalszy pochód. Już po niedługiej chwili uczuł Szymon dziwną w sobie zmianę, wzruszenie niezwykłe ogarnęło go, a pod jego wpływem już chętnie pomagał Jezusowi nieść krzyż”.

3. Dlaczego nadzieja wzbudzona?

„Szymon z Cyreny nie tylko doszedł pod krzyż. On go dotknął. Początkowo wbrew swojej woli, potem jednak w pełni świadomie i dobrowolnie. Niosąc krzyż Jezusa odkrył, co znaczą słowa „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”(Stopka. Art. Cyt.). Szymon jest człowiekiem, który przeraził się, że pomagając odrzuconemu, sponiewieranemu, skazanemu na śmierć człowiekowi sam zostanie pohańbiony i skazany na społeczną izolację. Czuł się podle, gdyż uważał, że stracił dobre imię, że nawet najbliższa rodzina uzna go za człowieka nieczystego. Tymczasem przebywając w fizycznej bliskości Jezusa, wyręczając Go i wspierając poczuł, że nie tylko nie traci osobistej godności, ale nabywa nową siłę, rośnie w nim poczucie własnej wartości. Zobaczył, że Skazaniec jest jedynym i niepowtarzalnym przykładem godnego przyjmowania cierpienia. Szymon odzyskał nadzieję na szacunek dla samego siebie, odkrył, że dając swe siły Temu Człowiekowi, tak naprawdę on zyskał wewnętrzną siłę. Płynie ona z pokornego i cierpliwego znoszenia cierpienia przez Jezusa, który miłością i modlitwą przekroczył ludzką pogardę.

Z: Patrząc na Szymona z Cyreny spójrzmy dziś na nasze chrześcijańskie możliwości niesienia pomocy bliźniemu. Kościół święty w swoim katechizmowym nauczaniu stawia nam przed oczy konkretne zalecenia, które nazywamy uczynkami miłosiernymi co do ciała i co do duszy. Warto dziś, w połowie Wielkiego Postu postawić sobie pytania o moją postawę wobec ludzkiego cierpienia

UCZYNKI MIŁOSIERNE, CO DO DUSZY:

1. Grzesznych upominać – czy mam odwagę zwrócić uwagę komuś, kto wyraźnie ciężko grzeszy?

2. Nieumiejętnych nauczać – jak rozmawiam z dziećmi o przykazaniach Bożych?

3. Wątpiącym dobrze radzić – ile poświęcam czasu komuś zagubionemu?

4. Strapionych pocieszać – czym umacniam nadzieję przygnębionego?

5. Krzywdy cierpliwie znosić – czy bez obgadywania umiałem znieść krzywdę?

6. Urazy chętnie darować – ile minęło czasu nim pomodliłem się za osobę, która mnie nie lubi?

7. Modlić się za żywych i umarłych – czy codziennie powierzam Bogu innych ludzi?

UCZYNKI MIŁOSIERNE, CO DO CIAŁA:

1. Głodnych nakarmić – kiedy ostatnio podzieliłem się jedzeniem?

2. Spragnionych napoić – czy moi goście opuszczają mój dom trzeźwi?

3. Nagich przyodziać – czy czuwam nad skromnością stroju mojego i moich dzieci?

4. Podróżnych w dom przyjąć – Kiedy ostatnio ugościłem kogoś noclegiem?

5. Więźniów pocieszać – Jeśli nie mam kogoś bliskiego w więzieniu, jak często modlę się za aresztowanych?

6. Chorych odwiedzać – Kogo w Wielkim Poście odwiedziłem obłożnie chorego?

7. Umarłych pogrzebać – Jak często się modlę za osobę, w której pogrzebie ostatnio uczestniczyłem?

Szymon z Cyreny odzyskał nadzieję w godność cierpienia z miłości.

Nie bójmy się Krzyża.

Amen.

do górydo góry

NIEDZIELA PALMOWA – 16 marca 2008 r.

Nadzieja ludzi wobec męki Jezusa Chrystusa

Bogurodzica Dziewica Maryja – nadzieja spełniona

SPE SALVI facti sumus- w nadziei już jesteśmy zbawieni (Rz 8, 24), mówi św. Paweł Rzymianom, a także nam (…). Mroczne wrota czasu, przyszłości, zostały otwarte na oścież. Kto ma nadzieję, żyje inaczej; zostało mu dane nowe życie”(Benedykt XVI. Spe salvi nr 1-2).

W: Bracia i Siostry!

Pragniemy patrzeć na ludzi bliskich Chrystusowi, w godzinie próby. Swoim spojrzeniem ogarnęliśmy postacie Judasza, który nadzieję utracił, następnie Piłata, który zgodził się, by Żydzi zniszczyli w nim nadzieję, po czym patrzyliśmy na św. Piotra, który przez swą skruchę nadzieję otrzymał na nowo, dalej Szymona Cyrenejczyka, w którym nadzieja została wzbudzona. Dzisiaj chcemy spojrzeć na Niewiastę Nadziei – Najświętszą Maryję Pannę.

1. Rys historyczny postaci

Pochodziła z Nazaretu, osady na północy Galilei, dzisiaj całkiem pokaźnego górskiego miasta. Była ta wówczas miejscowość tak mała, że nie wspominały o niej rzymskie mapy. Jej imię – Maria- było popularne wśród kobiet żydowskich, a jego brzmienie Miria, pisane Miriam lub Mariam oznaczało coś w rodzaju „Dobra Pani”(Daniel-Rops. Dzieje Chrystusa. Warszawa 1987 s. 84). Według tradycji pochodziła z małżeństwa Joachima i Anny, wokół którego to związku narosło wiele legend; ludzkie opowieści o pochodzeniu Maryi pojawiły się z potrzeby wyobraźni, by uzupełnić milczenie Ewangelii o jej rodzinie. Dlatego legendy o rodzicach Maryi kreślą obraz małżeństwa Joachima i Anny jako ludzi, którzy przez całe lata nie mieli dziecka. Bezskutecznie mieli oczekiwać na potomstwo; dlatego – jak mówi legenda – złożyli Bogu ślub, że kiedy urodzi im się dziecko oddadzą je na służbę Panu. Gdy narodziła im się Córka, oddali trzyletnią Maryję do świątyni jerozolimskiej; tam wychowywała się z innymi dziewczynkami zajmując się śpiewem, modlitwą i wyszywaniem kapłańskich szat. Rodzice zaś odwiedzali Ją raz do roku (Z. Nosowski. Parami do nieba. Warszawa 2004 s. 21). Niezależnie od tego, co mówią ludzkie legendy można powiedzieć, że Joachim i Anna z całą pewnością prowadzili życie miłe Bogu i życzliwe ludziom, gdyż ich świętość ukształtowała Maryję. Miłość rodziców Maryi wpisana była w plany Bożej Opatrzności, skoro Maryja - owoc ich miłości - stała się Matką Boga żywego. Zgodnie z tradycją, Maryja pochodziła z królewskiego rodu Dawida, co podkreślał także św. Paweł (por. Rz 1, 3).

Maryja miała niespełna piętnaście lat, gdy została zaślubiona Józefowi, cieśli z Nazaretu. Było bowiem w żydowskim zwyczaju, by za mąż wydawać dziewczęta, które ledwie dorosły do wieku małżeńskiego. Mężczyźni zaś żenili się mając lat dwadzieścia pięć lub więcej (Daniel–Rops. Dz. cyt. s. 83-84). Maryja była w pełni żoną Józefa, choć gdy po zaślubinach jeszcze nie opuściła domu rodziców i nie zamieszkała razem z mężem doszło do przełomowego wydarzenia Jej życia. Archanioł Gabriel zwiastował Jej Bożą prośbę, by zechciała być Matką Bożego Syna. „Oczekiwania Mesjasza było głęboko wyryte w sercu każdego członka żydowskiej społeczności, choćby nim było dziecko piętnastoletnie (…) Anioł nie zwiastował Maryi Mesjasza boleściwego, nie zwiastował świętej ofiary (…) Anioł mówił Jej, że Bóg da swemu Synowi tron Dawidowy i wieczną władzę nad domem Jakuba. Toteż Maryja stawia tylko jedno pytanie, pytanie bardzo proste i naturalne, zdradzające jednak najgłębsze Jej pragnienia zachowania dziewictwa; potem godzi się oddając w ręce Boga swe ciało i swą duszę, a także swoją cześć i swe ziemskie losy”(Daniel-Rops. Dz. cyt. s. 89).

2. Wobec Zbawiciela

Postawienie pytania, kim była Maryja wobec Zbawiciela wydawałoby się nie na miejscu. Powiemy przecież: czy w słowie „Matka” nie zamyka się wszystko? Jednak należy przyjąć, że Ta, która jest dzisiaj prawzorem dojrzałego dziewictwa i odpowiedzialnego macierzyństwa złączyła się ze Swoim Synem szczególną więzią. Kochała przecież swego małżonka Józefa, była Mu szczerze oddana i wierna. Zamiarami Bożej Opatrzności została zaproszona do więzi oblubieńczej z Duchem Świętym; napełniona Jego obecnością dziewiczo poczęła prawdziwego Człowieka, który równocześnie był prawdziwym Bogiem. W Jej dziewiczym łonie przedwieczne Słowo, Syn Ojca Wiecznego stał się człowiekiem. Przybrał ludzkie ciało. Jakże bliski musiał być dla Maryi psalm 139, którym omodlała swoje macierzyństwo:

„Przenikasz i znasz mnie, Panie, Ty wiesz kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane (…) Ty bowiem utworzyłeś moje nerki, Ty utkałeś mnie w łonie mej matki. Dziękuję Ci, żeś mnie tak cudownie stworzył, godne podziwu są Twoje dzieła. I dobrze znasz moją duszę, nie tajna Ci moja istota, kiedy w ukryciu powstawałem utkany w głębi ziemi”(Ps 139 1-3. 13-15).

Maryja była matką swego Stwórcy. W Niej narodził się Ten, od którego pochodzi wszelkie życie. Ta wielka tajemnica wiary została ujęta w tytule nadanym Maryi – Theotokos – Święta Boża Rodzicielka. Co czuła, jak przeżywała Swoje macierzyństwo, gdy Syn Najwyższego począł się w Niej i przez dziewięć miesięcy rozwijał się pod Jej sercem jako dziecko płci męskiej? Nie potrafimy tego pojąć. Pozostanie to niewyrażone…Starochrześcijańska modlitwa, którą modlący się na brewiarzu wypowiadają przed udaniem się na spoczynek zawiera słowa: „Tyś cudownie zrodziła swego Zbawiciela, Tyś sama wykarmiła swego Stworzyciela”.

Wiara Kościoła uznaje Maryję jako osobę wolną od wszelkiego grzechu, poczętą w świętości ze względu na przyszłe zasługi Jej Syna Zbawiciela świata. Niepokalane Poczęcie Maryi dokonało się jako wyłączny przywilej Tej Kobiety, Tej ludzkiej Osoby. To szczególny dar od Boga.

Maryja była nadal żoną Józefa, a równocześnie będąc matką z Ducha Świętego, po narodzinach Jezusa pozostała Dziewicą. Jezus nie miał więc naturalnego rodzeństwa w swej najbliższej rodzinie, choć, jak wskazują Ewangelie, miał kuzynów (por. Łk 8, 19).

Tych kilka najważniejszych przymiotów ducha Maryi zdobi ją jak perły; została nimi przyodziania, ponieważ jest Matką Jezusa. Przez trzydzieści lat rodzinnego życia Maryja przekazała całą swą miłość, mądrość, pokorę i czystość Jezusowi. Jego człowieczeństwo rozwijało się dzięki wychowawczym zabiegom Maryi i Józefa. Ewangelie milczą o tym etapie ukrytego życia Chrystusa. Jedynie św. Łukasz opisał zwiastowanie, narodzenie, ofiarowanie Jezusa i zagubienie się dwunastoletniego Chrystusa, gdy przyszli na święto Paschy. (Por. Łk 2, 41-50). O macierzyńskich spostrzeżeniach Maryi Łukasz zapisał ledwie jedno, lecz znaczące zdanie: „A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu”(Łk 2, 51b). Maryja z daleka i w ciszy własnego serca przeżywała zbawczą misję Jezusa. Kresem Jego misji była Ofiara krzyża. Wszyscy Ewangeliści opisali mękę, śmierć i powstanie Jezusa z martwych. Jedynym, który opisał obecność Maryi przy cierpiącym Synu był św. Jan Apostoł. On bowiem stał przy Niej jako niemy świadek i najwierniejszy uczeń. On również został w szczególny sposób obdarowany przez Chrystusa w ostatnich chwilach męki. Konający Jezus składa Matce swego ucznia jako syna, a Janowi swoją Matkę za Matkę dla wszystkich Jego uczniów.

3. Dlaczego nadzieja spełniona?

Któż z nas nie przeżywa z dreszczem słów z Ewangelii św. Jana:

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie”(J 19,25-27).

Drzewo hańby na wzgórzu śmierci. Do krzyża przybity wielki Dobroczyńca ludzi, Mędrzec oddany prostemu ludowi, Przyjaciel ubogich i odrzuconych, Uzdrowiciel chorych i cierpiących… Żydowscy arcykapłani dokonali odwrócenia znaczeń: sprawiedliwość ma dzisiaj znaczyć podłość, wymiar sprawiedliwości został użyty do najnikczemniejszej odpłaty nienawiścią za miłość. Kłamstwo, po ludzku, triumfuje. Pozornie i krótko.

Jak czuje się Maryja, Matka umęczonego Zbawiciela?

Słusznie Kościół Święty od tysiącleci nazywa Ja Matką Bolesną. Trudno ująć lepiej stan Jej serca niż słowa pieśni:

Stała Matka boleściwa, obok krzyża ledwo żywa, gdy na krzyżu wisiał Syn.
Duszę Jej, co łez nie mieści, pełną smutku i boleści, przeszedł miecz dla naszych win.
O jak smutna i strapiona. Matka ta błogosławiona, której Synem niebios Król!
Jak płakała Matka miła, jak cierpiała, gdy patrzyła, na boskiego Syna ból!
Gdzież jest człowiek, co łzę wstrzyma, gdy mu stanie przed oczyma, W mękach Matka ta bez skaz?
Kto się smutkiem nie poruszy, gdy rozważy boleść duszy, Matki z Jej Dziecięciem wraz?


Zauważmy, że Maryja stała…Nie rozdzierała szat, nie targała włosów, nie ciskała kamieniami, nie przeklinała…. Stała….

Czy utraciła wiarę, że Jej Syn jest Synem najwyższego? Nie rozumiała, ale wierzyła.

Nie musiała wiedzieć wszystkiego, wiedziała, co najważniejsze…Że Miłość nie może zostać skutecznie i ostatecznie zniszczona. Wiara w Jezusa uzupełniona nadzieją, oczekiwaniem, że objawi się Jego wielkość…O wierze Maryi dopełnionej nadzieją mówi Katechizm:

„Przez całe Jej życie, aż do ostatniej próby (Por. Łk 2, 35). gdy Jezus, Jej Syn, umierał na krzyżu, nie zachwiała się wiara Maryi. Maryja nie przestała wierzyć "w wypełnienie się" słowa Bożego. Dlatego Kościół czci w Maryi najczystsze wypełnienie wiary (KKK 149). Oto heroizm nadziei….

Trzy dni po śmierci Jezusa Jego grób okazał się pusty. Chrystus zwyciężył śmierć, grzech i szatana. Zwyciężył beznadziejność ludzkiego życia. Maryi nie było przy pustym grobie. Nie musiała tam iść. Ona wiedziała…Ona zawsze miała nadzieję, że życie zwycięży dzięki miłości. W Maryi nadzieja została spełniona.

W chwilach ciemności umiejmy ufnie stać przy Bogu, jak Maryja przy Krzyżu.

Amen.

do górydo góry